Marek Migalski: Relacje wyborcy z partią są jak relacje kibica z klubem sportowym

Politycy PiS ślą skargi do unijnych instytucji, skarżąc się i prosząc o interwencję w sprawach praworządności. To wypisz wymaluj retoryka przeniesiona z marszów KOD z 2016 czy 2017 roku. Nie można nie uśmiechać się, widząc tę parodię protestów.

Publikacja: 14.02.2024 03:00

Szymon Hołownia

Szymon Hołownia

Foto: Krzysztof Kaniewski/REPORTER

Bardzo zabawną jest zmiana retoryki, która zaszła w elektoratach opozycji i rządu. Ten pierwszy, dziś skupiony przede wszystkim wokół PiS, wykrzykuje na ulicznych demonstracjach hasła w obronie konstytucji, wolnych mediów, praworządności. Politycy tej formacji ślą skargi do unijnych instytucji, skarżąc się i prosząc o interwencję w sprawach praworządności. To zaś, co najbardziej boli wyborców PiS to – jak sami mówią – wszechogarniające kłamstwo i buta władzy. To wypisz wymaluj retoryka przeniesiona z marszów KOD z 2016 czy 2017 roku. Nie można nie uśmiechać się, widząc tę niezamierzoną parodię ówczesnych protestów.

Jak prawnicy wymyślają usprawiedliwienia działań rządu

Ale i druga strona dostarcza powodów do zabawy, bo najwybitniejsi prawnicy związani z opozycją sprzed 15 października wymyślają na potrzeby usprawiedliwienia obecnych działań rządu takie konstrukcje prawne jak „samoobrona konstytucji” oraz piszą o tym, że duch prawa jest ważniejszy niż jego litera. Obrońcy gabinetu Donalda Tuska powołują się na wolę suwerena, przypominają, że ma prawo do swoich działań, bo stoi za nim większość sejmowa i że opozycja może sobie urządzać kraj, gdy wygra wybory. Choć przeszkadzała im dziura budżetowa za rządów Mateusza Morawieckiego, to już nie odczuwają dyskomfortu, widząc, że obecna jest większa o 20 miliardów; oburzała ich duża liczba wiceministrów w poprzednim gabinecie, ale obecnie usprawiedliwiają podobną liczbę koalicyjnym charakterem rządu. I tak dalej.

Czytaj więcej

Michał Szułdrzyński: Jarosław Kaczyński straszy politycznymi zabójstwami. Po ludzku smutne, a dla Polski szalenie niebezpieczne

Jak głosi internetowy slogan – mnie śmieszy. Ale wiem, że większość ludzi nie widzi w tym niczego śmiesznego, bo sama uczestniczy w tej oczekiwanej zmianie ról. Pisałem kilka tygodni temu w „Rzeczpospolitej”, dlaczego tak się dzieje. To wynik procesu polegającego na tym, że o ile kiedyś relacja wyborcy do partii przypominała stosunek klienta do restauracji (porównywał ofertę, obsługę, jakość usług i zmieniał swoje wybory w zależności od tego, co uznał za stosowne), o tyle obecnie jest to relacja kibic–ukochany klub sportowy (czyli bycie na dobre i na złe, bez względu na jakość gry, faule popełnianie przez ulubionych zawodników, obsługę stadionową i wyniki zespołu). W wyniku tego zjawiska to nie partie stały się obecnie naszymi reprezentantami, lecz to my zostaliśmy reprezentantami poszczególnych partii. Wyjaśniałem przyczyny tej zmiany i wskazywałem na główne źródła tego fenomenu.

Petryfikacja postaw

Właśnie on stoi za przyjęciem przez elektoraty obu stron polskiego sporu politycznego języka swych przeciwników. Przyjęcia bezproblemowego i bezrefleksyjnego. Jakie są i będą skutki tego procesu? Petryfikacja postaw politycznych. Bo trzeba to sobie uświadomić – ta zamiana ról wiąże bardzo mocno wyborców z partiami politycznymi i co rusz ekscytujące opinię publiczną sondaże, w których jedna formacja nagle gwałtownie spada, a inna rośnie w siłę, nie odpowiadają prawdzie. W rzeczywistości elektoraty dość wiernie tkwią przy swych ugrupowaniach i nie zmieniają swych preferencji co kilka tygodni.

Spodziewany trend wzrostowy dla partii rządzących będzie powolny i mozolny, a nie taki, jak wskazują niektóre sondażownie. To już tak nie działa.

Jedynym procesem, który będziemy obserwować, to powolny, bardzo powolny, wzrost notowań głównej formacji rządzącej, czyli PO/KO. Związane jest to z dwoma zjawiskami. Po pierwsze, z naturalną, wynikającą z naszej ewolucyjnej przeszłości chęcią przyłączania się do silniejszych. Kiedyś odbywało się to w stadzie, gdy nowy osobnik alfa był częściej iskany przez innych członków grupy. Dziś w polityce objawia się to prawie każdorazowym wzrostem popularności ugrupowań, które przejęły władzę. Po drugie, z błędnej i nieudolnej strategii PiS po wyborach (obrona Wąsika i Kamińskiego, retoryka stanu wojennego, torturowanych więźniów politycznych, możliwych zabójstw politycznych, zamiast rozmowy o ważnych społecznie sprawach).

Ale ów spodziewany trend wzrostowy dla partii rządzących będzie – jak wspomniałem – powolny i mozolny, a nie taki, jak wskazują niektóre sondażownie. Tak to już nie działa. Kibice są wierni swoim klubom i nie zmieniają ich tak szybko, jak kiedyś ulubione restauracje. Trzeba to sobie uświadomić. Oraz bawić się zamianą języka i retoryki, którą zafundowały sobie i nam elektoraty władzy i opozycji.

Autor jest politologiem, prof. UŚ

analizy
Lewica przed największym wyzwaniem od lat. Przez Tuska straciła powagę
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Opinie polityczno - społeczne
Elżbieta Puacz: Od kiedy biologicznie zaczyna się życie człowieka i co to oznacza w kwestii aborcji
felietony
Marek A. Cichocki: Czy nowy globalny sojusz Chin, Iranu i Rosji zrzuci Amerykę z piedestału?
Opinie polityczno - społeczne
Jerzy Haszczyński: Po irańskim ataku na Izrael. Wielkiej wojny, na razie, nie będzie
Opinie polityczno - społeczne
Paweł Łepkowski: Aborcja od 50 lat dzieli Amerykę na dwa wrogie obozy