Truizmem jest stwierdzenie, iż wymiana dóbr i usług w świecie wirtualnym rządzi się swoimi prawami. Tradycyjne kategorie prawa cywilnego, np. odpłatność czy wzajemność świadczeń, coraz gorzej radzą sobie z opisem tych stosunków.
Korzyści uzyskiwane przez przedsiębiorców świadczących określone dobra cyfrowe bardzo często są trudne do zakwalifikowania z punktu widzenia klasycznych pojęć cywilistyki. Czasem może się wręcz wydawać, iż wiele ze świadczeń uzyskiwanych w tej wirtualnej rzeczywistości nie ma uchwytnego ekwiwalentu po stronie usługodawców. W takich sytuacjach bardzo często „zapłata" polega na znoszeniu określonej ingerencji w naszą prywatność. Przykładowo może chodzić o wymuszone zapoznanie się z komunikacją marketingową (np. w ramach tzw. wideo na życzenie; inny przykład to reklama kontekstowa).
Wymuszona zgoda
Na ogół jednak „płacimy", udostępniając nasze dane osobowe. Zawierając umowę (zwykle wymagającą zarejestrowania się w serwisie) o świadczenie określonych usług drogą elektroniczną (np. polegającą na możliwości korzystania z określonych treści cyfrowych), usługodawca bez konieczności uzyskiwania dodatkowych zgód (nie dotyczy to tzw. telemarketingu oraz spamu – zob. zwłaszcza zmieniony art. 172 ust. 1 prawa telekomunikacyjnego) może kierować do nas swoją komunikację marketingową w ramach prawnie usprawiedliwionego celu administratora danych (art. 23 ust. 1 pkt 5 ustawy o ochronie danych osobowych).
Coraz częściej także dopuszcza możliwość wymuszenia zgody na przetwarzanie danych osobowych w określonym celu jako swoistego ekwiwalentu możliwości korzystania z określonych dóbr lub usług.
Chociaż cywilnoprawna kwalifikacja wskazanych (specyficznych) postaci „zapłaty" budzi wątpliwości, to jednak uczestnicy takiej wymiany obejmowani są coraz szerszą ochroną. Wyrazem tej tendencji regulacyjnej są ostatnie zmiany w prawie konsumenckim.