Reklama

Gaszenie pożaru w polskiej motoryzacji

Polski rząd zauważył, że branża motoryzacyjna pogrążona jest w kryzysie.
Andrzej Krakowiak

Andrzej Krakowiak

Foto: Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek

Można nawet dość dokładnie określić moment, kiedy do tego oświecenia doszło – w ubiegły piątek wczesnym popołudniem. To właśnie wtedy Fiat poinformował, że zatrudnienie straci 1,5 tys., czyli jedna trzecia, pracowników zakładu w Tychach.

Nowy wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński przejął się tym tak bardzo, że jeszcze w trakcie weekendu zapowiedział na swoim blogu zdecydowaną reakcję: pilne rozpatrzenie sprawy na wtorkowym posiedzeniu rządu, równie pilne spotkanie z branżą samochodową oraz – a jakże, pilne – rozważenie narzędzi wsparcia, aby powstrzymać zwolnienia grupowe w sektorze.

Na skuteczną pomoc może być jednak za późno. Polski rząd powinien zdecydowanie walczyć, kiedy włoska spółka ogłosiła w połowie 2010 roku plany przeniesienia produkcji pandy, czyli największego hitu tyskiego zakładu, z Polski do Włoch. Tym bardziej że wiadomo było (nie kryli tego nawet szefowie koncernu), że decyzja jest polityczna, nie biznesowa.

Kiedy w 2007 roku kryzys uderzył w światową motoryzację, trzeba było przygotować spójny program wsparcia i promocji inwestycji w sektorze, który przyciągałby producentów uciekających ze zbyt drogiej Europy Zachodniej do Polski. Strategii takiej zabrakło, więc nowe inwestycje i miejsca pracy trafiły do Czech, na Słowację, Węgry czy do Rumunii.

Kryzys w motoryzacji, znacznie głębszy i bardziej długotrwały niż prognozowano, nie jest wyłącznie naszym problemem, to zjawisko globalne. Polska jest małym, i niewiele znaczącym, elementem światowej układanki. Dlatego trudno sobie wyobrazić działania rządu, które skutecznie ożywiłyby rodzimą branżę. Należy oczywiście szukać ratunku dla sektora dającego pracę 140 tys. osób, ale z głową. Największe nawet dopłaty do kupna nowych aut nad Wisłą nie uratują etatów w firmach, które niemal 100 proc. produkcji sprzedają za granicą.

Reklama
Reklama

Wicepremier Piechociński ma dziś przedstawić swoje pomysły na wsparcie motoryzacji. Liczy, że rząd od razu podejmie „stosowne decyzje" w tej sprawie. Pośpiech sugeruje, że znowu – jak wielokrotnie w przeszłości – ewentualne działania niewiele będą miały wspólnego z przemyślaną strategią dla sektora i pomysłem na jego rozwój w trudnych czasach. Bardziej będą przypominać gaszenie pożaru. Miejmy nadzieję, że po jutrzejszym posiedzeniu rządu nie okaże się, że użyto do tego benzyny.

Opinie Ekonomiczne
Eksperci: Pora na dojrzałą, ponadpartyjną rozmowę o systemie zakupów obronnych
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX w Warszawie
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Mount Rushmore póki co czeka
Opinie Ekonomiczne
Krzysztof Adam Kowalczyk: Co zastąpi monopolowe
Materiał Promocyjny
Arabia Saudyjska. W krainie gościnności
Opinie Ekonomiczne
Szomburg: Jak zachować podmiotowość wobec geopolityki siły i technodominacji?
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama