To się nie mogło udać, tak jak nie udał się strajk wiosną 1988 roku w Nowej Hucie. Kim wtedy byliśmy? Kilkoma przetrzebionymi garstkami najtwardszych uparciuchów albo gorącogłowych radykałów zdolnymi, co najwyżej do publikowania mnóstwa niezależnych od siebie, ale zawsze marnie wydrukowanych pisemek. Nic więc dziwnego, że słabiutki strajk został rozbity ZOMO-wskimi pałkami, a niedobitki dzielnych radykałów chroniły się w pełnych sadzy kanałach kominowych. Wiedzieliśmy, że gospodarka się załamuje, państwo nie działa, różnego rodzaju placówki badawcze chętnie dzieliły się z opozycją alarmistycznymi prognozami, które potem wysyłano do najważniejszych osobistości z dopiskiem „ściśle tajne”; „byle tylko nie dowiedzieli się, że ja to ujawniłem” – dodawano. Ale czy wiedzą o tym najważniejsi SB-ecy i potrafią wyciągnąć wnioski? Czy wie naczalstwo w Moskwie? Czy nie lepiej im utopić to wszystko w niewielkiej kałuży krwi i przetrzymać paroksyzm bezsilnego wrzasku, jaki z tej okazji rozlegnie się w świecie?
„Polski statek odbił już od komunistycznego brzegu, ale noc jest ciemna, pogoda burzliwa, a załoga pijana”
4 czerwca polski statek odbił od komunistycznego brzegu
Więc dlaczego po kolejnym strajku w Gdańsku wszechmocny Kiszczak nie wypuszcza swojej watahy, tylko wzywa do rozmów i spotyka się z Wałęsą? „Lechu przekracza swoje kompetencje!” – oburzają się najgorętsi z gorącogłowych. – „Zebrać Komisję Krajową, tylko władza wybrana na zjeździe w 1981 roku jest prawowita, cóż z tego, że jej spora część rozpierzchła się po świecie?”. Jeszcze liczniejsi poszeptują z ucha do ucha: „To prowokacja czerwonego, chce, żebyście poszli do tych jawnych komitetów i komisji wyborczych, a wtedy znowu ogłosi stan wojenny i powybiera was jak ptaszki z gniazdka!”. Jeszcze inni – a wśród nich młody aktywista Bronisław Komorowski – powiadają chłodno: „Nie weźmiemy udziału w wyborach, bo dopuszczono tylko tę część opozycji, z którą władzy wygodniej”.
Czytaj więcej
Stany Zjednoczone zastosowały wobec Polski strategię, której celem było przyśpieszenie zmian poli...
Pamiętam, jak w tych niezapomnianych dniach niewielką grupką świeżo wychylonych z podziemia „solidaruchów” usiłowaliśmy na krakowskim Rynku rozruszać pierwszy legalny wiec przedwyborczy; ludzie – owszem – brali nasze ulotki, rozglądali się nieufnie i szli dalej, popatrując z ukosa, czy właśnie nie „rzucono” czegoś atrakcyjnego do opustoszałych sklepów. Entuzjazmu nie było. Właśnie tuż po wyborach zawsze nam życzliwy Timothy Garton-Ash pisał: „Polski statek odbił już od komunistycznego brzegu, ale noc jest ciemna, pogoda burzliwa, a załoga pijana”. A jednak zwyciężyliśmy…