Siedemnaście zakazów prowadzenia pojazdów dla jednego kierowcy. Piętnaście dla kolejnych. Łukasz Żak, skazany ostatnio na 20 lat więzienia, miał tych zakazów kilka. To pokazuje, że sądowy zakaz dla części drogowych recydywistów stał się jedynie kartką papieru. Zakaz nie jest dla nich realną barierą przed ponownym pojawieniem się na drodze. Pisaliśmy o tym w „Rzeczpospolitej” 30 lipca.
Kierowców z zakazem najczęściej udaje się wyłapać dopiero podczas rutynowej kontroli, po kolizji albo – co najtragiczniejsze – po śmiertelnym wypadku. Rodzinom ofiar pozostaje świadomość, że człowiek, który nie powinien w ogóle siedzieć za kierownicą, zdołał jednak zasiąść za kółkiem i do tego pijany lub odurzony narkotykami.
Czytaj więcej
Za złamanie sądowego zakazu prowadzenia auta przez kierowcę, który jest pijany, sąd będzie musiał wymierzyć karę więzienia. Tylko w szczególnie uza...
Można sobie wyobrazić, co słyszą bliscy poszkodowanych i zabitych. „Sąd orzekł zakaz”. „Policja prowadzi kontrole”. „Przepisy obowiązują”. Tylko że ich córka, syn, mąż czy matka są w szpitalu albo nawet już nie żyją. W takich chwilach trudno dziwić się pytaniu: skoro wiedziano, że ten człowiek jest niebezpieczny, dlaczego pozwolono mu znów wyjechać na drogę? Gdyby system działał skuteczniej, wielu z tych ludzi być może nadal siedziałoby dziś przy rodzinnym stole.
Ministerstwo ma pomysł na egzekwowanie zakazów prowadzenia pojazdów
Ministerstwo Sprawiedliwości chce odpowiedzieć na ten problem zaostrzeniem przepisów. Według jednej z propozycji resortu złamanie sądowego zakazu prowadzenia pojazdów, gdy kierowca jest po alkoholu czy narkotykach ma stać się prostą i nieuchronną drogą do więzienia. Ma być jednak możliwość zawieszenie wykonanie kary w szczególnie uzasadnionych wypadkach.
Chodzi o to, by skończyć z sytuacją, w której dla zakazowych recydywistów sala sądowa była jedynie krótkim przystankiem w dalszym procederze. Niektórzy eksperci mówią o populizmie penalnym i wskazują, że kodeks już dziś pozwala orzekać bezwzględne więzienie wobec osób uporczywie łamiących zakazy. Dla ludzi, którzy chociażby przez ostatnie miesiące śledzili historię Łukasza Żaka, takie rozważania mogą brzmieć jak dzielenie włosa na czworo. W ich odczuciu obecny system nie zadziałał. Skoro nie zadziałał, trzeba go zmienić.
Trudno wyobrazić sobie, by państwo bezradnie przyglądało się procederowi członków swoistego klubu kolekcjonerów zakazów, który zaczyna przypominać cichą rywalizację: kto dostanie ich więcej i jak długo, mimo sądowego zakazu, będzie jeszcze jeździł samochodem i to po alkoholu. To gra na nosie przede wszystkim nam – ludziom, którzy po prostu chcą bezpiecznie dojechać do celu, często z rodziną lub znajomymi.
Policja nie wyłapie wszystkich, którzy łamią zakaz prowadzenia auta
Nie oszukujmy się, że problem rozwiąże sama policja. Nie da się postawić radiowozu na każdym skrzyżowaniu ani patrolu przy każdej drodze. Jeżeli ktoś regularnie ignoruje wyroki sądu i staje się kolekcjonerem zakazów i do tego prowadzi pod wpływem alkoholu lub narkotyków, jedynym sposobem wyeliminowania zagrożenia staje się skuteczna izolacja. W takich przypadkach kara więzienia jest środkiem ochrony innych uczestników ruchu.
Przy okazji tej dyskusji wraca jeszcze jeden temat – alkohol i narkotyki. Wielu kierowców, którzy dostają zakazy, a później je łamią, to osoby uzależnione. Nie widzą problemu, nie podejmują leczenia, a po wypiciu alkoholu czy zażyciu narkotyków przestają kontrolować własne decyzje. Samo zaostrzanie kar nie zastąpi więc skutecznej terapii ani działań ograniczających skalę alkoholizmu i uzależnień od narkotyków. Tutaj nie ma prostych rozwiązań. To choroba społeczna, często nienazwana, ale pozostawiająca po sobie zgliszcza w życiu tysięcy rodzin. Nie da się jej pokonać kolejnymi paragrafami. Potrzeba lat konsekwentnej pracy, leczenia, edukacji i spójnej strategii państwa. Patrzę i widzę, że dotychczas nikt nie zrobił w tej sprawie nic naprawdę konkretnego. I obawiam się, że nadal nie zrobi. I nawet nie zamierza.
Czytaj więcej
Policjanci z Otwocka zatrzymali 39-latka, który prowadził Porsche, mając blisko 2 promile alkoholu. Mężczyzna uciekał przed kontrolą, przewożąc dwó...
Usługi prawne dla jeżdżących po pijaku
Jest jeszcze jeden aspekt sprawy łamania zakazów prowadzenia auta i kierowców prowadzących po alkoholu. Na rynku zdążył już dawno powstać osobny biznes. Niektórzy prawnicy oferują swoje usługi pod hasłami: „Jechałeś po alkoholu? Pomożemy”. Oczywiście każdy ma prawo do obrony. Problem zaczyna się wtedy, gdy omijanie konsekwencji staje się kolejną usługą, a społeczeństwo nabiera przekonania, że nawet najtwardsze przepisy można odpowiednio obejść. Powstał już niebezpieczny sposób myślenia: nieważne, co zrobiłeś, ważne, jak dobrego znajdziesz pełnomocnika.
Czytaj więcej
Sąd Okręgowy w Piotrkowie Trybunalskim odrzucił w piątek zażalenie obrońcy na areszt wobec Sebastiana M., podejrzanego o spowodowanie śmiertelnego...
Sprawujący władzę w naszym państwie nie mogą obiecać, że wyeliminują wszystkie tragedie. Ale mogą zrobić wszystko, by człowiek z kolejnym sądowym zakazem prowadzenia pojazdów, który go łamie będąc pijanym, nie miał szansy wyjechać na drogę, bo może nawet zabić. Każdy taki przypadek to tragedia osoby poszkodowanej lub zabitej na drodze oraz jej bliskich. To także porażka państwa, które wiedziało, że zagrożenie istnieje, a mimo to dopuściło, by niebezpieczny kierowca znów wyjechał na drogę. Czy naprawdę nie mamy prawa oczekiwać od państwa skuteczności przynajmniej w tej sprawie?