Tomasz Kubin: Klęska Macrona sprawi, że atmosfera będzie mocno zepsuta

Jeśli w wyborach parlamentarnych we Francji Zjednoczenie Narodowe odniesie sukces, co oznaczałoby klęskę Emmanuela Macrona, to oczywiście Sekwana nadal będzie sobie płynąć, a wieża Eiffla zachwycać turystów. Ale atmosfera zmieni się radykalnie.

Publikacja: 26.06.2024 04:30

Emmanuel Macron

Emmanuel Macron

Foto: LUDOVIC MARIN/Pool via REUTERS

Po wyborach do Parlamentu Europejskiego opadł już kurz. Trzy partie ,,głównego nurtu”, które od zawsze dominowały politycznie w PE (i w ogóle w UE) utrzymały bezwzględną większość. Teraz jeszcze tylko właściciele i władcy UE dogadają się co do obsady kilku najważniejszych stanowisk w instytucjach UE (czyli która partia z którą pójdzie do łóżka, jak to sugestywnie ujął Timothy Garton Ash) i będą mogli rozjechać się na zasłużone wakacje i odpoczynek przed nowym sezonem politycznym. Negocjacje będą oczywiście bardzo przejrzyste i w pełni zrozumiałe dla unijnego suwerena, jak przystało na ,,drugą największą demokrację na świecie”, jak nazwał Unię szef Europejskiej Partii Ludowej Manfred Weber (,,Rzeczpospolita” z 17.06.2024). Ale lud i tak pewnie nie byłby za bardzo zainteresowany zbyt wnikliwą obserwacją politycznych gierek. Dla ludu są przecież igrzyska: najpierw mistrzostwa Europy w kopaniu piłki, a potem już dosłownie igrzyska, w Paryżu.

Słaba frekwencja w wyborach europejskich daje słabą legitymizację do działań w PE

Jednak sprawa jest bardziej złożona, a nadmierny optymizm w ocenie wyników wyborów do PE byłby oszukiwaniem się. Niedostrzeganie potrzeby wprowadzenia zmian w funkcjonowaniu UE przez trzy dominujące frakcje – bo przecież skoro nadal mają większość w PE, to ,,jest super” i o co chodzi – to recepta na problemy w przyszłości. I to znacznie większe niż te, które można dostrzec w wynikach niedawnej elekcji.

Zacznijmy od frekwencji. W dominującej narracji polityków i mediów to miały być najważniejsze wybory do PE od nie wiadomo kiedy, może nawet w całej historii integracji. I miało w nich chodzić o sprawy fundamentalne: pokój, bezpieczeństwo i demokrację. Niestety, efekt tych nawoływań jest mizerny: niewiele ponad połowa (51,08 proc.) uprawnionych obywateli UE zadała sobie trud wzięcia udziału w wyborach. Mimo rzekomo tak wyjątkowego ich znaczenia było to niecałe 0,5 punktu procentowego więcej niż pięć lat temu. Taka frekwencja oznacza słabą legitymację dla działań nie tylko PE, ale w ogóle UE. No chyba że przyjmiemy interpretację, zgodnie z którą wszystko w UE jest w porządku i nie dzieje się nic takiego, co powodowałoby, że jednak trzeba zagłosować… 

Czytaj więcej

Najważniejsze stanowiska w Unii Europejskiej już obsadzone. "Teraz to formalność"

Wprawdzie partia ludowa/chadecy (EPL), socjaldemokraci (S&D) i liberałowie (Odnowić Europę) utrzymali kontrolę nad PE (a EPL nawet będzie mieć kilkanaście miejsc więcej), ale wszystkie trzy razem, traktowane jako ,,blok prointegracyjny”, kilkanaście miejsc straciły. To konsekwencja porażki przede wszystkim liberałów oraz utraty kilku miejsc przez S&D: razem te dwie frakcje straciły 25 mandatów.

Kilkanaście miejsc, które straciły trzy frakcje prointegracyjne, zyskały dwie sceptyczne wobec pogłębiania współpracy w UE, czyli Konserwatyści i Reformatorzy oraz Tożsamość i Demokracja. Wielkimi przegranymi są Zieloni, którzy z 71 miejsc stracili aż 19. Taki wynik chyba trudno uznać za wyraz poparcia dla Zielonego Ładu… Relatywnie bardzo dużo jest posłów nienależących do żadnej frakcji – prawie 90 – ale to może się jeszcze zmienić i część z nich jednak do którejś grupy dołączy. Im wyższa liczba niezrzeszonych, tym trudniej budować koalicje do konkretnych głosowań i przewidzieć ich wyniki.

Efekt igrzysk w Paryżu

Teoretycznie więc do żadnej rewolucji nie doszło, przesunięcia w skali 720-osobowego PE nie są radykalne, a większość ,,trójcy trzymającej władzę” jest bezpieczna. Tym bardziej że rozbieżności wśród eurosceptyków są chyba jeszcze większe niż pokusa stworzenia jednej, dużej frakcji, która, po przekonaniu chociażby kilku posłów niezrzeszonych, mogłaby stanowić drugą największą grupę w PE. W praktyce jednak zbieranie większości dla przegłosowania aktów prawnych, które wyraźnie i mocno będą dotykać interesów narodowych, będzie znacznie trudniejsze. Niektórzy posłowie z trzech frakcji prointegracyjnych bardziej niż zaleceniami frakcyjnymi będą kierować się interesem narodowym oraz tym, jaka będzie reakcja mediów i opinii publicznej w państwach, z których pochodzą. Czyli jak ich aktywność w PE wpływać będzie na krajową scenę polityczną. Bo przecież to w poszczególnych państwach są wybierani i to partia matka (czyli najczęściej jej przywódca) decyduje np. o tym, kto i na jakim miejscu znajdzie się na liście wyborczej w kolejnych wyborach… To, że budowanie większości w nowym PE będzie znacznie trudniejsze, może być widoczne już przy głosowaniu nad obsadą stanowiska przewodniczącego KE.

Poza skumulowanymi wynikami nie sposób nie dostrzec tego, co stało się w kilku państwach, tzn. dużego poparcia dla partii eurosceptycznych, zwanych też populistycznymi. Patrząc tylko na trzy największe państwa UE, chodzi o poparcie dla Alternatywy dla Niemiec, Braci Włochów oraz, przede wszystkim, Zjednoczenia Narodowego we Francji. Decydując się na rozwiązanie parlamentu i przyspieszone wybory, Emmanuel Macron zagrał jak hazardzista, bardzo wysoko. Jeśli ,,front demokratyczny” wyjdzie z tych wyborów wzmocniony, ruch prezydenta Francji zostanie uznany za genialny, a on sam będzie politycznie znacznie mocniejszy. W UE będzie najsilniejszym przywódcą politycznym. Otworzy mu to także możliwości chociaż częściowego podjęcia proponowanych wielokrotnie reform, zarówno we Francji, jak i w UE. Ale jeśli to Zjednoczenie Narodowe wygra, dla UE i dalszej integracji oznaczać to będzie oczekiwanie do wyborów prezydenckich we Francji w 2027 r. jak na zapowiedzianą katastrofę. Bardzo możliwy jest także wariant, w którym wyniki wyborów będą niejednoznaczne i niewiele rozjaśnią sytuację we Francji, tzn. Zjednoczenie Narodowe powiększy liczbę mandatów, ale nie na tyle, aby można to uznać za zdecydowany sukces partii Marine Le Pen. Ostateczna rozgrywka zostanie odłożona do wyborów prezydenckich, a do tego czasu Francja będzie trwać w swoistym stanie zawieszenia i oczekiwania, co będzie negatywnie wpływać na funkcjonowanie UE. Już kilka dekad temu Charles de Gaulle mówił, że trudno jest rządzić państwem, w którym produkuje się 246 gatunków sera. Od tego czasu tego sera jest chyba jeszcze więcej… 

Czytaj więcej

Prezydent Emmanuel Macron pisze do rodaków. Francję czekają trzy lata paraliżu?

A wracając jeszcze do tych igrzysk w Paryżu: jeśli w wyborach parlamentarnych we Francji Zjednoczenie Narodowe odniesie sukces, co oznaczałoby klęskę Emmanuela Macrona, to oczywiście Sekwana nadal będzie sobie płynąć, a wieża Eiffla zachwycać turystów. Ale atmosfera będzie jednak mocno zepsuta i nawet te igrzyska to już chyba nie będzie to…

Tomasz Kubin

Autor jest dr hab. nauki o polityce, prof. Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.

Po wyborach do Parlamentu Europejskiego opadł już kurz. Trzy partie ,,głównego nurtu”, które od zawsze dominowały politycznie w PE (i w ogóle w UE) utrzymały bezwzględną większość. Teraz jeszcze tylko właściciele i władcy UE dogadają się co do obsady kilku najważniejszych stanowisk w instytucjach UE (czyli która partia z którą pójdzie do łóżka, jak to sugestywnie ujął Timothy Garton Ash) i będą mogli rozjechać się na zasłużone wakacje i odpoczynek przed nowym sezonem politycznym. Negocjacje będą oczywiście bardzo przejrzyste i w pełni zrozumiałe dla unijnego suwerena, jak przystało na ,,drugą największą demokrację na świecie”, jak nazwał Unię szef Europejskiej Partii Ludowej Manfred Weber (,,Rzeczpospolita” z 17.06.2024). Ale lud i tak pewnie nie byłby za bardzo zainteresowany zbyt wnikliwą obserwacją politycznych gierek. Dla ludu są przecież igrzyska: najpierw mistrzostwa Europy w kopaniu piłki, a potem już dosłownie igrzyska, w Paryżu.

Pozostało 87% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Opinie polityczno - społeczne
Michał Wojciechowski: Drogi do sprawnego państwa
Opinie polityczno - społeczne
Paweł Łepkowski: Nie zgadzam się z Kamalą Harris, choć urzekła mnie jej osobowość
Opinie polityczno - społeczne
Warzecha: Profesor Bralczyk ma rację, mówiąc, że zwierzęta zdychają
Opinie polityczno - społeczne
Razem do rządu, skoro mają tyle uwag i cennych recept
Materiał Promocyjny
Mała Księgowość: sprawdzone rozwiązanie dla małych i średnich przedsiębiorców
Opinie polityczno - społeczne
Gra na dwóch amerykańskich fortepianach. Rząd musi rozmawiać z Donaldem Trumpem