Rz: Ministerstwo Sprawiedliwości podsumowało rok 2012 w sądownictwie. Wpływ spraw do wszystkich sądów przekroczył 14 mln. To o milion więcej niż w 2010 r. Sądy zaczynają przypominać worek bez dna.
Antoni Górski:
To niedobra, wręcz przytłaczająca wiadomość. Sądziłem, że nie przekroczymy granicy 13 mln z roku poprzedniego. To sygnał, że państwo źle działa. Że zbyt dużo spraw powierzono sędziom. Że nie przewidziano żadnego dla nich wsparcia. W dodatku trudno mi znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego tak się dzieje.
Jednym z powodów jest podobno większa świadomość prawna ludzi.
Nie wierzę. Nie jest to też z pewnością jakieś szczególne zamiłowanie do pieniactwa polskiego społeczeństwa...
Co więc zawiniło w poprzednich latach?
Może kryzys... Kiedy ludzie popadają w tarapaty finansowe, przestają płacić rachunki, zobowiązania. Pojawiają się więc wierzyciele, którzy chcą dochodzić swoich pieniędzy. A że mogą to robić na drodze sądowej, to i wpływ spraw może być większy. Podobne uzasadnienie można by też znaleźć dla spraw pracowniczych. W kryzysie firmy często znajdują się w trudnej sytuacji finansowej. Właściciele zwalniają więc pracowników, chcąc jak najwięcej przy tym zaoszczędzić. Często dzieje się to niezgodnie z prawem. Zwolnieni idą więc do sądu bronić swoich praw. To grupy spraw, których przyrost jestem w stanie jakoś wytłumaczyć. Ale dlaczego przybyło także spraw karnych? Tego już nie potrafię wytłumaczyć.
Może więc należałoby pomyśleć o kolejnych etatach sędziowskich?
Nie liczyłbym na to. Mamy w Polsce 10 tys. sędziów i to musi wystarczyć.
Jest inny sposób, by sobie poradzić z tą ilością?
Moim zdaniem trzeba jak najszybciej przywrócić instytucję asesora. Być może należałoby też pomyśleć o zmianie prawa, które przysparza kolejnych spraw. W końcu nie wszystkie czynności w sądzie muszą wykonywać sami sędziowie. Można ich wesprzeć referendarzami. Coś zrobić trzeba, bo jeśli przez kolejne lata statystyki nadal będą wykazywały ten wzrost, to wymiar sprawiedliwości w końcu stanie.
Rosnącym wpływem spraw martwią się sędziowie. Czy konsekwencje dotkną też zwykłych obywateli?
Tych, którzy mają sprawy w sądzie, z pewnością tak. Od lat pracujemy nad poprawianiem sprawności postępowania, nad skracaniem czasu trwania procesów. A kiedy spraw przybywa, trudno mówić o poprawie sprawności, trzeba przede wszystkim opanować wpływ. Im jest on większy, tym dłużej to trwać musi. I w ten oto sposób niezadowolenie społeczne będzie rosło, a ocena wymiaru sprawiedliwości będzie coraz niższa.