W wyborach samorządowych lewica nie wygrała ani wśród kobiet, ani wśród robotników, a wydawać by się mogło, że rozpoznaje te grupy jako swój naturalny i pewny elektorat. Mnóstwo uwagi poświęca prawom kobiet, ale przecież też wspierała regularnie protestujących pracowników (np. Solarisa czy firmy Paroc w Trzemesznie) i adresuje przekaz właśnie do nich: sprawiedliwe podatki, czterodniowy tydzień pracy, dostępne usługi publiczne i mieszkalnictwo komunalne.
Czytaj więcej
Po wyborach samorządowych Lewica zostaje z pytaniem: po co być drugą, tylko nieco bardziej lewicową PO? Ktoś powie, że „lewicy ludowej”, pozycjonuj...
„Dlaczego przedstawiciele klasy pracującej głosują na polityków, którzy dbają przede wszystkim o interesy bogaczy i korporacji?” – pytał w książce „Gniew” dr Tomasz Markiewka, przyglądając się temu, co amerykańscy badacze, tacy jak Arlie Russell Hochschild i Robert Frank, nazwali „wielkim paradoksem”.
Lewica ofiarą transformacji ustrojowej?
Dlaczego socjaliści mogą rządzić w Hiszpanii, a nie w Polsce? Dlaczego socjalistyczny program może być realizowany w krajach skandynawskich (słynny „szwedzki socjal”), ale nie nad Wisłą? Jestem historyczką, więc odpowiedzi na pytania o współczesność szukam w przeszłości. I myślę, że chodzi o kształt transformacji ustrojowej (nie przeszły jej – bo nie musiały – Hiszpania czy Szwecja).
Lewica bez wątpienia popełnia większe i mniejsze błędy. Ale nie mam zielonego pojęcia, co ma robić
To nie jest kraj dla lewicy. Od 1989 roku ziemię, na której sadzić mogłaby lewica, posypuje się solą. Zaczynając od tego, że z historii Solidarności wygumkowano socjalne postulaty, a kończąc na – przerywanym dziś – zmilczeniu społecznych konsekwencji transformacji lub tłumaczeniu błędów brakiem zaradności pracowników i pracowniczek likwidowanych zakładów i PGR-ów. Promowany był wyścig szczurów, amerykański sen po polsku, kult harówki, stąd też m.in. brak czułości na problemy mieszkaniowe („Nie załatwiłeś sobie, to nie masz”) czy narzekanie na to, że młodzi nie chcą pracować 24 godziny na dobę przez siedem dni w tygodniu, co nazywa się „postawą roszczeniową”.
Co pozostaje lewicy
Lewica bez wątpienia popełnia większe i mniejsze błędy. Ale nie mam zielonego pojęcia, co ma robić. Wiem za to coś innego: już dawno przestałam denerwować się na pogodę, nie mam przecież na nią żadnego wpływu i nie mogę jej zmienić. Może więc nie pozostaje nic innego, jak przestać „płakać pięścią w stół” i frustrować się wynikiem lewicy, a tym samym przyjąć, że ani nie będzie mieć lepszego wyniku, ani nigdy nie będzie tu rządzić, a przynajmniej nie w ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat.