Od wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 2 grudnia 2025 r. (P 10/16), który zakwestionował dopuszczalność zasiedzenia przed 3 sierpnia 2008 r. służebności gruntowej o treści odpowiadającej służebności przesyłu, minęło już kilka miesięcy – dość, by przyjrzeć się temu, co dzieje się w sądach, w negocjacjach z operatorami sieci i w metodologii wyceny roszczeń. Coraz wyraźniej widać, że pytanie, które przez lata dominowało w sporach przesyłowych – czy właściciel w ogóle może żądać wynagrodzenia, skoro przedsiębiorstwo przesyłowe twierdzi, że zasiedziało służebność – traci na aktualności. W jego miejsce pojawia się pytanie trudniejsze: jak wycenić tę służebność, żeby rekompensata odpowiadała rzeczywistej stracie właściciela, a nie jej wygodnemu dla jednej ze stron przybliżeniu.

Orzecznictwo w sprawie służebności przesyłu: kierunek się stabilizuje

Bezpośrednio po wyroku TK, zwłaszcza w komentarzach powiązanych z sektorem przesyłowym dominowało przekonanie, że sądy powszechne będą podchodzić do niego z rezerwą, powołując się na wątpliwości proceduralne dotyczące składu orzekającego i brak publikacji. Kilka miesięcy praktyki pokazuje jednak, że wątpliwości te nie przeszkodziły w wypracowaniu spójnego, korzystnego dla właścicieli kierunku wykładni – niezależnie od tego, czy dany sąd w ogóle powołuje się na sam wyrok Trybunału. Warto pamiętać, że kierunek ten nie wziął się znikąd: już w postanowieniu z 24 lutego 2023 r. (sygn. III CZP 108/22), Sąd Najwyższy wskazywał, że doliczanie do zasiedzenia okresu sprzed 3 sierpnia 2008 r. narusza zasadę numerus clausus praw rzeczowych. Wyrok Trybunału dostarczył tej linii konstytucyjnego uzasadnienia.

Najdobitniej potwierdził to Sąd Najwyższy w postanowieniu z 19 marca 2026 r. (sygn. II CSKP 1045/24), przyznając właścicielowi 335 237 zł i wskazując, że przed 3 sierpnia 2008 r. termin zasiedzenia nie mógł biec. Podobnie orzekł Sąd Okręgowy w Rzeszowie (sygn. V Ca 1043/24), przyznając ponad 180 tys. zł. Sąd Okręgowy Warszawa-Praga poszedł o krok dalej: w dwóch orzeczeniach (sygn. IV Ca 1322/25 i IV Ca 248/17) doszedł do tych samych wniosków, wcale nie odwołując się do wyroku Trybunału, lecz opierając rozstrzygnięcie wprost na art. 21 i 64 Konstytucji – co pokazuje, że nawet gdyby spór o formalną moc wyroku P 10/16 miał się przedłużać, sądy dysponują samodzielną, konstytucyjną podstawą do tych samych rozstrzygnięć.

Czytaj więcej

Zapadł wyrok, który otwiera drogę do odszkodowań za stare słupy

Nieopublikowany wyrok TK budzi więc nie tyle wątpliwości merytoryczne – te, jak widać wyżej, można rozstrzygnąć z odwołaniem wprost do konstytucji – ile proceduralne. Najlepiej widać to na przykładzie spraw o wznowienie postępowania, i to niekoniecznie tych dotyczących służebności, lecz ogólnie w podejściu sądów, np. administracyjnych, do tego, czy nieopublikowany wyrok TK w ogóle może być podstawą wznowienia. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Lublinie w dwóch wyrokach z 11 marca 2026 r. (sygn. I SA/Lu 53/26 i I SA/Lu 54/26), wydanych w zupełnie innych sprawach – dotyczących ulgi meldunkowej – uznał, że samo wydanie takiego, również nieopublikowanego wyroku wystarcza do wznowienia, podczas gdy Naczelny Sąd Administracyjny (postanowienie z 25 lutego 2026 r., sygn. I OSK 1994/25) orzekł przeciwnie.

Nieopublikowany wyrok TK budzi więc nie tyle wątpliwości merytoryczne – te, jak widać wyżej, można rozstrzygnąć z odwołaniem wprost do konstytucji – ile proceduralne

Z moich doświadczeń wynika, że mniej więcej połowa złożonych przez naszą kancelarię skarg o wznowienie, które sądy zdążyły już procedować, zakończyła się otwarciem merytorycznego rozpoznania; w sprawach, w których skargi odrzucono, złożyliśmy zażalenia, więc prawomocnego rozstrzygnięcia jeszcze nie ma. Co ciekawe, sądy odrzucające skargi nie kwestionują co do zasady wyroku TK z 2 grudnia – sprzeciw dotyczy raczej orzeczenia z 3 grudnia (SK 17/18), bo część składów nie zgadza się, że wyrok zakresowy Trybunału może być podstawą wznowienia. Jak widać, sądy coraz odważniej stosują konstytucyjną ochronę własności, choć ugruntowanej linii orzeczniczej jeszcze nie ma.

Ugody: operatorzy liczą ryzyko, ale ostrożnie

Równolegle coraz częściej pojawia się druga ścieżka: w odpowiedzi na wezwanie właściciela do dobrowolnego zawarcia umowy o ustanowienie służebności przesyłu za wynagrodzeniem – a niekiedy już na etapie wcześniejszego wezwania do przedstawienia tytułu prawnego do korzystania z nieruchomości – operatorzy sami przedstawiają propozycję ugodowego zakończenia sprawy. To dobry sygnał: skłonność do ugód świadczy, że przedsiębiorstwa realnie przeliczają ryzyko procesowe i wolą uregulować stan prawny, zanim sprawa trafi na wokandę. Problem w tym, że proponowane kwoty wciąż znacząco odbiegają od wartości, jakie wyliczają niezależni rzeczoznawcy, a tym bardziej od wynagrodzeń zasądzanych ostatnio przez sądy – rzędu 180–335 tys. zł. Ugoda zawierana bez niezależnej wyceny i bez uwzględnienia odszkodowania za obniżenie wartości nieruchomości, a nie tylko wynagrodzenia za korzystanie z pasa gruntu, bywa dla właściciela wyraźnie niekorzystna – zwłaszcza że takie porozumienia zwykle zawierają klauzulę zrzeczenia się dalszych roszczeń.

Czytaj więcej

Co ze słupami na prywatnych działkach po wyroku TK? Prawnik wyjaśnia

Przeznaczenie gruntu: od pytania „czy” do pytania „jak”

Na wysokość wynagrodzenia za służebność przesyłu – zarówno za współkorzystanie z pasa gruntu, jak i za obniżenie wartości nieruchomości – wpływa kilka parametrów: rodzaj urządzenia i jego napięcie lub ciśnienie, wynikająca z tego szerokość pasa ochronnego, zakres faktycznej ingerencji w nieruchomość oraz rodzaj i przeznaczenie nieruchomości wraz z ceną metra kwadratowego w danej lokalizacji. To ostatnie kryterium – przeznaczenie – jest najmniej dojrzałym, a w mojej ocenie najważniejszym elementem tej wyceny, bo dotyczy nie tylko stanu aktualnego, ale i potencjalnego.

Prawdziwy problem dotyczy jednak gruntów, które nigdy nie uzyskają warunków zabudowy właśnie z powodu infrastruktury przesyłowej – mimo sąsiedztwa zabudowy mieszkaniowej i dostępu do drogi. Sąsiednia działka, bez takiego obciążenia, warunki zabudowy dostaje bez przeszkód i jest sprzedawana jako budowlana, po cenie wielokrotnie wyższej niż grunt rolny. Tymczasem właściciel obciążonej działki, dochodząc wynagrodzenia za tę samą infrastrukturę, spotyka się z wyceną, w której jego nieruchomość – z braku formalnego przeznaczenia budowlanego – traktowana jest jak zwykły grunt rolny, bez żadnego potencjału inwestycyjnego. To błędne koło: w wielu przypadkach braku możliwości przekształcenia gruntu nie da się wytłumaczyć niczym innym niż obecnością infrastruktury, skoro sąsiad w analogicznym stanie faktycznym warunki zabudowy otrzymał.

Czytaj więcej

Piotr Zamroch: Wyrok TK w sprawie P 10/16 z perspektywy trzech miesięcy jego (nie)stosowania

Problem zyska na znaczeniu wraz z wejściem w życie planów ogólnych gmin, które wiążąco określą przeznaczenie gruntów na obszarze całego kraju. Orzecznictwo dopiero zaczyna się z tym mierzyć, ale kierunek wyznaczony przez sprawy ostrołęcką i tę z 2024 r. jest czytelny: metodologia wyceny musi nadążyć za tym, co orzecznictwo już wie o samym prawie do wynagrodzenia. Pytanie w sporach przesyłowych nie brzmi już „czy” właściciel może żądać rekompensaty – tu orzecznictwo przechyla się na korzyść właścicieli. Właściwe pytanie brzmi „jak” tę rekompensatę policzyć, by rzeczywiście odpowiadała stracie, a nie jej najwygodniejszemu dla operatora przybliżeniu.

Autorka jest radcą prawnym, wspólnikiem w Kancelarii Łebek, Madej i Wspólnicy z Wrocławia, reprezentującym właścicieli nieruchomości w sporach z przedsiębiorcami przesyłowymi