Warunkiem praworządności nie jest bynajmniej to, by sędziów wybierali sędziowie – jak twierdzą obrońcy konstytucji. Bo choć nasza konstytucja jest fatalna, to nie aż tak. Ale za to ustanawia konstytucja zasadę niezależności sędziów. I jej obrońcy mają rację, że system, który umożliwia, by „siepacze” wyznaczeni przez ministra sprawiedliwości decydowali o odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów za orzekanie na podstawie konstytucji, jest z konstytucją ewidentnie sprzeczny. I fakt, że Rosja napadła na Ukrainę (nie wiem, czy nie powinno być „w Ukrainę”, bo się gubię w politycznej poprawności), niczego nie zmienia w kwestii niezależności sędziów, do rozpatrzenia sprawy przez których ma prawo obywatel. Zgodnie z konstytucją i art. 6 europejskiej konwencji o ochronie praw człowieka.

I tu się musimy zatrzymać. Otóż obywatel nie ma „prawa do sądu”. Obywatel ma prawo do „rozpatrzenia jego sprawy” przez sąd. Jeśli więc sędziowie ferują wyroki, w których wygłaszają swoje poglądy, nie odnosząc się w ogóle do argumentów obywatela, albo robią to w sposób budzący przypuszczenie, że na egzaminie z logiki musieli ściągać, to nie naruszają aby prawa obywatela do „rozpatrzenia” sprawy?

Czytaj więcej

Robert Gwiazdowski: Zasada trwałości bezprawia

Obrońcy konstytucji martwią się jeszcze, że wyroki wydawane przez niewłaściwie powołanych sędziów (bo nie przez sędziów) nie są wyrokami. A niezgodny z prawem wyrok wydany przez sędziego powołanego przez sędziów jest wyrokiem? Bo w sądownictwie podatkowym to sytuacja nader częsta! Mamy nawet możliwość wyeliminowania z obrotu prawnego takich wyroków. Ale niezawiśli i niezależni sędziowie Naczelnego Sądu Administracyjnego (bo powołani przez sędziów) do tego nie dopuszczają. Bezprawności ich własnych wyroków stwierdzić nie można. Można za to wystąpić o stwierdzenie nieważności decyzji z powodu naruszenia prawa, mimo że sąd wcześniej oddalił skargę na taką decyzję. Wiem, że to paranoja, ale tak jest. Jednakże to naruszenie prawa musi być „rażące”. Jak skazano Tomasza Komendę za zabójstwo, którego nie popełnił, to było chyba „rażące” naruszenie prawa. Ale jak nałożono na podatnika podatek, którego nie miał płacić, to „rażące” nie było.

Wiecie, co by było? Jakby w decyzji określającej zobowiązanie podatkowe popełniono błąd rachunkowy i zamiast 56 259 zł obliczono 56 952 zł. To jest rażące naruszenie prawa. Albo jakby urzędnikowi się palec na klawiaturze komputera omsknął i – zamiast wpisać jako podstawę prawną decyzji art. 15zze – wpisał art. 15zzd (to nie żarty, tak wygląda numeracja niektórych aktów prawnych). To wtedy też naruszenie prawa byłoby rażące. Ale jak zapłaciłeś podatniku 56 259 zł, choć nie musiałeś w ogóle płacić – to już trudno.

Autor jest adwokatem, profesorem Uczelni Łazarskiego i szefem rady WEI