Reklama

Prof. Sławiński: Papierowe zyski i straty banków centralnych

Trudno o bardziej zmistyfikowany temat niż zyski i straty banków centralnych. Nieomal nic tu nie jest takie, jak się często sądzi.

Publikacja: 14.01.2026 10:12

Prof. Sławiński: Papierowe zyski i straty banków centralnych

Foto: AdobeStock

Już samo przywiązywanie nadmiernej wagi do wyniku finansowego banku centralnego sprowadza na mylne tropy. To jak sugerowanie, że w działalności straży pożarnej najważniejszy jest jej wynik finansowy.

Przywilej emisji płynnych rezerw

Każdy ekonomista monetarny powie, że straty banków centralnych nie mają większego praktycznego znaczenia, ponieważ banki te mają prawo do nieograniczonej emisji płynnych rezerw, będących prawnie obowiązującym środkiem płatniczym w rozliczeniach międzybankowych. Przywilej ten zapewnia bankom centralnym możliwość finansowania swojej działalności nawet wtedy, gdy ich straty są tak duże, że pozbawiają je kapitału.

Rynki finansowe zdają sobie z tego sprawę. Dlatego nie doliczały premii za ryzyko do stóp dochodowości obligacji skarbowych krajów, w których banki centralne całymi latami miewały ujemne kapitały – tak było w Szwajcarii, Czechach, Izraelu, Meksyku i Chile.

Co zrobić, by w przypadku rezerw walutowych były przekazywane do rządu tylko zyski zrealizowane, a nie papierowe

Inwestorzy nie ekscytują się stratami banków centralnych także dlatego, że wiedzą z własnego doświadczenia, iż papierowe (bilansowe) straty zmieniają się w rzeczywiste (zrealizowane) dopiero, gdy dana instytucja jest zmuszona sprzedać aktywa, których cena spadła. A bank centralny nie musi niczego sprzedawać, skoro sam emituje środki płatnicze finansujące jego działalność. Może poczekać (czasem długo) aż wartość jego aktywów ponownie wzrośnie, dzięki czemu saldo rachunku rewaluacyjnego, stanowiące część kapitału banku centralnego, przestanie świecić na czerwono.

Reklama
Reklama

Same banki centralne inaczej na to patrzą. Boją się, że ich duże i długotrwałe straty mogą osłabić zaufanie do nich opinii publicznej, co politycy mogą wykorzystać, by ograniczyć ich niezależność. Banki centralne obawiają się tego tym bardziej, że księgowa wielkość ich strat przyprawia czasami o zawrót głowy.

Pieniądze z helikoptera

Na dobrą sprawę zyski i straty banków centralnych nie powinny być jakieś strasznie duże, skoro powinny odzwierciedlać głównie różnicę pomiędzy wielkością dochodów odsetkowych z aktywów i kosztów oprocentowania pasywów. Dlaczego więc słyszymy, że wyniki finansowe banków centralnych albo pną się ostro w górę albo spadają w dół jak diabelska kolejka w parku zabaw?

Banki centralne komunikują nam, że ważną tego przyczyną są rewaluacje wartości ich zagranicznych aktywów i pasywów w wyniku zmian kursowych. To jednak, co słyszymy, jest logiczne z punktu widzenia zasad rachunkowości, ale nieintuicyjne z ekonomicznego punktu widzenia. Trudno kwestionować fakt, że spadek kursu waluty krajowej przynosi bankowi centralnemu papierowe zyski, ponieważ rośnie wartość księgowanych w walucie krajowej rezerw walutowych. Są to jednak tylko zyski bilansowe, które nie wynikają z rzeczywistego zwiększenia się strumieni dochodów. Przekazywanie ich do budżetu jest w istocie niczym innym jak zrzucaniem pieniędzy z helikoptera.

Kolejnym ważnym, obok umocnienia waluty krajowej, pożeraczem zysków banków centralnych okazały się koszty programów QE

Co zrobić, by w przypadku rezerw walutowych były przekazywane do rządu tylko zyski zrealizowane, a nie papierowe – wynikające ze spadku kursu waluty krajowej? Może po prostu zyski te powinny być przekazywane do budżetu w walutach obcych. W końcu rząd ma także wydatki dewizowe. Ktoś powie od razu, że to niemożliwe z punktu widzenia obowiązujących zasad księgowości. Niemniej samo stwierdzenie tej niemożności pokazuje, jak zniekształcający jest wpływ różnic kursowych na wyniki finansowe banków centralnych.

QE na koszt podatnika

Kolejnym ważnym, obok umocnienia waluty krajowej, pożeraczem zysków banków centralnych okazały się koszty programów QE. Przyczyną jest to, że jeśli banki centralne kupują obligacje skarbowe od banków komercyjnych, to płacą im kreowanymi przez siebie płynnymi rezerwami, z których dużą część banki komercyjne zostawiają na swych rachunkach bieżących w banku centralnym. Płacone im z tego tytułu oprocentowanie zwiększa koszty banków centralnych i zmniejsza ich zyski przekazywane do budżetu. Pokazuje to wyraźnie, że programy QE są realizowane na koszt podatników.

Reklama
Reklama

Stało się to szczególnie widoczne w latach 2023-2024, gdy na skutek wzrostu inflacji rynkowe stopy procentowe przewyższyły oprocentowanie obligacji, które banki centralne kupiły wcześniej w ramach QE. W efekcie tej sytuacji koszty oprocentowania płaconego bankom komercyjnym stały się dużo większe niż dochody odsetkowe banków centralnych z ich portfeli obligacji. Bilanse banków centralnych zaczęły świecić czerwienią ponoszonych strat. Powiększało je to, że wzrost rynkowych stóp procentowych powodował, z natury rzeczy, także spadek cen posiadanych przez banki centralne obligacji.

Można by pomyśleć, że to bardzo zła wiadomość dla rządów, które musiałyby zacząć myśleć o dokapitalizowaniu banków centralnych. Jednak w bilansach EBC i Rezerwy Federalnej katastrofy nie widać. Zwiększyły się jedynie pozycje określone jako „przychody przyszłych okresów” (ang. deferred asset). Reprezentują one dochody, które EBC i Rezerwa Federalna osiągną w przyszłości, by pokryć dzisiejsze skumulowane straty.

Oba banki centralne są krytykowane, że nie wykazują swoich strat w otwarty sposób. Krytyka ta jest uzasadniona, ale – z drugiej strony – skoro banki centralne mają przywilej emisji płynnych rezerw i mogą przeczekać okres ponoszenia strat, to trudno powiedzieć, że tego rodzaju zapisy księgowe zupełnie nie odzwierciedlają rzeczywistości.

O autorze

Prof. Andrzej Sławiński

Wykładowca w SGH, były członek RPP

Czytaj więcej

Prof. Sławiński: Banki centralne to nie GOPR ratujący instytucje, które za nic mają ryzyko systemowe
Opinie Ekonomiczne
Paweł Rożyński: Rosjanie znaleźli „miękkie podbrzusze” Polski
Opinie Ekonomiczne
Cezary Szymanek: Mercosur i strach przed światem
Opinie Ekonomiczne
Maciej Miłosz: Podatek na obronność? Warto rozmawiać
Opinie Ekonomiczne
Andrzej Krakowiak: Wart 16 miliardów test dla prezydentów
Opinie Ekonomiczne
Paweł Rożyński: „Chiński” manewr z podatkiem cyfrowym w Polsce
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama