To, że Polska jest na czele atakowanych krajów, nie jest niespodzianką. To efekt naszego zaangażowania po stronie Ukrainy, strategicznego położenia oraz „atrakcyjności” dla cyberprzestępców i ich mocodawców. Wkrótce zapewne czekają nas kolejne rekordy w tej dziedzinie.
Ofiara idealna. Dlaczego urzędy są łatwiejszym celem niż banki?
Administracja jest atakowana już dwukrotnie częściej niż instytucje finansowe czy sektor energetyczny – wynika z analiz firmy Check Point. Powody są dwa. Po pierwsze: instytucje rządowe to oczywisty cel wojny hybrydowej, gdy liczy się zdobycie danych wrażliwych i uderzenie w „kręgosłup” państwa. Po drugie: słabość zabezpieczeń. Choć większe szkody mogłyby przynieść ataki na infrastrukturę krytyczną, jak np. banki, przeciwnik ma z nią większy kłopot. Sektor prywatny dysponuje budżetami na IT, o jakich urzędy mogą tylko pomarzyć, i zatrudnia najlepszych specjalistów, budując wielowarstwowe tarcze ochronne, których sforsowanie wymaga od hakerów ogromnych nakładów i czasu.
Administracja publiczna to „miękkie podbrzusze” Polski. To sektor niedoinwestowany. Dziś wystarczy jeden niewłaściwie przeszkolony urzędnik, by otworzyć cyfrowe wrota do zasobów zawierających m.in. dane milionów obywateli.
Nadchodzi cyfrowy przełom. AI i kwanty złamią obecne zabezpieczenia w sekundy
Rząd musi się liczyć z zagrożeniami związanymi z nowymi technologiami. Stoimy u progu ery, w której tradycyjna kryptografia może stać się bezużyteczna. Komputery kwantowe w kilka sekund złamią szyfry, których pokonanie dzisiejszym superkomputerom zajęłoby tysiące lat. Wrogie służby już teraz stosują strategię „zbieraj teraz, odszyfruj później” – kradną zaszyfrowane bazy dziś, by bezkarnie otworzyć je, gdy technologia na to pozwoli. Z kolei AI już teraz służy hakerom do tworzenia tzw. „polimorficznego złośliwego oprogramowania”, które zmienia swój kod przy każdej próbie wykrycia, stając się niewidzialnym dla antywirusów.