Reklama

Skazani na inwigilację

Dyskusja, jak głęboko tajne służby powinny ingerować w razie zagrożenia w życie prywatne obywateli, jest w istocie dyskusją o granicach zaufania do państwa.

Aktualizacja: 16.01.2016 07:46 Publikacja: 16.01.2016 01:00

Tomasz Pietryga

Tomasz Pietryga

Foto: Fotorzepa

Czy jest jedynie aparatem władzy, represji, stojącym z definicji do obywatela w kontrze? Czy może odwrotnie, należy dać mu kredyt zaufania w pewnych sferach, bo jego celem nadrzędnym jest troska o dobro wspólne i czuwanie nad bezpieczeństwem obywateli?

To dylemat z dyskusji nad kształtem nowego prawa antyterrorystycznego, które przygotowywane jest obecnie w Sejmie. Prawa, które po wyroku Trybunału Konstytucyjnego na nowo próbuje zdefiniować uprawnienia operacyjne służb. Pracy nad nowymi przepisami towarzyszy ożywiona dyskusja. Śledząc ją, czuję się coraz bardziej zdezorientowany.

Organizacje wolnościowe, fundacje czy rzecznik praw obywatelskich oskarżają posłów, że pod płaszczykiem zmian w ustawie po wyroku TK próbują przemycić rozwiązania pozwalające na szeroką inwigilację obywateli, m.in. w internecie. Padają hasła o „drugim ACTA". Dobrze pasuje to też do retoryki politycznej opozycji, która próbuje przedstawić rządzących jako partię mającą ciągoty autorytarne, antyobywatelskie.

Z drugiej strony padają argumenty przedstawicieli Sejmu i rządu, przedstawiających nowe przepisy jako łagodniejsze od tych, które zakwestionował TK, i bezpieczniejsze dla obywateli. A szef MSW przestrzega, że nieprzyjęcie nowych rozwiązań do początku lutego oznacza, że policja i służby staną się bezradne wobec przestępców. Przestrzegają przed tym również eksperci i przedstawiciele służb.

I choć mam nieodparte wrażenie, że stosunek do ustawy jest wypadkową politycznych sympatii, cała dyskusja ma drugie dno, które sięga wydarzeń z 11 września 2001 r. Wtedy bowiem otwarte i realne stało się pytanie, jak daleko może ingerować państwo w wolności obywatelskie, zasłaniając się troską o bezpieczeństwo ogółu. W Polsce ta dyskusja pogłębiona jest traumami z czasów PRL, działaniami totalitarnego państwa.

Reklama
Reklama

A nie ma tu prostej, jednoznacznej odpowiedzi. Dużo zależy od kontekstu i czasów, w jakich żyjemy. Byłoby w istocie czymś bardzo podejrzanym, gdyby władza przygotowywała bardzo restrykcyjne przepisy antyterrorystyczne w spokojnych czasach, w których przecież nie tak dawno jeszcze żyliśmy. Inny jest kontekst, kiedy czyni to w erze regularnych zamachów terrorystycznych i wojowniczego islamu, który prowadzi do zabijania Europejczyków w ich domach.

Przerażające jest np. to, że do zamachu terrorystycznego na tunezyjskiej plaży nie musiało dojść, gdyby francuskie służby miały większą swobodę w wymianie informacji i ingerencji w nowe technologie. Niestety, europejski humanizm oraz jego nadinterpretacje stają się niekiedy tarczą dla terrorystów, którzy świetnie zdają sobie z tego sprawę. A efekt to tunezyjskie ofiary i osierocone rodziny, którym trudno wytłumaczyć, że inne działania byłyby sprzeczne z wartościami, wśród których jest ochrona praw człowieka. Ten rodzaj myślenia niestety dominuje w instytucjach unijnych, ale również u nas, co było widać przy sprawie więzień CIA w Starych Kiejkutach.

Jednak bywa to zgubne. Chociaż do działania służb zawsze należy podchodzić ostrożnie, zapewniając odpowiednie procedury kontrolne, w obecnych czasach zbytnie uleganie politycznej poprawności może mieć katastrofalne skutki.

A dla polityków pozostaje przestroga. Sfera praw i wolności jest jedną z najdelikatniejszych sfer obywatelskich. Wszelkie ciągoty do jej ograniczenia miały zawsze ten sam skutek: prędzej czy później kończyły się porażką wyborczą, gdyż obywatele tracili zaufanie do władzy.

Warto także o tym pamiętać, tworząc nowe przepisy, bo stawka w tej grze dla obu stron jest bardzo wysoka.

Zapraszam do lektury najnowszej „Rzeczy o Prawie".

Reklama
Reklama
Opinie Prawne
Ewa Szadkowska: Bezkarny jak prokurator
Opinie Prawne
Sędzia Piotr Mgłosiek odpowiada profesorom: „Anarchia w systemie już jest”
Opinie Prawne
Piotr Szymaniak: PiS nie usunął art. 212, a teraz grzmi o reżimie
Opinie Prawne
Gutowski, Kardas: To nie chwalebne intencje są podstawą orzeczeń sądowych
Opinie Prawne
Robert Gwiazdowski: Są niezależni, niezawiśli, bezstronni i nie czują żenady
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama