Ostas: Wspólnoty energetyczne i tańszy prąd - jak opozycja zrealizuje złożone obietnice

Stworzenie kilkuset wspólnot „generujących własny, tańszy prąd” obiecała w jednym z tzw. 100 konkretów na pierwsze 100 dni rządów Koalicja Obywatelska. Warto o tym przypominać.

Publikacja: 18.10.2023 03:00

"100 konkretów na 100 dni", Donald Tusk podczas kampanii wyborczej ogłosił plany KO na pierwsze sto

"100 konkretów na 100 dni", Donald Tusk podczas kampanii wyborczej ogłosił plany KO na pierwsze sto dni od przejęcia władzy

Foto: PAP/Paweł Topolski

Prawdopodobnie po ośmiu latach rząd ponownie będzie współtworzyła Koalicja Obywatelska (KO). Nowa ekipa może udowodnić swoją wiarygodność bardzo szybko. Chociaż wielu już nie pamięta, w czasie kampanii wyborczej KO opublikowała pakiet 100 działań (tzw. konkretów ), które zamierza zrealizować w czasie pierwszych 100 dni rządów. W ramach konkretu nr 85 KO ma umożliwić „stworzenie 700 lokalnych wspólnot energetycznych generujących własny, tańszy prąd”. Poza zacytowanym krótkim zdaniem program Koalicji Obywatelskiej nie zawierał szczegółów, jak ten cel ma zostać osiągnięty.

Mimo wszystko konkret KO to i tak więcej, niż proponują pozostałe partie, które zapewne będą współtworzyć rząd. W punkcie 35. swojego programu wyborczego Lewica obiecała wprowadzić „ułatwienia prawne dla tworzenia i rozwijania spółdzielni energetycznych oraz gminnych klastrów energetycznych, współzarządzanych przez mieszkańców, w tym priorytet przy staraniach o dofinansowanie. Każdy będzie mógł czerpać korzyści z czystej energii, zostając udziałowcem – a tym samym wytwórcą energii – w spółdzielni energetycznej, także w miastach”.

W przekazie wyborczym trzeciego koalicjanta – Trzeciej Drogi – w zasadzie nie było tematu wspólnot lub spółdzielni energetycznych.

A szkoda, bo w tym aspekcie energetyki obywatelskiej brzmi duży potencjał, który mógłby pomóc w rozwiązaniu części problemów polskiej energetyki.

Szacuje się, że w Unii Europejskiej działa już 3,5 tysiąca lokalnych, obywatelskich wspólnot energetycznych. Składające się (najczęściej) z szeregu indywidualnych mikroinstalacji OZE wspólnoty energetyczne zajmują się produkcją energii na potrzeby swoich członków i sprzedażą jej ewentualnych nadwyżek. Korzyści jest całe mnóstwo: mniejsze rachunki za prąd, mniejsze obciążenie krajowych sieci przesyłowych, większa troska o środowisko i wzrost bezpieczeństwa energetycznego.

Natomiast w Polsce, w różnych formach organizacyjnych, działa prawdopodobnie zaledwie 200 inwestycji, które byłoby można zakwalifikować jako wspólnoty energetyczne. Jednym słowem: mizernie. Co może być przyczyną tego stanu rzeczy? Przypadłości jak zawsze.

Po pierwsze, przeregulowanie

Czytaj więcej

Będzie łatwiej o tańszy prąd w bloku? Spółdzielnie studzą optymizm

Biorąc pod uwagę przepisy, które zaczęły obowiązywać 1 października, w obecnym porządku prawnym do form energetyki obywatelskiej możemy zaliczyć: prosumenta (indywidualnego), prosumenta lokatorskiego, prosumenta zbiorowego, prosumenta wirtualnego (od 2 lipca 2024 r.), klaster energii, spółdzielnię energetyczną, obywatelską społeczność energetyczną oraz obywatelską społeczność energetyczną działającą w obszarze OZE (dwie ostatnie od 24 sierpnia 2024 r.).

