Przypatrzmy się bowiem polityce nowego rządu – w dużej części kontynuuje linię poprzedniego. Zapora na granicy z Białorusią nie tylko nie została rozebrana, ale są zapowiedzi jej wzmocnienia – oczywiście by chronić nasz kraj przed działaniami Łukaszenki i Putina. Ludzie idący tamtędy do lepszego życia są przez Donalda Tuska nazywani dokładnie tak, jak byli określani przez Jarosława Kaczyńskiego – jako uczestnicy wojny hybrydowej, a nie biedne ofiary, którym trzeba pomóc.

Podobnie dzieje się w przypadku CPK – w kampanii jego budowa była przedstawiana przez ówczesną opozycję jako klasyczny przykład marnotrawstwa publicznych pieniędzy, ale dziś wygląda na to, że lotnisko powstanie, by służyć Polkom i Polakom. Politycy PiS mogą być dumni, że ich dzieło jest kontynuowane.

Czytaj więcej

Jak Tarcza Wschód ma zatrzymać wroga? Fortyfikacje na granicy z Rosją i Białorusią

Identycznie jak w przypadku transferów socjalnych obecna władza nie tylko ich nie ogranicza, ale raczej rozbudowuje. Słynny program 500+ został zamieniony na 800+ i nowy gabinet jest dumny ze swej prospołecznej polityki. Prowadzonej zresztą w bardzo pisowskim stylu – dziura budżetowa jest wszak w obecnym budżecie większa o 20 miliardów, niż zakładało PiS w swoim. Władza dogadza także sobie – zdaje się, że obecny rząd jest liczniejszy niż poprzedni.

Zmiany w wymiarze sprawiedliwości? Nie żartujmy. KRS ma się dobrze, a w rządzie trwają prace, krytykowane zresztą przez stowarzyszenia sędziowskie, jak zalegalizować tzw. neosędziów i usankcjonować ich obecność w instytucjach związanych z wymiarem sprawiedliwości. Kilkoro z najbardziej wyrazistych pałkarzy poprzedniej władzy zostało zdymisjonowanych, ale cała reszta trzyma się dobrze.

Po wyborach 15 października i zmianie władzy dominuje wrażenie kontynuacji procesu

O żadnej zmianie w kwestii praw reprodukcyjnych kobiet nie może być mowy. Po prostu – w koalicji nie ma zgody co do tego, jak owa zmiana miałaby wyglądać. Dodatkowo każdy ruch blokuje groźba ewentualnego weta prezydenta. Więc nikt w tej sprawie niczego nie rusza.

Podobnie jak w materii roli Kościoła w życiu społecznym. Niedawno dowiedzieliśmy się od przedstawicieli Trzeciej Drogi, że lekcje religii mają zostać w programach szkolnych – w dodatku w dotychczasowym wymiarze godzin. O likwidacji Funduszu Kościelnego nikt nawet nie mówi. Episkopat, który w swej większości przez ostatnie osiem lat popierał rząd PiS, może spać spokojnie – jego interesy są niezagrożone.

Czytaj więcej

Ks. prof. Dariusz Walencik: Duchowny powinien być poddany weryfikacji

Czy zatem naprawdę nic po 15 października się nie zmieniło? Aż tak to nie. Trzeba bowiem odnotować odblokowanie środków unijnych, kilka mniej znaczących reform, zmianę mediów publicznych, która zatrzymała nienawistny ściek płynący w nich za poprzedniej władzy. Ale dominującym wrażeniem jest proces kontynuacji.

Nie zauważamy tego zajęci medialnymi burzami, kłótniami posłów w studiach telewizyjnych, ich agresywnymi wpisami w mediach społecznościowych. Ludzie związani z nową władzą zajęli stanowiska w ministerstwach, urzędach wojewódzkich, w spółkach Skarbu Państwa. Dla nich zmieniło się wiele. Ale przeciętny obywatel musi się zadowolić zniesieniem prac domowych dla uczniów, częstszym używaniem feminatywów, brakiem obecności w mediach publicznych najbardziej znienawidzonych propisowskich propagandystów oraz obniżeniem VAT dla branży beauty.

Autor jest politologiem, prof. UŚ