Gdy cena diesla niebezpiecznie zbliżyła się do psychologicznej granicy 10 zł za litr, stało się to dla szefa rządu tykającą bombą – zarówno polityczną, jak i gospodarczą. Polityczną, bo ON i benzyna – w przeciwieństwie np. do chleba czy wędlin – to towar mocno wystandaryzowany, którego cenę łatwo zapamiętać i porównywać ze stawkami z przeszłości, a to działa na wyobraźnię wyborców.
Czytaj więcej
Obecnie kierowcy płacą średnio za litr oleju napędowego 8,69 zł, co jest rekordową ceną, odkąd mierzy je portal e-petrol.pl. Mocno zdrożały też ben...
50-proc. skoku stawek diesla i benzyny Donald Tusk nie mógł więc ignorować. Zwłaszcza że nic nie wskazuje na to, by walczący prezydent Trump i reżim ajatollahów szybko wrócili do rozumu i przerwali bezsensowną wymianę ciosów, która żadnej ze stron nie przynosi korzyści, a świat wpycha w kryzys energetyczny podobny do tego z lat 70. W wymiarze politycznym Tusk nie miał więc wyjścia i musiał sięgnąć po narzędzia, które są w jego zasięgu.
Bolesna dziura w budżecie
Obniżka akcyzy i VAT na paliwa i rezygnacja z części dochodów budżetu są jednak dla państwa bolesna. Deficyt finansów publicznych przekracza 6 proc. PKB i każdy utracony z powodu obniżki podatków złoty to złoty, którego nie będziemy mogli wydać na ochronę zdrowia czy obronność.
I dodajmy, że to złoty po wymianie na dolary trafiający na konta zagranicznych producentów ropy naftowej. A ich rząd Polski nie obciąży przecież podatkiem od zysków nadzwyczajnych.
Co gorsza z „czasowych” obniżek podatku trudniej się wycofać, niż je wprowadzić. W 2027 r. będą wybory, więc jeśli wojna w Zatoce Perskiej potrwa wiele miesięcy, napięcia budżetowe będą tylko rosły.
Czytaj więcej
CPN to najbardziej masywna propozycja, jaką można sobie wyobrazić, jeśli chodzi o naszą interwencję w kwestii wzrostu cen paliw – oświadczył premie...
Co z oszczędzaniem paliw?
Cięcie podatku i sztuczne obniżanie ceny oznaczają też ograniczenie motywacji do oszczędzania paliwa przez konsumentów. W czasie kryzysu energetycznego to ryzykowna strategia.
Wojna w Zatoce z dnia na dzień pozbawiła przecież świat aż jednej piątej dostaw ropy naftowej. Biorąc pod uwagę zniszczenia wojenne w instalacjach naftowych w tamtym regionie, światowy deficyt paliw potrwa miesiące, albo i lata.
Może więc lepiej uświadomić konsumentom, że paliwa długo pozostaną drogie i pora je oszczędzać, np. przesiadając się z osobówki do transportu publicznego?
Inflacja przeniesiona w czasie
W trakcie i po pandemii rząd PiS ćwiczył „czasową”, bardzo kosztowną dla państwa, obniżkę podatków na żywność i paliwa, a także mrożenie cen energii, z których z przyczyn politycznych trudno mu się było wycofać.
Bo tamta i obecna obniżka to tylko „ścięcie” aktualnego poziomu inflacji i przeniesienie go w przyszłość. Rozbrajając więc z wyprzedzeniem tę gospodarczą bombę, dziś być może fundujemy sobie kłopoty w przyszłości.
A może akcja CPN jest przedwczesna?
Zwłaszcza że przed wybuchem wojny w Zatoce inflacja w kraju była poskromiona. W lutym sięgała 2,1 proc. r/r, a więc nawet poniżej celu inflacyjnego NBP wynoszącego 2,5 proc.. W piątek dowiemy się, jak bardzo z powodu eksplozji cen paliw wzrosła w marcu.
Zdaniem ekonomistów mamy tu pewien zapas i jeśli drogie paliwa nie zakorzenią się w cenach innych produktów, to inflacja może w perspektywie kilku miesięcy sięgnąć około 3,5 proc.. A to jest na skraju przedziału tolerancji banku centralnego.
To o tyle prawdopodobne, że od poprzedniej erupcji inflacji, która zaledwie trzy lata temu sięgnęła 18,4 proc., konsumenci nie szaleją z wydatkami i odkładają na czarną godzinę.
Ryzykowne „ulepszanie” rynku
Rząd wprowadza przy tym urzędową kontrolę cen paliw, a wyłączanie mechanizmów rynkowych jest zawsze ryzykowne. Przekonał się o tym w czasie pandemii Viktor Orban, a przed wyborami w 2023 r. Daniel Obajtek. W obu przypadkach ręczne ograniczanie cen benzyny i diesla skończyło się brakami na stacjach.
Oby więc skrót hasła tej akcji „Ceny Paliwa Niżej” nie stał się niezamierzonym proroctwem. Starsi z naszych czytelników na pewno pamiętają PRL i kolejki do suchych dystrybutorów na stacjach CPN.
Czytaj więcej
Orlen zaleca podobno stacjom benzynowym, żeby nie informowały o brakach paliwa – tylko o "awariach". Firma w odpowiedzi na nasze pytanie potwierdzi...