Opublikowano kolejny projekt zmian do kodeksu pracy w przedmiocie szeroko rozumianej ochrony dóbr osobistych pracowników, w tym w szczególności z powodu nierównego traktowania oraz jego kwalifikowanej formy w postaci dyskryminacji lub mobbingu. O niektórych wadach tego projektu już się publicznie wypowiadałem. Deklarując jednoznaczne poparcie dla regulacji mających na celu ochronę zdrowia psychicznego pracowników, wyrażę jednak generalną refleksję, że projekt ustawy cechuje silny i niepokojący rys ideologiczny, utrwalający stereotypowy i krzywdzący obraz pracodawców, w tym w szczególności „przedsiębiorców–kapitalistów”.
Nie będę w tym miejscu prowadził rozważań na temat mankamentów kapitalizmu, bo moje obserwacje w tym zakresie są subiektywne i amatorskie. Wydaje mi się jednak, że poprawnie odczytuję sygnały wysyłane przez projektodawcę, z których wyłania się naiwna wizja relacji społecznych.
Czy pracownik zawsze jest „tym dobrym”?
Ta ostatnia uwaga dotyczy wywiedzionej z projektu domniemanej figury pracownika, którego można określić takimi synonimami jak: „osoba szlachetna, dobra, rzetelna, wolna od zawiści, uprzejma, kulturalna i wymagająca opieki”. Z kolei pracodawca „jawi się” jako: „podejrzany, niewrażliwy, predestynowany do stosowania przemocy, zawsze zamożny”. Są to wprawdzie hiperbole, jednak analiza proponowanych regulacji pozwala dostrzec podstawy dla takiego sposobu postrzegania pracodawcy i pracownika.
Zacznę od uzasadnienia projektu, które posługuje się wobec czytelnika nierzetelnym szantażem moralnym. Otóż można się z niego dowiedzieć, że: „z badań przeprowadzonych przez Antal oraz Dobrą Fundację wynika, że aż 93 proc. respondentów doświadczyło co najmniej raz zachowań, które mogą być uznane za mobbing, przy czym aż 1 na 10 pracowników był zmuszany do wykonywania prac naruszających jego godność osobistą”.
Czytaj więcej:
Nie będzie można zwolnić pracodawcy z odpowiedzialności za mobbing. Tak wynika z najnowszej wersji projektu nowelizacji kodeksu pracy oraz kodeksu...
Pro