Reklama

Paweł Rożyński: Rosjanie znaleźli „miękkie podbrzusze” Polski

Gigantyczna fala cyberataków ze Wschodu uderza w administrację rządową zamiast w lepiej chronione firmy. Prawdziwe zagrożenia dopiero jednak nadejdą wraz z rozwojem AI oraz komputerów kwantowych.

Publikacja: 14.01.2026 04:02

Paweł Rożyński: Rosjanie znaleźli „miękkie podbrzusze” Polski

Foto: Adobe Stock

To, że Polska jest na czele atakowanych krajów, nie jest niespodzianką. To efekt naszego zaangażowania po stronie Ukrainy, strategicznego położenia oraz „atrakcyjności” dla cyberprzestępców i ich mocodawców. Wkrótce zapewne czekają nas kolejne rekordy w tej dziedzinie.

Ofiara idealna. Dlaczego urzędy są łatwiejszym celem niż banki?

Administracja jest atakowana już dwukrotnie częściej niż instytucje finansowe czy sektor energetyczny – wynika z analiz firmy Check Point. Powody są dwa. Po pierwsze: instytucje rządowe to oczywisty cel wojny hybrydowej, gdy liczy się zdobycie danych wrażliwych i uderzenie w „kręgosłup” państwa. Po drugie: słabość zabezpieczeń. Choć większe szkody mogłyby przynieść ataki na infrastrukturę krytyczną, jak np. banki, przeciwnik ma z nią większy kłopot. Sektor prywatny dysponuje budżetami na IT, o jakich urzędy mogą tylko pomarzyć, i zatrudnia najlepszych specjalistów, budując wielowarstwowe tarcze ochronne, których sforsowanie wymaga od hakerów ogromnych nakładów i czasu.

Administracja publiczna to „miękkie podbrzusze” Polski. To sektor niedoinwestowany. Dziś wystarczy jeden niewłaściwie przeszkolony urzędnik, by otworzyć cyfrowe wrota do zasobów zawierających m.in. dane milionów obywateli.

Nadchodzi cyfrowy przełom. AI i kwanty złamią obecne zabezpieczenia w sekundy

Rząd musi się liczyć z zagrożeniami związanymi z nowymi technologiami. Stoimy u progu ery, w której tradycyjna kryptografia może stać się bezużyteczna. Komputery kwantowe w kilka sekund złamią szyfry, których pokonanie dzisiejszym superkomputerom zajęłoby tysiące lat. Wrogie służby już teraz stosują strategię „zbieraj teraz, odszyfruj później” – kradną zaszyfrowane bazy dziś, by bezkarnie otworzyć je, gdy technologia na to pozwoli. Z kolei AI już teraz służy hakerom do tworzenia tzw. „polimorficznego złośliwego oprogramowania”, które zmienia swój kod przy każdej próbie wykrycia, stając się niewidzialnym dla antywirusów.

Reklama
Reklama

Tak gwałtowny skok incydentów to sygnał, że metody obrony administracji stają się anachroniczne. Urzędnicy, zamiast zarządzać bezpieczeństwem, często jedynie gaszą pożary. Bez zmiany filozofii i przejścia na model aktywnego monitorowania z zaawansowanymi rozwiązaniami sztucznej inteligencji, administracja pozostanie w wiecznej defensywie, nie nadążając za tempem ataków agresora.

Pułapka apatii. Największy błąd, jaki możemy popełnić w obliczu ataków

Mniej oczywistym, ale groźnym zjawiskiem jest „cyber–zmęczenie” społeczeństwa. Przy ogromnej liczbie incydentów istnieje ryzyko, że opinia publiczna i decydenci przestaną na nie reagować, traktując je jako nową normę. Może dojść do sytuacji, w której kolejne wycieki danych powodować będą jedynie wzruszenie ramion, a tysiące ataków spowszednieją jak komunikaty o pogodzie.

Zjawisko to objawia się rzadszą zmianą haseł, lekceważeniem procedur w urzędach („bo przecież i tak nas atakują”) oraz brakiem presji na większe dofinansowanie cyfrowej tarczy. W efekcie stajemy się społeczeństwem przyzwyczajonym do penetrowania i okradania, co dla agresora jest idealnym gruntem pod niespodziewane, paraliżujące uderzenie.

Opinie Ekonomiczne
Cezary Szymanek: Mercosur i strach przed światem
Opinie Ekonomiczne
Maciej Miłosz: Podatek na obronność? Warto rozmawiać
Opinie Ekonomiczne
Andrzej Krakowiak: Wart 16 miliardów test dla prezydentów
Opinie Ekonomiczne
Paweł Rożyński: „Chiński” manewr z podatkiem cyfrowym w Polsce
Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Rekordowo długi odpoczynek
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama