Marek Staszewski: Muzyka w streamingu i prawo autorskie. Co powinni zrobić posłowie?

Posłowie mają szansę przyjąć dobre regulacje, które poprawiają warunki funkcjonowania w cyfrowym świecie wszystkich uprawnionych – twórców, artystów i producentów. Ważne, by tego prawa w finalnej wersji implementacji dyrektywy DSM nie popsuć.

Publikacja: 26.06.2024 11:32

Marek Staszewski: Muzyka w streamingu i prawo autorskie. Co powinni zrobić posłowie?

Foto: Adobe Stock

Widać już światło. Choć tunel jest długi i pociąg zaczął nim jechać prawie 10 lat temu. Jeśli jednak peron jest blisko, to oznacza koniec podróży. Tak wygląda batalia o ułożenie uczciwych reguł działania w internecie. To jest praca katorżnicza, ale Komisja Europejska ją podjęła i wspólnie z Parlamentem Europejskim i Radą doprowadziła do uchwalenia DSM, tj. Dyrektywy o prawie autorskim i prawach pokrewnych na jednolitym rynku cyfrowym. W toku kilkuletnich prac w Strasburgu i Brukseli, z udziałem setek posłów z wszystkich krajów Unii, równie dużej liczby przedstawicieli rządów tych państw, specjalistów, twórców, artystów, dziennikarzy, wydawców, producentów, BigTechów, ale i tych mniejszych, wypracowano kompromis. Ostateczny tekst, przegłosowany podczas sesji PE w Strasburgu i potem wspólnie z KE i Radą ustalony i wreszcie opublikowany to właśnie trudny balans oczekiwań, nacisków, frustracji i wreszcie – wielkich pieniędzy. Od tego się zaczęło. Branży muzycznej chodziło przede wszystkim o zniwelowanie tzw. Value Gap, czyli ogromnego rozstrzału pomiędzy kolosalnymi pieniędzmi, które codziennie przez wiele lat zarabiali ci wielcy z BigTechów, a ochłapami rzucanymi dla tych, którzy muzykę tworzą: autorów, artystów i wydawców muzycznych. Wszelkie próby porozumienia spełzły na niczym. Konieczne było kompleksowe uregulowanie tych relacji po raz pierwszy od 2001 r., kiedy przyjęto pierwszą regulację dotyczącą prawa autorskiego – Dyrektywę InfoSoc. Te 20 lat to przepaść podobna do wspomnianej Value Gap.

Czytaj więcej

Pisarze i tłumacze bez tantiem z audiobooków. Pominięto ich przy zmianie prawa?

Prawo autorskie i DSM. Każdy dzień to ogromne kary dla Polski za opóźnienie wdrożenia dyrektywy

W toku prac w PE zgłoszono blisko 900 uwag, komentarzy, poprawek. Stworzono setki opinii, wycen i ocen. Ale w końcu się udało i choć nikt nie jest do końca zadowolony z rezultatu, to takie są reguły kompromisu. Podobny proces trwa teraz w Polsce, gdzie od trzech lat trwa proces implementacji Dyrektywy DSM. Oczywiście głównie do ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, która pewnie i tak znów wymaga przeglądu, choć od 1994 roku, gdy stanowiła przełom, wiele razy już to robiono. Jednak nie ma już czasu, ponieważ każdy dzień kosztuje Polaków ogromne pieniądze w postaci kar za opóźnienie wdrożenia DSM.

W przypadku polskiego rynku muzycznego stało się to, co ostatnio było rzadkie w tworzeniu prawa, mianowicie zaprojektowano dobre przepisy. Ustawa w obecnym kształcie nadaje artystom wykonawcom niezbywalne prawo do wynagrodzenia ze streamingu. Warto podkreślić, że Polska będzie dopiero trzecim krajem UE, który takie uprawnienia artystów sankcjonuje na poziomie ustawy. Co szczególnie istotne, projektowane przepisy chronią wszystkich artystów, gwarantując im wynagrodzenie bez narzucania ograniczeń co do sposobu wypłaty należnego artystom wynagrodzenia. Jednocześnie ustawodawca nie wprowadza negatywnych skutków ubocznych dla funkcjonowania rynku muzycznego, zapewniając uczciwe zasady działania wszystkim jego uczestnikom.

