Na łamach „Rzeczpospolitej” opublikowano w ostatnich dniach dwa teksty publicystyczne, które łączy wspólny mianownik: oba dotyczą statusu sędziów Trybunału Konstytucyjnego i oba polemizują z tezami, które wcześniej przedstawiłem na tych łamach. Mec. Leszek Kieliszewski kwestionuje skuteczność ślubowania złożonego przez nowych sędziów TK w Sejmie bez fizycznej obecności prezydenta, natomiast prof. Marek Dobrowolski twierdzi, że kadencja sędziów wybranych w 2015 r. przez Sejm VII kadencji, lecz niezaprzysiężonych przez prezydenta, mogła nigdy się nie rozpocząć, a zatem miałaby trwać do dziś. Obie te tezy wymagają, w moim przekonaniu, korekty.
Czynność ślubowania sędziego TK. Czy jest potrzebna fizyczna obecność prezydenta?
Mec. Kieliszewski posługuje się sugestywnym obrazem braku figury woskowej prezydenta i na tej podstawie dowodzi, że ślubowanie złożone bez jego fizycznej obecności jest nieskuteczne. Uważam jednak, że teza ta ma słabsze oparcie w prawie, niż mogłoby to wynikać z retorycznej formy wywodu.
Czytaj więcej
Oto czterech inteligentnych, świetnie wykształconych ludzi, którzy mają strzec konstytucji, staje przed marszałkiem Sejmu udając, że to prezydent....
Pomijam przy tym przykłady dotyczące gajowego, biskupa czy opery, ponieważ nie przybliżają one istoty problemu prawnego, lecz raczej przesuwają dyskusję na niższy rejestr, aby łatwiej było wysnuć absurdalne wnioski. Nie dostrzegam również podstaw do sugestii, że w moim wcześniejszym tekście odwoływałem się do praktyk religijnych albo że ślubujący sędziowie mieliby „łączyć się duchowo” z nieobecnym prezydentem.
Nie będę tu powtarzał argumentów przemawiających za dopuszczalnością złożenia ślubowania przez sędziów TK w formie innej niż ustna i bez obecności prezydenta, ponieważ przedstawiłem je szerzej w tekście z 16 marca. Przypomnę jedynie konkluzję: czynność ślubowania sędziego TK jest jednostronną czynnością konwencjonalną dokonywaną wyłącznie przez wybranego sędziego, a jej treść normatywna wyczerpuje się w obowiązku wyrażenia roty ustawowej i skierowania jej do wiadomości Prezydenta RP jako reprezentanta Narodu. Normy prawne nie ustanawiają w tym zakresie wymogu szczególnej formy.
Mec. Kieliszewski dokonuje pewnego przesunięcia argumentacyjnego, wskazując, że ślubowanie miałoby być skierowane do marszałka Sejmu, a nie do prezydenta. Tego jednak nie twierdziłem i nic takiego nie zostało ostatnio uczynione. Chodziło o skierowanie podpisanej roty ślubowania do prezydenta. Autor zauważa również, że prezydent jest takim organem, który nie może istnieć poza konkretną osobą. To stwierdzenie jest trafne, ale zarazem oczywiste i odnosi się do każdego organu monokratycznego, w tym choćby do starosty. Posługując się więc podobną metodą rozumowania, można zapytać, czy art. 14 k.p.a., mówiący o kierowaniu pism do organów administracji publicznej, należałoby interpretować jako „duchowej łączności” z nieobecnym fizycznie starostą przy każdej czynności urzędowej? Taka interpretacja byłaby przecież oczywiście bezsensowna.
Czytaj więcej
Prowadzenie publicystycznych dywagacji „o monarchicznym dziedziczeniu tytułów” nie przybliża nas do celu, jakim jest przywrócenie stabilności insty...