Część skodyfikowana jest przez ustawę o OZE, a część przez ustawę – prawo energetyczne.

Powyższe wyliczenie doskonale obrazuje pierwszy problem polskiej energetyki – mnogość i złożoność regulacji, które utrudniają ich praktyczne stosowanie.

Dla przykładu, w opinii wielu ekspertów praktycznego uzasadnienia nie znajduje odrębne utrzymywanie instytucji spółdzielni energetycznej i obywatelskiej społeczności energetycznej, które – ze względu na swoją charakterystykę – mogłyby stanowić jeden twór regulowany przez jedną ustawę.

Zielone światło w tym zakresie daje sama UE, wskazując w dyrektywie o jednolitym rynku energetycznym (nakładającą na państwa obowiązek wprowadzenia obywatelskich wspólnot energetycznych), iż nowa instytucja może funkcjonować w na podstawie już istniejącej w danym państwie członkowskim formy prawnej.

W uzupełnieniu do ilości i złożoności obecnych regulacji problem stanowi również ich treść. Weźmy na warsztat wspomniane spółdzielnie energetyczne. Zgodnie z ustawą o OZE przedmiotem jej działalności jest wytwarzanie energii elektrycznej lub biogazu albo ciepła w instalacjach OZE na własny użytek.

Nadwyżki wyprodukowanej energii nie mogą być jednak sprzedane, ale są oddawane do sieci dystrybucyjnej, z której można następnie odebrać 60 proc. zmagazynowanej energii (np. w okresie zimowym, gdzie produkcja jest mniejsza, a zużycie większe).

Mogą obejmować obszar do trzech gmin wiejskich lub wiejsko-miejskich, które bezpośrednio ze sobą sąsiadują, zaś maksymalna moc energii wytworzonej z OZE nie może przekroczyć 10 MW. Spółdzielnia energetyczna nabywa osobowość prawną z chwilą wpisania do Krajowego Rejestru Sądowego, ale działalność może podjąć po uzyskaniu wpisu do rejestru prowadzonego przez Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa.

Po drugie, hamowanie potencjału

Regulacje dotyczące spółdzielni energetycznych pełne są kontrastów. Z jednej strony na aprobatę zasługuje zrównanie pozycji wszystkich członków spółdzielni – ich głosy są równoważne, niezależnie od wielkości udziału, co zapobiega zdominowaniu spółdzielni przez jednego członka.

Spółdzielnie mogą również liczyć m.in. na zwolnienie z opłat za usługę dystrybucji, zwolnienie z pobierania opłaty OZE, mocowej czy kogeneracyjnej wobec energii wytworzonej i zużytej przez jej członków, jak również na zwolnienie (pod dodatkowymi warunkami) z uiszczania podatku akcyzowego i konieczności pozyskiwania świadectw pochodzenia.

Z drugiej strony, przepisy ustanawiają szereg niezrozumiałych ograniczeń. Po pierwsze, wbrew unijnej dyrektywie polskie spółdzielnie energetyczne nie mogą sprzedawać nadwyżek wyprodukowanej energii „na zewnątrz” (i w ten sposób częściowo zarabiać), ale co najwyżej do członków własnej spółdzielni. Potencjalnych inwestorów odstrasza również bardzo wysoki koszt magazynowania energii w krajowej sieci.

W myśl dyrektywy o obywatelskich wspólnotach energetycznych opłaty ponoszone na rzecz operatora sieci powinny odzwierciedlać koszty realnie przez niego poniesione. W tym kontekście opłata w wysokości aż 40 proc. wyprodukowanej energii jest trudna do uzasadnienia.

Szkoda także, że działalność spółdzielni energetycznych jest ograniczona wyłącznie do obszaru gmin wiejskich i wiejsko-miejskich. W ten sposób wykluczonych zostało wiele atrakcyjnych regionów, np. tereny pokopalniane na Śląsku, które nie nadają się pod zabudowę mieszkalną, ale pod instalacje fotowoltaiczne lub wiatrowe już bardziej.

