Aleksander Hall: Wielki błąd Macrona i hańba lewicy. Co naprawdę grozi Francji po wyborach?

Francji nie grozi faszyzm ani prawicowy autorytaryzm. Grożą za to całkiem realnie prawicowy i lewicowy populizm, polityczna niestabilność powodująca niebezpieczną obstrukcję we francuskiej polityce zagranicznej i wewnętrznej oraz pogłębienie i tak głębokich podziałów w społeczeństwie, które nasila głównie ideologia skrajnej lewicy.

Publikacja: 01.07.2024 19:01

Głosuje prezydent Emmanuel Macron

Głosuje prezydent Emmanuel Macron

Foto: PAP/EPA

Po pierwszej turze wyborów do francuskiego Zgromadzenia Narodowego jeszcze nie wiadomo, czy w drugiej turze wyborów Zjednoczenie Narodowe Marine Le Pen i Jordana Bardelli zdobędzie bezwzględną większość w izbie i stworzy rząd (ta ewentualność wydaje się mniej prawdopodobna), czy też nie będzie w niej żadnej w miarę trwałej większości, co poszerzyłoby pole manewru znajdującego się w opałach prezydenta Emmanuela Macrona (bardziej prawdopodobny wariant). Spawa najważniejsza – jaki następny rząd i parlament będzie miała Francja – nie została rozstrzygnięta, ale już teraz pewne sprawy są oczywiste.

Prezydent Macron popełnił wielki błąd

Tym błędem było rozwiązanie Zgromadzenia Narodowego bezpośrednio po eurowyborach. Po wyborach do Zgromadzenia Narodowego będzie musiał dzielić władzę z rządem otwarcie mu wrogim (Jordana Bardelli) bądź bardzo niestabilnym i niezdolnym do sprawnego działania. W sposób oczywisty osłabi to możliwości prowadzenia przez Francję spójnej i konsekwentnej polityki w okresie, gdy jest to szczególnie potrzebne nie tylko jej, ale także Europie i całemu Zachodowi.

Czytaj więcej

Są oficjalne wyniki wyborów we Francji. Zjednoczenie Narodowe Marine Le Pen wygrywa

Jasne jest także, że jakkolwiek w poprzednim Zgromadzeniu Narodowym obóz prezydencki nie miał bezwzględnej większości, to był jednak najważniejszą siłą, dającą oparcie rządowi. A za tydzień będzie zdegradowany na trzecie miejsce i straci około połowy deputowanych. Zapewne nasilą się w nim procesy dekompozycji, widoczne już po wyborach w 2022 roku.

Decyzja prezydenta Macrona zablokowała proces odbudowywania na lewicy pozycji sił bardziej umiarkowanych i obliczalnych

Przejawem tego procesu był wyraźnie lepszy wynik listy Raphaëla Glucksmanna (socjaliści) od skrajnej lewicy spod znaku Francji Niepokornej w wyborach europejskich. W tych wyborach głównym tematem skrajnej lewicy było wspieranie sprawy palestyńskiej i zwalczanie syjonizmu oraz  polityki Izraela.

Przedterminowe wybory nie dały także czasu na rekonstrukcję klasycznej prawicy, znajdującej się w kryzysie od wyborów prezydenckich w 2017 roku.

Macron wzmocnił skrajną prawicę i skrajną lewicę

W konsekwencji prezydenckiej decyzji głównymi siłami w przyszłym parlamencie będą Zjednoczenie Narodowe, określane przez większość komentatorów jako skrajna prawica, oraz lewica zdominowana przez skrajną Francję Niepokorną. Większość polskich komentatorów skupia się na zagrożeniach związanych z utworzeniem rządu przez ugrupowanie Marine Le Pen. Nie lekceważę ich w polityce ekonomicznej, europejskiej i wobec wojny na Ukrainie, chociaż odnotować trzeba wyraźną zmianę tonu Jordana Bardelli w ocenie polityki Putina na zdecydowanie krytyczny i kontrastujący z jeszcze nie tak dawnymi prorosyjskimi wypowiedziami Marine Le Pen.

Alain Finkielkraut ma rację, stwierdzając ostatnio na łamach „Rzeczpospolitej”, że radykalna francuska lewica z pełną świadomością postawiła na antysemityzm

Jest możliwe, ale niepewne, że Zjednoczenie Narodowe podąży szlakiem włoskiej premier Giorgii Meloni, która także rozpoczynała swą polityczną drogę od pozycji na skrajnie prawym skrzydle, by przejść na pozycje proeuropejskie, antyputinowskie, rozsądne w sferze gospodarczej, a zarazem konserwatywne w kwestiach cywilizacyjnych i kulturowych. Powtarzam: tak może się stać, ale nie musi. Poparcie Zjednoczenia Narodowego niesie z sobą ryzyko.

