Michał Szułdrzyński: Co sprawiło, że jesteśmy Zachodem

Popatrzmy na Serbię, Ukrainę czy Białoruś, by nabrać pokory i uznać, że wcale nie musiało się wydarzyć to, co się wydarzyło. Tymczasem Polska jest dziś wymieniana jako kraj, który skutecznie przeprowadził transformację, potrafił mądrze wykorzystać swoje członkostwo w UE. Wiele krajów byłego bloku wschodniego poradziło sobie znacznie gorzej niż my.

Publikacja: 30.04.2024 04:30

Michał Szułdrzyński: Co sprawiło, że jesteśmy Zachodem

Foto: PAP/Adam Guz

Największy cud związany z symboliczną datą 1 maja 2004 r. nie polegał wcale na tym, że otworzył się kurek z miliardami unijnych środków, które nie do poznania zmieniły nasz kraj. Kluczowa zmiana polegała na tym, że Polska na serio stała się częścią Zachodu, ponieważ zbudowała w kilka lat instytucje, które zachodni świat tworzył przez kilka stuleci. Począwszy od gospodarki opartej na wolnym rynku, przez liberalną demokrację, która gwarantowała prawa mniejszościom i zabraniała większości podejmować demokratycznie decyzji prowadzących do prześladowania mniejszych grup, aż po zasadę praworządności, która sprowadza się w największym uproszczeniu do niezależnego sądownictwa gwarantującego każdemu obywatelowi mechanizm obrony przed samowolą władzy. To właśnie możliwość egzekwowania wolności obywatelskich przed wszechwładzą rządu stała się fundamentem takich potęg, jak Stany Zjednoczone czy Wielka Brytania, w których kupiec mógł pozwać króla, jeśli ten nie wywiązał się z umowy. Te zasady sprawiły, że północ Europy pod względem zamożności i zaufania społecznego pozostawiła daleko za sobą południe kontynentu.

Jak mogła wyglądać nasza historia w XXI wieku? Popatrzmy na Serbię, Ukrainę, Białoruś

Do tego wszystkiego – jak zauważa ekonomista prof. Marcin Piątkowski – Polska wyszła z komunizmu jako dość egalitarne społeczeństwo, z dużą mobilnością społeczną i drzemiącym w narodzie wielkim duchem przedsiębiorczości, który uwolniony w 1989 r. stał się podglebiem do tego, że potrafiliśmy tak dobrze wykorzystać szansę, jaką dało nam członkostwo w Unii Europejskiej.

W ciągu kilku lat przygotowań do akcesji przyjęliśmy najlepiej sprawdzone wzorce ustrojowe i prawne. Szukanie za wszelką cenę swojskości, naszości, jakiejś słowiańskiej wersji modernizacji mogłoby się skończyć geopolityczną katastrofą

Dla mnie to wielka lekcja pokory. Bo choć duża część środowisk konserwatywnych zżymała się na proces „kseromodernizacji” po 1989 r., który polegał na kopiowaniu zachodnich rozwiązań ustrojowych, choćby równowagi i kontroli władz, to na końcu okazało się to nadzwyczaj skuteczne. W ciągu kilku lat przygotowań do akcesji wykorzystaliśmy rentę zapóźnienia polegającą na tym, że przyjęliśmy najlepiej sprawdzone wzorce ustrojowe i prawne, podobnie jak zbudowaliśmy w pełni scyfryzowany sektor bankowy, telekomunikacyjny itd. Szukanie za wszelką cenę swojskości, naszości, jakiejś słowiańskiej wersji modernizacji mogłoby się skończyć geopolityczną katastrofą. Dość zobaczyć, jak trudno w krajach, które szukały słowiańskiej odrębności, zdecydować o kursie na Zachód. Popatrzmy na Serbię, Ukrainę czy Białoruś, byśmy nabrali pokory i uznali, że wcale nie musiało się wydarzyć to, co się wydarzyło, a Polska jest dziś wymieniana na świecie jako kraj, który skutecznie przeprowadził transformację, który potrafił mądrze wykorzystać swoje członkostwo w UE. Wiele, wiele krajów byłego bloku wschodniego poradziło sobie znacznie gorzej niż my.

Czytaj więcej

Marcin Piątkowski: Polska musi dziś przycisnąć pedał gazu, inaczej nigdy nie dogoni Zachodu

Jak dzięki UE uniknęliśmy korupcji i oligarchii

Weźmy choćby korupcję – mechanizm, który w naszej części Europy uchodził za coś oczywistego. Podobnie jak oligarchiczny system, który pozory wolnego rynku sprowadza do oligopolu, gdzie grupy polityczne dzielą się wpływami w sektorach – jeden brał stal, inny budowę dróg, jeszcze inny telekomunikację, kolejny banki i tak pozory kapitalizmu służyły wzmacnianiu układów nieformalnych zamiast społeczeństwu, by zwiększała się szansa każdego obywatela na równy start i wzięcie udziału w społecznym wyścigu.

Kłopot w tym, że ten zestaw norm i wartości wcale nie jest w polskiej polityce traktowany przez wszystkie siły jako oczywisty i potrzebny. A w związku z tym nasza instytucjonalna przynależność do świata Zachodu nie może być traktowana jako coś danego raz na zawsze. Oczywiście możemy, a nawet powinniśmy, brać udział w dyskusjach na temat przyszłości Unii, krytykować pewne jej posunięcia, walczyć o swoje interesy. Ale zawsze należy pamiętać, że są to normy i zasady, które przyjęliśmy, wchodząc do UE, i które sprawiły, że staliśmy się Zachodem.

Największy cud związany z symboliczną datą 1 maja 2004 r. nie polegał wcale na tym, że otworzył się kurek z miliardami unijnych środków, które nie do poznania zmieniły nasz kraj. Kluczowa zmiana polegała na tym, że Polska na serio stała się częścią Zachodu, ponieważ zbudowała w kilka lat instytucje, które zachodni świat tworzył przez kilka stuleci. Począwszy od gospodarki opartej na wolnym rynku, przez liberalną demokrację, która gwarantowała prawa mniejszościom i zabraniała większości podejmować demokratycznie decyzji prowadzących do prześladowania mniejszych grup, aż po zasadę praworządności, która sprowadza się w największym uproszczeniu do niezależnego sądownictwa gwarantującego każdemu obywatelowi mechanizm obrony przed samowolą władzy. To właśnie możliwość egzekwowania wolności obywatelskich przed wszechwładzą rządu stała się fundamentem takich potęg, jak Stany Zjednoczone czy Wielka Brytania, w których kupiec mógł pozwać króla, jeśli ten nie wywiązał się z umowy. Te zasady sprawiły, że północ Europy pod względem zamożności i zaufania społecznego pozostawiła daleko za sobą południe kontynentu.

2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Opinie polityczno - społeczne
Jacek Nizinkiewicz: Dlaczego PiS chce ukryć problemy, których lawinowo przybywa
Opinie polityczno - społeczne
Zuzanna Dąbrowska: Odwołana rewolucja w KRS
Opinie polityczno - społeczne
Łukasz Warzecha: Kto tu jest populistą?
Opinie polityczno - społeczne
Ks. Mirosław Tykfer: Na granicy z Białorusią wciąż umierają ludzie
Opinie polityczno - społeczne
Jan Zielonka: O co chodzi w wyborach do europarlamentu