Czytaj więcej

"100 konkretów na 100 dni". Co partia Tuska obiecuje przedsiębiorcom

Część bolączek spółdzielni energetycznych ma zostać wyeliminowana przez obywatelskie społeczności energetyczne (OSE). Przedmiotem ich działalności może być: wytwarzanie, dystrybucja, sprzedaż, zużywanie, agregacja lub magazynowanie energii, jak również świadczenie usług w zakresie efektywności energetycznej, ładowania pojazdów elektrycznych, względnie świadczenie innych usług elektrycznych na rzecz swoich członków lub udziałowców.

Członkostwo w OSE ma być otwarte i dobrowolne, chociaż uprawnienia decyzyjne i kontrolne będą przysługiwać członkom, udziałowcom lub wspólnikom będącym wyłącznie osobami fizycznymi, jednostkami samorządu terytorialnego, mikroprzedsiębiorcami lub małymi przedsiębiorcami. OSE będą podlegały obligatoryjnemu wpisowi do wykazu prowadzonego przez prezesa Urzędu Regulacji Energetyki.

W odniesieniu do obywatelskich społeczności energetycznych działających w zakresie OZE przewidziano dodatkowe obowiązki obejmujące m.in. obowiązek zamieszkania (posiadania siedziby) na terenie działania tego samego operatora systemu dystrybucyjnego elektroenergetycznego przez członków, udziałowców lub wspólników wykonujących uprawnienia decyzyjne i kontrolne.

Skoro obu ww. instytucji jeszcze de facto nie ma (zaczną powstawać w sierpniu 2024 r.), to nie sposób ocenić, jak będą działały w praktyce. Tym niemniej, już teraz dostrzegalne są sprzeczności polskich przepisów z dyrektywami unijnymi je wprowadzającymi. Dla przykładu, polski ustawodawca nie dopuszcza działalności OSE w zakresie energii cieplnej, co jest niezgodne z dyrektywą RED II. Brakuje również przepisów regulujących obowiązki operatora systemu dystrybucyjnego (OSD) związane ze współpracą w celu ułatwienia przesyłu energii elektrycznej w obrębie społeczności.

Zarzuty pod adresem polskich przepisów są o tyle istotne, że skoro ani spółdzielnie energetyczne, ani obywatelskie spółdzielnie energetyczne nie stanowią wiernej transpozycji dyrektyw unijnych, to nie można być pewnym, że finansowanie takich inicjatyw środkami unijnymi odbędzie się bez zakłóceń.

Do tego dochodzi jeszcze aspekt pragmatyczny – im bardziej skomplikowane przepisy, tym trudniej je zrozumieć bez fachowego wsparcia, co może odstraszać potencjalnych inwestorów, a co zarazem kłóci się z ideą energetyki obywatelskiej.

Po trzecie, brak zachęt

Na wstępie wskazaliśmy, że w UE działa już kilka tysięcy energetycznych wspólnot obywatelskich, zaś w Polsce liczba ta jest kilkukrotnie mniejsza. Klastrów energii działa kilkadziesiąt. Spółdzielni energetycznych – 19 (stan na koniec września). Prosument zbiorowy jest natomiast… jeden (stan na sierpień). Obywatelskich społeczności energetycznych nie uświadczymy zaś jeszcze przez prawie rok.

Przyczyn takiego stanu rzeczy jest wiele. Oprócz bolączek legislacyjnych wymienionych powyżej istotnym problemem jest także samo podejście władz publicznych (w tym jednostek im podległych).

Dla przykładu, jak wskazuje w swoim raporcie fundacja ClientEarth Prawnicy dla Ziemi, w latach 2015–2021 operatorzy energii elektrycznej wydali ponad 6 tys. odmów przyłączenia do sieci przesyłowych, stanowiących przede wszystkim instalacje OZE. W 2021 r. liczba odmów wzrosła o 70 proc. w porównaniu z 2020 r. Główną przyczyną były ograniczenia techniczne sieci.

