Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)
Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:
- codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
- pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
14 grudnia br., demonstracja zwolenników Saakaszwilego przed sądem w Tbilisi
Kilka dni temu czołowy rosyjski propagandysta Władimir Sołowiow opublikował nagrania, na których siwy mężczyzna z trudem przemieszcza się po pokoju przy pomocy balkonika, siedzi półnagi, telepie się i rzuca jakimiś przedmiotami, a później spada z łóżka na podłogę. Ten widok sprawia Kremlowi przyjemność. Na nagraniu – były prezydent Gruzji Micheil Saakaszwili, niegdyś najbardziej znienawidzony przez Putina przywódca na postradzieckiej przestrzeni.
Nie opuścił kraju, gdy w 2008 roku wdarli się tam Rosjanie i znajdowali się w odległości kilkudziesięciu kilometrów od stolicy. Nie miał militarnej siły, by zbrojnie wypędzić najeźdźców. Zadzwonił więc do polskiego prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który w towarzystwie przywódców Ukrainy, Łotwy, Litwy i Estonii udał się do Tbilisi. Niewykluczone, że to pomogło uratować niepodległość państwa gruzińskiego. A Saakaszwili został najbardziej rozpoznawalnym Gruzinem na świecie. W najnowszej historii tego kraju taką popularnością mógł cieszyć się jedynie Eduard Szewardnadze, ostatni szef dyplomacji ZSRR, a później prezydent Gruzji. Zmuszony do odejścia z polityki przez Saakaszwilego podczas „rewolucji róż” w 2003 roku.
Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)
Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji: