Wieczór, środek tygodnia, stacja benzynowa po prawej stronie Wisły w Warszawie. Pustki przy dystrybutorach. Na „witaczu” 7,74 zł za litr diesla. W weekend 8,04 zł, w poniedziałek już 8,64 zł, a we wtorek 8,89 zł za litr „zwykłego” ON. Ten „premium” w poniedziałek przebił barierę 9 zł, a dzisiaj, czyli we wtorek drażni ceną 9,29 zł/l. I nic dziwnego, skoro w piątek ceny diesla cargo pobiły rekord w Europie. Polscy kierowcy jakby słabiej cisną pedał gazu. Jeszcze 50 groszy, a stanie się cud i zaczną przestrzegać limitu 50 km/h.
Na ustach świata wąska, ledwo 30-kilometrowa cieśnina Ormuz. Wszyscy przypominają sobie lekcje geografii, z których Donald Trump najwyraźniej zwagarował. Inaczej przecież nie rozpocząłby „wojny bez strategii” jak nazwał ją „The Economist”. To było do przewidzenia, że Iran w odwecie bez trudu zatka tam globalny kanister, jakim jest Zatoka Perska, podbijając ceny paliw – od Tokio, przez Warszawę, po Waszyngton i Los Angeles.
Czytaj więcej
Analitycy Oxford Economics wskazują, że m.in. w strefie euro może dojść do „łagodnej” recesji, jeśli kryzys naftowy w Zatoce Perskiej się przedłuży...
Kryzys energetyczny zagląda światu w oczy
Ropa szaleje. Na wykresie co chwila jak nie 90, to 120 czy 105 dol. Baryłka za „przedwojenne” sześćdziesiąt parę dolarów to już tylko rzewne wspomnienie. Gaz, którego skroplona wersja nie może się wyrwać z Kataru w świat, też mocno w górę.
Kryzys energetyczny zagląda światu głęboko w oczy. Już drugi raz, zaledwie cztery lata po ataku Putina na Ukrainę. Tymczasem Hiszpania, którą wyśmiewano rok temu po blackoucie, który zaczął się od „niestabilnej” fotowoltaiki, właśnie dzięki niej może gwizdać na kryzys. Tylko w 7 proc. jej energetyka jest zależna od gazu, a nie w 90 proc., jak równie mocno skąpana w słońcu Italia.