Co się stało z francuską lewicą

Przypatrzmy się jednak lewicy, która na czas wyborów nazwała się Nowym Frontem Ludowym. Jej wybór nazwałem haniebnym. Wydawało się, że po okresie znoszenia dyktatu skrajnego i pozbawionego skrupułów demagoga, jakim jest Jean Luc Melenchon, lider Francji Niepokornej, jego polityczni partnerzy – a w rzeczywistości  wasale – socjaliści, zieloni i komuniści (ci ostatni na jego tle mogą uchodzić za siłę umiarkowaną) emancypują się i mają już dość jego ekscesów, w tym wypowiedzi otwarcie antysemickich i odnoszących się z pełnym zrozumieniem dla Hamasu. Jednak gdy prezydent Macron zarządził – ku zaskoczeniu wszystkich – rozwiązanie Zgromadzenia Narodowego, w trosce o ratowanie swych miejsc w parlamencie, oni karnie znowu stanęli w jednym szeregu w ramach tzw. Nowego Frontu Ludowego, na warunkach Melenchona.

Czytaj więcej

Alain Finkielkraut: Mógłbym głosować na Marine Le Pen

Już dziś jest oczywiste, że to Francja Niepokorna, która przed wyborami do Parlamentu Europejskiego znajdowała się na linii zstępującej, będzie największym beneficjentem tego sojuszu i to ona kształtować będzie wizerunek lewicy w przyszłym Zgromadzeniu Narodowym.

François Hollande – miara upadku demokratycznej lewicy

Ton kampanii Nowego Frontu Ludowego nadaje Melenchon. Wystarczyło popatrzeć na wiec lewicy na paryskim placu Republiki, który odbył się wieczorem po ogłoszeniu wyników pierwszej tury. To on i jego najbliżsi współpracownicy rozdawali role. Dla mnie miarą upadku demokratycznej lewicy jest kandydowanie z ramienia NFL w tych wyborach byłego prezydenta François Hollande’a, polityka poważnego, zajmującego jasne stanowisko w sprawie agresji rosyjskiej na Ukrainie. Jego szanse na ubieganie się o reelekcję w 2017 roku przekreślili dysydenci z jego macierzystej partii, wyraźnie licytujący się z Melnchonem: politykiem zafascynowanym Chavezem i Fidelem Castro, twierdzącym jeszcze kilka lat temu, że sprawa granic w Europie jest otwarta i powinna zostać na nowo uregulowana, a obecnie celowo podsycającym we Francji napięcia, będące odbiciem konfliktu izraelsko-arabskiego na Bliskim Wschodzie i umieszczającym na listach wyborczych osoby podejrzane o sprzyjanie islamistycznemu terroryzmowi.

Alain Finkielkraut ma rację, stwierdzając ostatnio na łamach „Rzeczpospolitej”, że radykalna francuska lewica z pełną świadomością postawiła na antysemityzm, pragnąc sięgnąć po głosy milionów francuskich muzułmanów.  Nie mogą tego nie dostrzegać politycy Partii Socjalistycznej i innych lewicowych ugrupowań, którzy karnie ustawili się za Melenchonem w szeregach Nowego Frontu Ludowego. Znowu wyruszają na wojnę z faszyzmem, którego we Francji nie ma. Jeszcze raz oddajmy głos Finkielkrautowi: „…na skrajnej prawicy antysemityzm prawie nie istnieje. To radyklana lewica sięga po niego, aby uniemożliwić dojście do władzy skrajnej prawicy. To jest jakaś straszna ironia historii!”.

Co grozi Francji po wyborach do Zgromadzenia Narodowego

Po drugiej turze wyborów do Zgromadzenia Narodowego Francji nie grozi faszyzm ani prawicowy autorytaryzm. Grożą za to całkiem realnie prawicowy i lewicowy populizm, polityczna niestabilność powodująca niebezpieczną obstrukcję we francuskiej polityce zagranicznej i wewnętrznej oraz nasilenie się i tak głębokich podziałów w społeczeństwie. Te podziały mają wielorakie przyczyny, ale jedną z najważniejszych jest ideologia radyklanej lewicy, którą wybitny francuski historyk idei i politolog Pierre-André Taguieff nazwał „islamogoszyzmem”.  

Po pierwszej turze wyborów do francuskiego Zgromadzenia Narodowego jeszcze nie wiadomo, czy w drugiej turze wyborów Zjednoczenie Narodowe Marine Le Pen i Jordana Bardelli zdobędzie bezwzględną większość w izbie i stworzy rząd (ta ewentualność wydaje się mniej prawdopodobna), czy też nie będzie w niej żadnej w miarę trwałej większości, co poszerzyłoby pole manewru znajdującego się w opałach prezydenta Emmanuela Macrona (bardziej prawdopodobny wariant). Spawa najważniejsza – jaki następny rząd i parlament będzie miała Francja – nie została rozstrzygnięta, ale już teraz pewne sprawy są oczywiste.

Pozostało 91% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Opinie polityczno - społeczne
Michał Szułdrzyński: Kukiz z Ardanowskim. Mały sojusz, który może wstrząsnąć wielkimi planami Kaczyńskiego i PiS
Opinie polityczno - społeczne
Joanna Ćwiek-Świdecka: Czym różni się Jarosław Kaczyński od Janusza Korczaka?
felietony
Gambit Emmanuela Macrona i polskie karpie cieszące się na Wigilię
Opinie polityczno - społeczne
Daniel Jankowski: W upamiętnianiu powstania warszawskiego nie chodzi o spieranie się, czy było warto
Materiał Promocyjny
Mazda CX-5 – wszystko, co dobre, ma swój koniec
Opinie polityczno - społeczne
Marek Kozubal: Rzeź wołyńska w naszych głowach
Materiał Promocyjny
Branża bankowa gorszy okres ma za sobą