Reklama
Rozwiń
Reklama

Bankowe mamuty jednak nie wyginą

Mimo że oficjalnie ogłoszono w USA i Europie powstanie proceduru porządkowanych upadków wielkich międzynarodowych banków, inwestorzy w to nie wierzą – pisze ekonomista.
Andrzej Sławiński prof. SGH i były członek Rady Polityki Pieniężnej

Andrzej Sławiński prof. SGH i były członek Rady Polityki Pieniężnej

Foto: PARKIET

Przed globalnym kryzysem bankowym, który zaczął się latem 2007 r., wierzono, że szybkie rozrastanie się w Europie wielkich holdingów finansowych (nazywanych popularnie bankami uniwersalnymi) wzmocni strefę euro, ponieważ przyczyni się – jak zakładano – do integracji jej gospodarek. Politycy pokochali tę wizję, skoro mówiono im, że coś, czego chcieli – czyli szybka integracja strefy euro – zrobi się sama.

Mówiono im także, że wielkie holdingi finansowe będą instytucjami wyjątkowo bezpiecznymi, ponieważ będzie je stać na utrzymywanie dużych departamentów zarządzania ryzykiem. Zatrudnieni w nich najlepsi specjaliści mieli dostosowywać wielkość potencjalnych strat do wielkości kapitałów banków, co miało trwale odsunąć ryzyko ich bankructw. Wiara w to wszystko była tak silna, że dużym bankom pozwalano tworzyć własne modele szacowania ryzyka i w praktyce im samym decydować o tym, ile potrzebują kapitału. Z jednej tylko rzeczy banki raczej się nie zwierzały: że utrzymywały nie więcej kapitału, niż było trzeba na dobre czasy. Zakładały, że w czasach złych (kryzysowych) użyją zwyczajowo swojej Wunderwaffe – pieniędzy podatników.

Pozostało jeszcze 88% artykułu

-50% na pakiet subskrypcji RP.PL z NYT!

Skorzystaj z wiosennej promocji i ciesz się dwoma dostępami do najbardziej zaufanych źródeł informacji.

Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.

Kliknij i przejdź do szczegółów

Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama