Witold M. Orłowski: W poszukiwaniu straconego szczęścia we Francji

Wybory do Parlamentu Europejskiego wywołały we Francji polityczne trzęsienie ziemi. Prawdziwe konsekwencje dopiero zobaczymy.

Publikacja: 13.06.2024 04:30

Emmanuel Macron

Emmanuel Macron

Foto: LUDOVIC MARIN/Pool via REUTERS

Wybory pokazały, że mieszkańcy wielu krajów Unii nie są zadowoleni. Nie są zadowoleni z powolnego wzrostu gospodarczego. Nie są zadowoleni z rosnących cen. Nie są zadowoleni z zaostrzających się problemów z imigracją. Nie są zadowoleni z działania Unii. I generalnie nie są zadowoleni z rządzących nimi polityków, więc w większości zagłosowali przeciw nim. Pół biedy, jeśli po prostu zagłosowali na opozycję. Gorzej, jeśli pokazali żółtą kartkę wszystkim tradycyjnym partiom, oddając znaczącą część głosów na prawicowych populistów. A tak stało się w większości krajów unijnych, gdzie partie w otwarty sposób deklarujące swój prawicowo-populistyczny i antyeuropejski charakter dostały od 10 do 50 proc. głosów.

Jeśli jednak gdzieś wyborcy pokazali swoim politykom nie kartkę żółtą, ale bez wątpienia czerwoną, to we Francji. Prawicowo-populistyczne Zjednoczenie Narodowe uzyskało ponad 31 proc. głosów, wyrastając na najsilniejszą partię w kraju. Jeśli do tego dodać ponad 5 proc. głosów na mniejszą partię o podobnym charakterze, antyislamską Rekonkwistę, a z drugiej strony na 10 proc. głosów oddanych na lewicowo-populistyczną Niepokorną Francję, wygląda na to, że V Republika może być na prostej drodze do pogromu tradycyjnej polityki i przejęcia pełni władzy przez radykalnych antysystemowców.

Dlaczego właściwie Francuzi są aż tak rozgoryczeni? Statystyka, jak to często bywa, niczego nie tłumaczy. W ciągu minionej dekady PKB wzrastał słabo, bo tylko o 1,2 proc. rocznie, ale było to tyle samo co w Niemczech i znacznie szybciej niż we Włoszech. Poziom dochodów jest wprawdzie o 10 proc. niższy niż w Niemczech, ale wyższy niż w Wielkiej Brytanii. Inflacja aż tak mocno Francuzów nie dotknęła, między innymi dzięki znacznemu uniezależnieniu się od importowanych surowców energetycznych (dwie trzecie prądu pochodzi z elektrowni jądrowych) i wyniosła w szczytowym momencie 6 proc. (w Niemczech 9 proc.). Skala nierówności dochodowych też nie powala na kolana i jest niższa niż we wszystkich innych dużych państwach zachodniej Europy. Natomiast wydatki na cele socjalne mierzone jako procent PKB są najwyższe w całej Unii.

No to dlaczego ci Francuzi aż tak się gniewają na swoich polityków? Trochę wyjaśnia sprawę mapa wyniku wyborów. Zjednoczenie Narodowe wygrało we wszystkich okręgach wyborczych z wyjątkiem stolicy. Czy po pierwsze: zwyczajni Francuzi są przeciwko zadowolonym z życia cwaniakom z Paryża (nie chcę powtarzać, co powiedział taksówkarz z Nicei, który kiedyś mnie wiózł, na widok auta z paryską rejestracją)? Po drugie, Zjednoczenie wygrało wszędzie, ale szczególnie dużo głosów zdobyło na południu (gdzie jest najwięcej imigrantów z Afryki i największe bezrobocie). No i po trzecie, równie wielkie sukcesy odniosło na północnym zachodzie, gdzie zlokalizowana jest większość francuskiego przemysłu, tracącego część miejsc pracy w wyniku globalizacji.

Jednym słowem, Francuzi oddają swoje głosy na populistów nie z powodu jakiejś szczególnej biedy ani miłości do Putina. Protestują przeciwko zmianom, które zachodzą na świecie. Wybitny reżyser Claude Lelouch powiedział pół wieku temu, że „Francja jest krajem ludzi szczęśliwych”. I w sumie Francuzi nadal mają wiele powodów, żeby się czuć szczęśliwymi. Ale już nie tak jak kiedyś – a to bardzo boli.

Witold M. Orłowski

główny doradca ekonomiczny PwC w Polsce, Akademia Finansów i Biznesu Vistula

Wybory pokazały, że mieszkańcy wielu krajów Unii nie są zadowoleni. Nie są zadowoleni z powolnego wzrostu gospodarczego. Nie są zadowoleni z rosnących cen. Nie są zadowoleni z zaostrzających się problemów z imigracją. Nie są zadowoleni z działania Unii. I generalnie nie są zadowoleni z rządzących nimi polityków, więc w większości zagłosowali przeciw nim. Pół biedy, jeśli po prostu zagłosowali na opozycję. Gorzej, jeśli pokazali żółtą kartkę wszystkim tradycyjnym partiom, oddając znaczącą część głosów na prawicowych populistów. A tak stało się w większości krajów unijnych, gdzie partie w otwarty sposób deklarujące swój prawicowo-populistyczny i antyeuropejski charakter dostały od 10 do 50 proc. głosów.

2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Gospodarka wciąż w strefie cienia
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Opinie Ekonomiczne
Piotr Skwirowski: Nie czarne, ale już ciemne chmury nad kredytobiorcami
Ekonomia
Marek Ratajczak: Czy trzeba umoralnić człowieka ekonomicznego
Opinie Ekonomiczne
Krzysztof Adam Kowalczyk: Klęska władz monetarnych
Opinie Ekonomiczne
Andrzej Sławiński: Przepis na stagnację