Barwny świat zalewa, dominuje, zagłusza myśli, ale przede wszystkim zaciera obraz kochanego miasta moich dzieciństwa i młodości. Czasami próbuję je desperacko odnaleźć. Pieczołowicie szukam śladów tamtego Krakowa, który uwielbiał ustawiać się sztorcem wobec komunistycznej władzy, a w sporej przestrzeni między budynkami uniwersytetu, redakcją „Tygodnika Powszechnego" ?i Piwnicą pod Baranami zostawiał tyle kątów dla ludzi inaczej myślących. Może rzeczywiście był nieporządny, może bardziej szary od dzisiejszego, bez sprawnie funkcjonującej komunikacji, upstrzony przez gołębie, ale miał jednak swoją przekorną duszę, szczycił się Skrzyneckim, Kantorem i Turowiczem, Szymborską i Miłoszem. To miasto, w którym byli ludzie, z którymi można się było zgadzać lub nie, ale poruszali wyobraźnię i inteligencję Polski, Europy i świata.