Praktyka ostatnich lat pokazała, że rzetelność, uczciwość, rozmowy i negocjacje wytworzyły transparentny, spójny i sprawiedliwy wewnętrznie system łączący twórców, artystów i wydawców muzycznych. Te reguły zapewniają w streamingu muzyki rzetelnie rozliczane i co najważniejsze – pewne – wynagrodzenie za pracę dla wszystkich zainteresowanych: autorów, artystów i wydawców. Oczywiście, każdy chce więcej, ale to nie jest zadanie dla ustawodawcy, w każdym razie nie na gruncie tej ustawy.

Czytaj więcej

Bój z cyfrowymi gigantami o tantiemy dla twórców. Ruszają prace w Sejmie

Streaming a prawo autorskie. Prawo artystów wykonawców do wynagrodzenia. Co zaproponowało ministerstwo kultury?

Dyrektywa DSM w tym zakresie wprowadza twarde reguły podstawowe. W art. 18 i następnych zapewnia wynagrodzenie dla artystów za ich kreatywność, przebojowość i ciężką pracę. Należy przy tym zauważyć, że tylko w ubiegłym roku artyści w Polsce otrzymali wynagrodzenie ze streamingu muzyki w wysokości powyżej 260 mln zł. Otrzymują je bez żadnych potrąceń za pośrednictwo, w miesięcznych lub kwartalnych cyklach rozliczeniowych. Inaczej ma się sytuacja filmowców, którzy dopiero po wejściu w życie ustawy będą otrzymywali tantiemy za produkcje audiowizualne. Skorzystają na tym także twórcy muzyki, która jest wykorzystywana w eksploatowanych na platformach cyfrowych filmach czy serialach.

Znając te zasady funkcjonowania poszczególnych sektorów kreatywnych ministerstwo kultury zaproponowało w projekcie przesłanym do Sejmu odpowiedni zapis art. 86 A, który wprost transponuje zapis art. 18 Dyrektywy DSM i jednocześnie potwierdza prawo artystów wykonawców do stosownego wynagrodzenia ze streamingu, zapewniając przy tym artyście wolność do decydowania o sposobie wypłaty należnego mu wynagrodzenia. Zatem artysta otrzymuje ustawową gwarancję wynagrodzenia i co równie ważne – sam decyduje, jak je uzyskać: czy samodzielnie, bezpośrednio od serwisu, czy poprzez wytwórnię, indywidualnie negocjując warunki, czy poprzez dystrybutora cyfrowego lub inny niezależny podmiot zarządzający, czy korzystać z pośrednictwa. Tutaj też ma wybór, który jest zagwarantowany we wspomnianym art. 86 A w ten sposób, że nie wskazuje się żadnych obowiązków czy nakazów w tym zakresie. Artyści, jeśli chcą, mogą inkaso tego wynagrodzenia zlecić reprezentującym ich organizacjom zbiorowego zarządzania lub specjalistycznym agencjom.

Oczywiście, tak jak w toku prac w PE, tak i w Polsce, nie wszystkie oczekiwania mogły zostać spełnione, choć apetyty są dość mocno rozbudzone, gdy gra się toczy o ponad 200 mln zł. Tak się stało, gdy organizacje zbiorowego zarządzania prawami artystów muzycznych podjęły próbę przejęcia kontroli nad pieniędzmi otrzymywanymi obecnie przez artystów. Celem tych organizacji było zapewnić sobie sute środki na funkcjonowanie przez najbliższe lata, poprzez urwanie 20-25% prowizji z wynagrodzenia należnego i płaconego obecnie artystom przez serwisy poprzez wydawców muzycznych lub dystrybutorów, resztę płacąc po roku, albo i trzech latach – w zasadzie nie wiadomo komu i ile.

Czytaj więcej

Miłosz Bembinow, prezes ZAiKS: Twórcy chcą dobrego prawa, a nie jałmużny

Nowelizacja prawo autorskiego. Prawa i wolność wyboru artystów wykonawców przed interesami organizacji zbiorowego zarządzania

Wobec tego dobrze, że polski rząd postawił prawa i wolność wyboru artystów wykonawców przed interesami organizacji zbiorowego zarządzania. Proces budowania muzycznego ekosystemu „streamingowego” trwa w Polsce od lat, bez pośrednictwa OZZ wykonawców czy OZZ producentów, i niech tak pozostanie. Jeśli mimo tego artysta muzyk będzie chciał korzystać z usług OZZ wykonawczych, to zasada zaproponowana w art. 86 A w obecnym na dzisiaj zapisie mu to umożliwia, pozostawiając artyście wolność wyboru. Polski rynek muzyczny przeżywa swój czas niesamowitego rozwoju, będącego w ogromnej części osiągnięciem niezależnych, często prowadzonych przez samych artystów wytwórni. Przyczynia się do tego wspomniane cudowne dziecko Internetu – streaming – i brak nadregulacji prawnych. Niezwykle istotne jest zadbanie o to, by wspierać ten wciąż rozwijający się rynek i stwarzać równe szanse rozwoju dla wszystkich jego uczestników.

Posłowie na Sejm mają teraz możliwość zadbać o przyjęcie dobrego prawa, poprawiającego warunki funkcjonowania w cyfrowym świecie dla wszystkich uprawnionych – twórców, artystów i producentów. Ważne jest by tego prawa w finalnej wersji implementacji Dyrektywy DSM nie popsuć i nie zaprzepaścić szansy rozwojowej, przed którą obecnie znajduje się polski sektor muzyki. Każde doregulowanie, inne niż zaproponowane w obecnym projekcie w odniesieniu do sektora muzyki, w szczególności, w art. 86 A, to wykolejenie rozpędzonego pociągu zamiast dojechanie do peronu. To zawsze oznacza katastrofę.

Pozostaje mieć nadzieję, że polscy posłowie chcą nadal być w nurcie nowoczesnych i uczciwych rozwiązań. A przede wszystkim ta dotąd niekończąca się historia z wdrożeniem DSM znajdzie wreszcie swój koniec.

Marek Staszewski jest adwokatem

Widać już światło. Choć tunel jest długi i pociąg zaczął nim jechać prawie 10 lat temu. Jeśli jednak peron jest blisko, to oznacza koniec podróży. Tak wygląda batalia o ułożenie uczciwych reguł działania w internecie. To jest praca katorżnicza, ale Komisja Europejska ją podjęła i wspólnie z Parlamentem Europejskim i Radą doprowadziła do uchwalenia DSM, tj. Dyrektywy o prawie autorskim i prawach pokrewnych na jednolitym rynku cyfrowym. W toku kilkuletnich prac w Strasburgu i Brukseli, z udziałem setek posłów z wszystkich krajów Unii, równie dużej liczby przedstawicieli rządów tych państw, specjalistów, twórców, artystów, dziennikarzy, wydawców, producentów, BigTechów, ale i tych mniejszych, wypracowano kompromis. Ostateczny tekst, przegłosowany podczas sesji PE w Strasburgu i potem wspólnie z KE i Radą ustalony i wreszcie opublikowany to właśnie trudny balans oczekiwań, nacisków, frustracji i wreszcie – wielkich pieniędzy. Od tego się zaczęło. Branży muzycznej chodziło przede wszystkim o zniwelowanie tzw. Value Gap, czyli ogromnego rozstrzału pomiędzy kolosalnymi pieniędzmi, które codziennie przez wiele lat zarabiali ci wielcy z BigTechów, a ochłapami rzucanymi dla tych, którzy muzykę tworzą: autorów, artystów i wydawców muzycznych. Wszelkie próby porozumienia spełzły na niczym. Konieczne było kompleksowe uregulowanie tych relacji po raz pierwszy od 2001 r., kiedy przyjęto pierwszą regulację dotyczącą prawa autorskiego – Dyrektywę InfoSoc. Te 20 lat to przepaść podobna do wspomnianej Value Gap.

Pozostało 82% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Opinie Prawne
Mikołaj Kozak: „Kompromitacja” prokuratury? Romanowskiemu się „upiekło”?
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Opinie Prawne
Jakub Sewerynik: Standardy różnorodnego traktowania
Opinie Prawne
Robert Gwiazdowski: Immunitet jak kot Schrödingera w garażu na Grochowie
Opinie Prawne
Tomasz Pietryga: Czego w sprawie Marcina Romanowskiego nie rozumie prokurator Dariusz Korneluk
Opinie Prawne
Tomasz Pietryga: Aresztowanie Romanowskiego może rodzić poważny problem dla Tuska