Wprawdzie raport nie wymienia, w jakim procencie odmowy dotyczyły klastrów czy spółdzielni energetycznych, ale podmioty planujące tego rodzaju inwestycje muszą być gotowe na potencjalną, długą batalię o faktyczne uruchomienie swoich instalacji, co wcale nie nastraja optymizmem.

Po czwarte, brak promocji

Brakuje również zorganizowanych i długofalowych kampanii informacyjnych na dużą skalę, czego ilustracją jest chociażby zorganizowany przez Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa program RENALDO. Swoim celem obejmował „udzielenie wsparcia eksperckiego w zakresie przygotowania do założenia pierwszych, pilotażowych spółdzielni energetycznych w 6 gminach na terenie województw kujawsko-pomorskiego i podlaskiego”.

Program działał dwa i pół roku i zakończył się w marcu 2023 r. W ramach konkluzji wydano podręcznik ułatwiający zakładanie i prowadzenie spółdzielni energetycznych oraz opublikowano kalkulator do wyliczeń techniczno-finansowych umożliwiający oszacowanie bilansu energetycznego i korzyści z założenia spółdzielni energetycznych. Bardzo dobre działania, ale szkoda, że podjęte tak późno. Polska energetyka obywatelska potrzebuje więcej programów RENALDO.

Ponadto, chociaż spółdzielnie energetyczne cechują się kilkoma preferencjami fiskalnymi (wymienione powyżej), większe wsparcie finansowe byłoby bardzo pożądane, szczególnie na początkowych etapach „życia” spółdzielni.

Kampania wyborcza i przedstawione wówczas programy energetyczne poszczególnych komitetów doskonale odzwierciedlały podejście państwa do energetyki obywatelskiej. Czyli coś na ten temat mówimy i robimy, ale nie za dużo i nie wszyscy. Wprawdzie w ostatnich tygodniach weszło w życie szereg korzystnych przepisów ułatwiających funkcjonowanie np. spółdzielni energetycznych, ale to wciąż za mało.

Chociaż jeszcze nie wiemy, która z partii w przyszłej koalicji rządzącej zajmie się sprawami środowiska i klimatu, to w naszym interesie jest przypilnować nowych rządzących, aby wywiązali się z obietnic złożonych w czasie kampanii wyborczej. Dobrze zorganizowane wspólnoty energetyczne są bowiem nie mniej istotne dla rozwoju i bezpieczeństwa Polski niż szeroko promowana energetyka jądrowa.

Autor jest radcą prawnym w Kancelarii GESSEL

Prawdopodobnie po ośmiu latach rząd ponownie będzie współtworzyła Koalicja Obywatelska (KO). Nowa ekipa może udowodnić swoją wiarygodność bardzo szybko. Chociaż wielu już nie pamięta, w czasie kampanii wyborczej KO opublikowała pakiet 100 działań (tzw. konkretów ), które zamierza zrealizować w czasie pierwszych 100 dni rządów. W ramach konkretu nr 85 KO ma umożliwić „stworzenie 700 lokalnych wspólnot energetycznych generujących własny, tańszy prąd”. Poza zacytowanym krótkim zdaniem program Koalicji Obywatelskiej nie zawierał szczegółów, jak ten cel ma zostać osiągnięty.

Pozostało 95% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Opinie Prawne
Paweł Rochowicz: Gospodarka w sądach, głupcze!
Opinie Prawne
Marek Isański: Inaczej o wyroku NSA w sprawie „wyborów kopertowych”
Opinie Prawne
Ewa Łętowska o sprawie Romanowskiego. Mieszanie prawa z polityką
Opinie Prawne
Marek Kobylański: Dzieci giną, czekając na odpowiednie standardy
Opinie Prawne
Mikołaj Kozak: „Kompromitacja” prokuratury? Romanowskiemu się „upiekło”?