Krzysztof Koźmiński: Kazus centralnego państwowego rejestru psów i kotów

Jak słusznie głosi ludowe przysłowie: dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane. Ta stara mądrość sprawdza się często na gruncie stanowienia prawa – bywa, że słuszna z pozoru koncepcja prowadzi do efektów przeciwnych niż zamierzone, wywołując fatalne skutki ekonomiczno-społeczne, opór społeczny po stronie adresatów oraz koszty przerastające korzyści wynikające z interwencji legislacyjnej.

Publikacja: 30.03.2024 13:10

Krzysztof Koźmiński: Kazus centralnego państwowego rejestru psów i kotów

Foto: Adobe Stock

Przewiduję, że dokładnie taki los spotka „ustawodawstwo prozwierzęce”, obligujące miliony osób do rejestracji psów i kotów w państwowej bazie danych, na własny koszt i pod groźbą sankcji. Ich ofiarami staną się same zwierzęta, a nowe obowiązki oraz opłaty spowodują wzrost niezadowolenia społecznego.

Wszyscy posiadacze psów i kotów będą musieli zarejestrować zwierzęta w centralnym państwowym rejestrze

W cieniu trwających protestów rolniczych, bez większego echa przeszło niedawne stanowisko Parlamentarnego Zespołu ds. Ochrony Praw Zwierząt, wzywające Wicepremiera-Ministra Cyfryzacji do wprowadzenia obowiązku trwałego znakowania oraz rejestracji psów i kotów w elektronicznej bazie danych. W skrócie: grupa parlamentarzystów opowiedziała się za przyjęciem nowych przepisów ustawowych, które zobligują wszystkich posiadaczy psów i kotów w Polsce do rejestracji tych zwierząt w centralnym państwowym rejestrze, prowadzonym przez rząd.

Żeby nie było wątpliwości: nie chodzi tu tylko o biurokratyczną formalność zgłoszenia zwierzęcia, ale realny wydatek związany z dostosowaniem się do nowego stanu prawnego, bowiem – jak wynika z założeń projektu ustawy – „zobowiązanym do oznakowania psa lub kota jest jego posiadacz i to on ponosi koszty oznakowania”. Na tym zresztą lista obowiązków się nie kończy, bowiem obejmuje ona m.in. każdorazową aktualizację danych w rejestrze. Za niedopełnienie nowych obowiązków grozić ma kara grzywny.

Choć dla wielu czytelników temat ten może wydać się niszowy – wcale taki nie jest. Zarówno ze względu na wagę zagadnienia, jaką jest obecnie (i słusznie!) sytuacja prawna oraz dobrostan zwierząt, jak i pod względem ilościowym. Po pierwsze: procedury służące oznakowaniu oraz rejestracji psów i kotów znajdują odzwierciedlenie w regulacjach prawnych większości krajów Unii Europejskiej, aktualnie trwają nawet prace legislacyjne dotyczące rozporządzenia unijnego w sprawie dobrostanu psów i kotów oraz ich identyfikowalności. Z drugiej strony, zgodnie z aktualnymi szacunkami, w Polsce jest ponad osiem milionów psów oraz niewiele mniej kotów, co powoduje, że faktycznymi adresatami regulacji (osobami fizycznymi zobligowanymi do wywiązania się z obowiązku rejestracji) byłyby miliony obywateli. Mowa zatem o regulacji powszechnej, pozornie tylko ograniczonej do partykularnej grupy posiadaczy psów i kotów, w praktyce zaś dotkliwego finansowo obciążenia nałożonego na miliony osób fizycznych, którego zlekceważenie skutkować ma odpowiedzialnością karną.

Czytaj więcej

Rewolucja dla psów, kotów i nie tylko. Tak KE chce poprawić los zwierząt

Obciążonymi będą nie tylko posiadacze psów i kotów, ale również i inni podatnicy

Analizując proponowane rozwiązanie od strony skutków społeczno-gospodarczych, oceniam je jednoznacznie krytyczne. Mamy tu bowiem do czynienia z sytuacją, w której państwo nakłada nowe obowiązki i ustanawia kary, nie tylko nie dając wymiernie nic „w zamian” (w postaci przyznania zwolnienia, uprawnienia, innej bonifikaty lub przynajmniej częściowej rekompensaty opłaty), ale w zasadzie umywa ręce, przerzucając koszty na zobowiązanych. Czyli, ujmując rzecz obrazowo, obliguje szerokie rzesze obywateli do płacenia z ich własnych kieszeni w związku z wejściem w życie nowej regulacji, jednocześnie nie angażując środków budżetowych. Choć finalnie te ostatnie i tak pewnie będą musiały być wykorzystane, by stworzyć od podstaw centralny państwowy rejestr, prowadzony w systemie teleinformatycznym, a później na bieżąco obsługiwany – trudno bowiem wyobrazić sobie, by na sfinansowanie systemu wystarczyły, zwłaszcza w początkowym etapie jego działania, wnoszone opłaty. Obciążonymi będą zatem nie tylko posiadacze psów i kotów, ale faktycznie również i inni podatnicy.

Założenie są oczywiście, jak w przypadku większości drogich i nieliczących się z kosztami projektów legislacyjnych, szczytne. Celem ma być m.in.: zapobieganie bezdomności zwierząt, zwiększenie ochrony zwierząt domowych przed porzuceniem, a także ulżenie gminom, schroniskom dla zwierząt oraz organizacjom prozwierzęcym zaangażowanym w opiekę nad zwierzętami. Zgodnie z przyjętym a priori założeniem: „twarde” ustawowe zobligowanie posiadacza zwierzęcia do jego rejestracji, wprowadzone pod groźbą kary, ułatwi odnalezienie zagubionego pupila, ograniczy nadużycia, zapewni permanentną możliwość kontroli dobrostanu zwierzęcia oraz zagwarantuje odpowiedzialność konkretnego człowieka za los psa lub kota. Czy projektodawcy rozważyli jednak w ogóle różne, w tym pesymistyczne, scenariusze następujące w wyniku przyjęcia proponowanej regulacji? Czy uwzględniono fakt, że przepisy ustawowe spowodować mogą efekt wprost przeciwny do zamierzonego, w tym masowe pozbywanie się zwierząt w celu zwolnienia się od nowych obowiązków i uniknięcia opłaty? Czy rozważono inne ryzyka związane z utworzeniem nowego rejestru oraz towarzyszącej mu biurokracji, które w pewnym momencie wymagać będą „dosypania” środków finansowych dla bieżącego funkcjonowania, co oznaczać może nałożenie daniny publicznoprawnej na posiadaczy zewidencjonowanych psów i kotów w niedalekiej przyszłości?

Co jednak najciekawsze – a zarazem bulwersujące – to, że w aktualnej rzeczywistości istnieją już bazy danych zrzeszające posiadaczy zwierząt, weterynarzy, organizacje pozarządowe, gminy oraz schroniska dla zwierząt. Działają oddolnie, spontanicznie, na zasadzie kontraktualnej (umownej) i wolnorynkowej, a niektóre nawet nieodpłatnie (sic!) lub częściowo nieodpłatnie, dysponując bazami danych o wielkości kilku milionów rekordów oraz będąc częścią międzynarodowych organizacji prozwierzęcych (co powoduje, że wchodzą w skład większych ponadnarodowych baz). Ponadto, jak pokazują przykłady wielu państw unijnych (np. Austrii, Niemiec, Irlandii lub Portugalii), to właśnie na dobrowolności oraz prywatnych, a nie państwowych, bazach danych oparł się krajowy prawodawca. Rozwiązanie takie zdaje się też być preferowane przez legislatorów unijnych oraz uzasadnione w kontekście zasady pomocniczości.

Wiara w to, że ustawowy obowiązek, centralny rządowy rejestr oraz państwowy przymus skutecznie wyegzekwują ambitne cele projektodawców, wydaje się naiwna i przesadzona. Pół biedy, gdy towarzyszy aktywistom, ruchom obywatelskim oraz organizacjom pozarządowym – gorzej, gdy udziela się politykom stanowiącym prawo. Oby nie przyniosła tragicznych skutków, które dotkną nie tylko posiadaczy psów i kotów, ale samych zwierząt, o których dobrostan rzekomo najbardziej tutaj chodzi.

Krzysztof Koźmiński – doktor habilitowany nauk prawnych, kierownik Katedry Ekonomicznej Analizy Prawa oraz kierownik Centrum Oceny Skutków Regulacji na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Radca prawny, partner zarządzający w kancelarii Jabłoński Koźmiński.

Opinie Prawne
Tomasz Pietryga: Rząd Tuska w sprawie KRS goni króliczka i nie chce go złapać
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Opinie Prawne
Tomasz Pietryga: Czy tylko PO ucywilizuje lewicę? Aborcyjny happening Katarzyny Kotuli
Opinie Prawne
Marek Dobrowolski: Trybunał i ochrona życia. Kluczowy punkt odniesienia
Opinie Prawne
Łukasz Guza: Ministra, premier i kakofonia w sprawach pracy
Materiał Promocyjny
Naukowa Fundacja Polpharmy ogłasza start XXIII edycji Konkursu o Grant Fundacji
Opinie Prawne
Bychawska-Siniarska, Gliszczyńska-Grabias: Polska niechlubnym liderem SLAPP-ów