To co zrobił Anders Behring Breivik to akt niewyobrażalnego okrucieństwa, zachowania, które nie mieście się w wyobraźni 99,999 proc. ludzkości bez względu na polityczne poglądy i wyznawaną wiarę.
Jednak już widać, że pierwsze informacje ze śledztwa stały się wodą na młyn wielu publicystów. Bo to nie tylko wymarzona okazja, by pognębić nielubianą prawicę i chrześcijaństwo.
Ba, coraz więcej niestety wskazuje na to, że casus norweski stanie się narzędziem walki politycznej w Polsce.
A źle by się stało, gdyby zamach stał się polemiczną maczugą, w polskich sporach. Jeśli ktoś będzie prawicowy i w dodatku będzie się odwoływał np. do katolicyzmu, lub nauki Kościoła — zaraz będzie zestawiany z terrorystą i mordercą.
Tym bardziej, że w polskich sporach jeszcze niedawno padały oskarżenia o faszyzm czy fundamentalizm.
Źle by się stało, gdyby mówiąc o norweskiej tragedii, wtrącano odniesienia do krajowych spraw bieżących. Będzie to droga donikąd.
A sprawa nie będzie dotyczyć tylko Polski. Brak symetrii w podejściu do ekstremizmu lewicowego i prawicowego, jest obecny nie tylko w całej zachodniej Europie ale również w USA. Terrorystów lewicowych z lat 60-tych fetuje się dziś niemal jak najwyższe autorytety.
Jednak terroryzm nie ma barw politycznych. Podobnie jak totalitaryzm. Nazizm wszak zawierał bardzo wiele radykalizmów prawicowych, lecz odniesienia lewicowe też nie były mu obce (wszak nazywał się narodowym socjalizmem). Komunizm w różnych okresach pełnymi garściami czerpał ze sztafażu prawicowego. Dlatego warto przypominać rzeczy najbardziej podstawowe: demokratyczne państwo prawa nie toleruje szerzenia ideologii neofaszytowskiej. Również nienawiść — czy to rasowa, czy polityczna, czy religijna — niszczy społeczeństwa zachodnie i dlatego trzeba z nią walczyć.
Polityczna nienawiść w Polsce doprowadziła już raz ostatnio do przelewu krwi. Emocje trzeba więc raczej studzić, niż rozbudzać w swych partykularnych celach.