Argumentem za koniecznością fizycznej obecności prezydenta podczas składania ślubowania przez sędziego TK miałaby być czysta symboliczność tej czynności. Nie dostrzegam jednak związku między jednym a drugim. Autor pomija przy tym, że ślubowanie jest czynnością, przez którą sędzia wiąże się obowiązkami określonymi w rocie, nawiązuje stosunek służbowy, niejako przyjmuje wybór, a naruszenie treści tego przyrzeczenia może rodzić odpowiedzialność dyscyplinarną, ze złożeniem z urzędu włącznie. Trudno więc twierdzić, że ślubowanie nie ma znaczenia prawnego. W braku szczególnych norm prawnych co do formy, czynność o znaczeniu prawnym może więc zostać dokonana w sposób ogólnie przyjęty dla tego rodzaju oświadczeń, także korespondencyjnie.
Analogia ze ślubowaniem prezydenckim składanym przed Zgromadzeniem Narodowym
Muszę też odnieść się do jedynego argumentu, który ma postać prawniczego wnioskowania z analogii i zasługuje na osobne rozważenie. Autor przywołuje analogię ze ślubowaniem prezydenckim składanym przed Zgromadzeniem Narodowym. Uważam jednak, że analogia ta jest zawodna z kilku powodów. Pomijam kwestię, że nie ma jednolitego stanowiska co do tego, czy Zgromadzenie Narodowe jest w ogóle odrębnym organem. Niezależnie od tego, Zgromadzenie Narodowe nie istnieje poza swoimi posiedzeniami, ponieważ tworzą je Sejm i Senat tylko w czasie wspólnego obradowania. Ślubowanie prezydenta poza posiedzeniem ZN trafiałoby więc niejako w próżnię.
Po drugie – i to argument kluczowy – konstytucja w art. 114 zd. 2 deleguje kwestie organizacyjne do regulaminu uchwalonego przez ZN, zaś regulamin z 6 grudnia 2000 r. w § 5 wyraźnie określa formę tej czynności: Prezydent powtarza rotę ślubowania po marszałku Sejmu. Istnieje zatem jednoznaczna norma regulująca tryb dokonania tej czynności. Tymczasem żadna norma nie upoważnia prezydenta do określania, w jaki sposób ma zostać złożone ślubowanie sędziego TK, ani nie czyni jego fizycznej obecności warunkiem skuteczności tej czynności.
Warto także przypomnieć, że sam utrwalony zwyczaj uroczystego ślubowania na zaproszenie prezydenta, w jego obecności, z zachowaniem powagi i udziałem najwyższych przedstawicieli państwa, został wcześniej porzucony przez prezydenta Andrzeja Dudę: najpierw przez niezaproszenie legalnie wybranych sędziów, następnie przez pośpieszne odebranie ślubowania nocą od sędziów i dublerów, a wreszcie przez przeprowadzenie niejawnego ślubowania sędziów Pawłowicz i Piotrowicza.
Mec. Kieliszewski trafnie zauważa, że prezydent nie może torpedować objęcia urzędu przez sędziów TK. Nie podzielam jednak jego pesymizmu co do bezradności wobec takiej obstrukcji. Wystarczy bowiem sięgnąć do prokonstytucyjnej wykładni przepisów ustawy.
Od kiedy biegnie kadencja sędziów TK
W poprzednim tekście napisałem, że prof. Dobrowolski myli się, sugerując, iż jedna z osób wybranych 13 marca miałaby być dublerem. Wskazałem, że nie ma takiej możliwości, ponieważ kadencje sędziów wybranych w 2015 r., którzy byli dublowani, już upłynęły. W replice autor publicznie pyta mnie o podstawę prawną twierdzenia, że te kadencje rozpoczęły swój bieg, przywołując jako kontrargument fragment uzasadnienia wyroku TK w sprawie K 34/15: „Po dokonaniu przez Sejm wyboru na stanowisko sędziego mamy do czynienia z sędzią Trybunału, nawet jeżeli nie rozpoczął jeszcze kadencji i nie objął urzędu”.
Zatem odpowiadam. Wyrok K 34/15 zapadł 3 grudnia 2015 r. W tym dniu obowiązywała ustawa o TK z 25 czerwca 2015 r. w brzmieniu nadanym nowelizacją z 19 listopada 2015 r. Ustawa ta zawierała art. 21 ust. 1a o treści: „Złożenie ślubowania rozpoczyna bieg kadencji sędziego Trybunału”. Przepis ten wiązał początek kadencji właśnie ze złożeniem ślubowania. W wyroku wydanym zaledwie sześć dni później – 9 grudnia 2015 r. w sprawie K 35/15 – TK uznał ten przepis za niezgodny z konstytucją.
Czytaj więcej
Gdyby kierować się logiką wywodu prof. Marka Dobrowolskiego, „dublerstwo” udzielałoby się w nieskończoność każdemu kolejnemu sędziemu TK niczym klą...
Wynika z tego prosty wniosek: w uzasadnieniu wyroku K 34/15, gdy była mowa o możliwości „nierozpoczęcia kadencji” przez wybranego sędziego, posługiwano się konstrukcją funkcjonującą w ówcześnie obowiązującym porządku prawnym, w którym art. 21 ust. 1a ustawy wiązał początek kadencji ze złożeniem ślubowania. Publikacja wyroku K 35/15 w Dzienniku Ustaw (DzU z 18 grudnia 2015 r., poz. 2147) wyeliminowała ten przepis z porządku prawnego jako niekonstytucyjny. Po tej derogacji nie ma już podstawy prawnej do twierdzenia, że kadencja sędziego może „nie biec” wskutek nieodebrania ślubowania.
Dublerami pozostają profesorowie Wyrembak i Piskorski, ponieważ zostali nieskutecznie „wybrani” na zajęte miejsca w trakcie trwania kadencji sędziów wcześniej prawidłowo wybranych.
Zgodnie z utrwaloną praktyką konstytucyjną oraz rozumieniem art. 194 ust. 1 konstytucji – co TK wyraźnie zaznaczył w wyroku K 35/15 (pkt 6.2.4 i 6.3.1) – kadencja biegnie od dnia wyboru przez Sejm, ewentualnie od dnia zwolnienia się stanowiska przez poprzednika. Jej bieg nie jest uzależniony od złożenia ślubowania, ponieważ takie uzależnienie oznaczałoby właśnie niekonstytucyjne włączenie prezydenta w procedurę obsadzania Trybunału Konstytucyjnego.
Wracając zaś do dublerów: żaden sędzia TK wybrany 13 marca nie może być dublerem, ponieważ upłynęła już dziewięcioletnia kadencja sędziów, których miejsca były wcześniej przedmiotem wadliwego „podwójnego” obsadzenia. Dublerami pozostają natomiast profesorowie Wyrembak i Piskorski, ponieważ zostali nieskutecznie „wybrani” na zajęte miejsca w trakcie trwania kadencji sędziów wcześniej prawidłowo wybranych.
Skoro dyskutujemy o konstytucji, trzymajmy się jej zasad
Spór o Trybunał Konstytucyjny toczy się równocześnie na kilku poziomach: prawnym, politycznym i symbolicznym. Publicystyka ma prawo upraszczać, ale nie zwalnia to z obowiązku rzetelności. Naprawie TK nie służy ani selektywna lektura orzeczeń, ani traktowanie zwyczaju jako substytutu normy prawnej. Służy jej natomiast konsekwentne stosowanie podstawowych zasad prawa konstytucyjnego: że nadrzędność konstytucji wymaga wykładni ustaw zgodnej z ustawą zasadniczą, że próby obstrukcji ze strony władzy wykonawczej nie mogą niweczyć decyzji Sejmu oraz że norma derogowana wskutek publikacji wyroku TK przestaje obowiązywać.
Autor jest konstytucjonalistą, doktorem nauk prawnych, adiunktem w Katedrze Prawa Konstytucyjnego Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz radcą prawnym
Czytaj więcej
Skoro jeden z sędziów wybranych przez obecny Sejm zajął miejsce po tzw. dublerze, to nieuchronnie – zgodnie z założeniami lansowanej przez lata kon...