„Wielu kolegów odrzuca prezesowskie nominacje oferowane przez Ministerstwo Sprawiedliwości. Zgadzają się tylko miernoty" – ocenił jeden z warszawskich sędziów. Oczywiście anonimowo. Ja, całkiem nieanonimowo, nie mogę potwierdzić, że tak rzeczywiście jest, bo nie znam nowych nominatów, ale nie mogę też tego wykluczyć, bo znam miernoty dziś w sądach sądzące. Tylko jak one, u licha, tam się w ogóle znalazły i co tam nadal robią? Przecież podobno sądownictwo działało i działa świetnie i nic nie trzeba w nim zmieniać...

Czyżby z premedytacją środowisko sędziowskie tolerowało miernoty? Ale co w takim razie z ofiarami tych miernot? Może właśnie dlatego, że wielu podsądnych trafiało na te właśnie miernoty, najzagorzalszymi obrońcami „naszych sądów" są ci, którzy w sądzie nigdy nie byli, i ci, którym mniej chodzi o trzecią władzę, a bardziej po prostu o samą władzę. Anonimowy warszawski sędzia ich niechcący wkopał. W każdym razie po jego słowach śmiało można powiedzieć, że ostracyzm wobec tych, którzy takich sądów, jakie są, i sędziów et consortes bezkrytycznie bronić nie chcieli, bo dostrzegali te miernoty, był chyba nieusprawiedliwiony.

Oczywiście dzisiejszym dzierżycielom władzy ustawodawczej i wykonawczej też nie chodzi o ty, by we władzy sądowniczej nie było miernot, tylko żeby to były „ich" miernoty. Tradycja takiego podejścia polityków jest długa. Nie kto inny tylko Franklin Delano Roosevelt w podobny sposób, tylko bardziej dobitnie, wyraził się o nikaraguańskim dyktatorze generale Anastasio Somozie: „Może i jest draniem, ale naszym draniem".

Zamiast okopywać się w politycznych zasiekach, warto byłoby podjąć merytoryczną dyskusję nad zmianami instytucjonalnymi, proceduralnymi i personalnymi w polskim sądownictwie. O ile polityków można jeszcze zrozumieć, że tłuką się kijami, o tyle przedstawiciele środowisk prawniczych, którzy w polityce bezpośrednio nie uczestniczą, chyba zbytnio się oddali służbie po jednej albo drugiej stronie.

PiS pewnie i tak zrobi to, co się uda Kaczyńskiemu z Dudą załatwić. Ale PiS nie będzie rządził wiecznie. Próby powrotu do status quo będą w przyszłości jeszcze bardziej bezsensowne niż dziś jest tego status quo obrona. Jeśli więc komuś rzeczywiście chodzi o Polskę, a nie o władzę w Polsce, mógłby spróbować wznieść się ponad partyjne podziały i porozmawiać o tym, jak wymiar sprawiedliwości powinien funkcjonować.

Autor jest adwokatem, profesorem Uczelni Łazarskiego i szefem rady WEI