Reklama

Zapłata danymi osobowymi w internecie

Zawierając umowy o dostarczanie treści cyfrowych online, przedsiębiorcy, nawet jeśli nie traktują poważnie regulacji o ochronie konsumentów, muszą mieć odpowiednią infrastrukturę – pisze ekspert Mirosław Gumularz.

Publikacja: 16.06.2015 09:20

Zapłata danymi osobowymi w internecie

Foto: Fotolia

Truizmem jest stwierdzenie, iż wymiana dóbr i usług w świecie wirtualnym rządzi się swoimi prawami. Tradycyjne kategorie prawa cywilnego, np. odpłatność czy wzajemność świadczeń, coraz gorzej radzą sobie z opisem tych stosunków.

Korzyści uzyskiwane przez przedsiębiorców świadczących określone dobra cyfrowe bardzo często są trudne do zakwalifikowania z punktu widzenia klasycznych pojęć cywilistyki. Czasem może się wręcz wydawać, iż wiele ze świadczeń uzyskiwanych w tej wirtualnej rzeczywistości nie ma uchwytnego ekwiwalentu po stronie usługodawców. W takich sytuacjach bardzo często „zapłata" polega na znoszeniu określonej ingerencji w naszą prywatność. Przykładowo może chodzić o wymuszone zapoznanie się z komunikacją marketingową (np. w ramach tzw. wideo na życzenie; inny przykład to reklama kontekstowa).

Wymuszona zgoda

Na ogół jednak „płacimy", udostępniając nasze dane osobowe. Zawierając umowę (zwykle wymagającą zarejestrowania się w serwisie) o świadczenie określonych usług drogą elektroniczną (np. polegającą na możliwości korzystania z określonych treści cyfrowych), usługodawca bez konieczności uzyskiwania dodatkowych zgód (nie dotyczy to tzw. telemarketingu oraz spamu – zob. zwłaszcza zmieniony art. 172 ust. 1 prawa telekomunikacyjnego) może kierować do nas swoją komunikację marketingową w ramach prawnie usprawiedliwionego celu administratora danych (art. 23 ust. 1 pkt 5 ustawy o ochronie danych osobowych).

Coraz częściej także dopuszcza możliwość wymuszenia zgody na przetwarzanie danych osobowych w określonym celu jako swoistego ekwiwalentu możliwości korzystania z określonych dóbr lub usług.

Chociaż cywilnoprawna kwalifikacja wskazanych (specyficznych) postaci „zapłaty" budzi wątpliwości, to jednak uczestnicy takiej wymiany obejmowani są coraz szerszą ochroną. Wyrazem tej tendencji regulacyjnej są ostatnie zmiany w prawie konsumenckim.

Reklama
Reklama

W przypadku dyrektywy 2011/83/UE w sprawie praw konsumentów podstawowe znaczenie mają następujące kategorie umów: sprzedaży, świadczenia usług oraz świadczenia treści cyfrowych online (za pomocą nośników niematerialnych). Co istotne, w odniesieniu do tej trzeciej kategorii umów ustawodawca unijny nie przewidział wymogu odpłatności (określonego świadczenia po stronie konsumenta) jako przesłanki objęcia zakresem dyrektywy.

Najwyraźniej uwzględniono problem cywilnoprawnej kwalifikacji „zapłaty" w przypadku tego rodzaju umów, przyjmując jednocześnie, iż w typowych sytuacjach pewna specyficzna – nieraz zakamuflowana – „odpłatność" (np. poprzez udostępnienie danych osobowych) będzie występować.

Przeglądanie stron

Jeszcze dalej idące rozwiązanie przyjęto w polskiej ustawie o prawach konsumenta (DzU z 24 czerwca 2014 r., poz. 827). W definicji umów zawieranych na odległość oraz poza lokalem przedsiębiorstwa (tj. nie tylko o dostarczanie treści cyfrowych online) w ogóle zrezygnowano z odwoływania się do wymogu odpłatności po stronie konsumenta. Tylko nieliczne przepisy tej ustawy określają szczególne wymogi dotyczące umów odpłatnych (np. potrzebę specyficznego oznaczenia przycisku zamawiania).

Nie podejmując się oceny poprawności takiego modelu implementacji dyrektywy 2011/83/UE, trzeba podkreślić, iż brak odpłatności (rozumianej w tradycyjny sposób) występować może praktycznie wyłącznie w przypadku umów o dostarczanie treści cyfrowych online (np. ściągnięcie darmowej aplikacji). Właśnie ze względu na wskazany wcześniej ekwiwalent w postaci „zapłaty" danymi osobowymi.

Konsekwencje wskazanego rozwiązania są bardzo doniosłe. Jak wskazuje się w preambule (pkt 19) dyrektywy 2011/83/UE, treści cyfrowe oznaczają dane wytwarzane i dostarczane w formie cyfrowej, takie jak programy komputerowe, aplikacje, gry, muzyka, nagrania wizualne lub teksty, bez względu na to, czy dostęp do nich osiąga się poprzez pobieranie czy poprzez odbiór danych przesyłanych strumieniowo. Z tego wynika, iż kategoria umów o dostarczanie treści cyfrowych online jest bardzo szeroka. Nie obejmuje jednak (jak wskazano w przewodniku do dyrektywy 2011/83/UE wydanym przez Komisję Europejską) sytuacji zwykłego przeglądania stron WWW bez wyraźnego (uchwytnego) momentu zawarcia umowy.

Powyższe oznacza, iż w przypadku (zawieranych na odległość, np. na stronie WWW) umów o dostarczanie treści cyfrowych online konieczne będzie spełnienie przez przedsiębiorców wielu wymogów wskazanych w ustawie o prawach konsumenta. I to także w przypadku kontraktów nieprzewidujących odpłatności po stronie konsumenta. Co do zasady dotyczyć to będzie zarówno obowiązków informacyjnych, jak i prawa do odstąpienia od umowy. Oznacza to konieczność zbudowania infrastruktury konsumenckiej przez wielu przedsiębiorców, którzy nie traktują nazbyt poważnie ochrony konsumentów w swojej dotychczasowej działalności.

Reklama
Reklama

Autor jest radcą prawnym w Barta Litwiński Kancelaria Radców Prawnych i Adwokatów

Opinie Prawne
Robert Gwiazdowski: Kto i na co ma nadzieję, czyli o zmianach w KRS
Opinie Prawne
Paweł Pietrzyk: Rola archiwów w dobie KSeF i cyfryzacji dokumentacji
Opinie Prawne
Jakub Ziętek: Znikające miliardy z PIT. Czy pora na reformę podatkową?
Opinie Prawne
Paweł Rochowicz: Droselklapa znów ryksztosuje, czyli jak nie mówić o KSeF
Opinie Prawne
Andrzej Olaś: Sądy uwikłano w walkę o władzę i jej profity
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama