Mariusz Janik: Na rynku pracy nadchodzi epoka zwalniania. Dla Polski to będzie trudne

Jak w każdym cyklu gospodarczym po okresie rozkwitu i rozrzutności nadchodzi czas cięcia kosztów i pozbywania się nietrafionych części biznesu. Wygląda na to, że ten czas właśnie nadszedł. Niskie koszty pracy przestały być atutem polskiej gospodarki – musimy wymyślić się na nowo.

Aktualizacja: 29.03.2024 09:53 Publikacja: 27.03.2024 04:30

Niskie koszty pracy przestały być atutem polskiej gospodarki – musimy wymyślić się na nowo

Niskie koszty pracy przestały być atutem polskiej gospodarki – musimy wymyślić się na nowo

Foto: Adobe Stock

Najpierw jest bazowy produkt lub usługa. Zdobywa rynek, przynosi firmie zysk, owoce sukcesu są dzielone – w mniejszym lub większym stopniu – wśród pracowników. Pojawiają się pieniądze na rozwój biznesu i eksperymenty: nowych ludzi, nowe oddziały, nową ofertę, nowe modele biznesowe. Ale powtórzenie pierwotnego sukcesu z kolejnymi propozycjami dla klientów udaje się stosunkowo rzadko. Taki produkt lub usługa często są jak czempion boksu: żyje pod presją rywali dybiących na jego tytuł i udowadniających, że potrafią więcej i lepiej.

Na globalnym rynku nadszedł czas wielkiego cięcia

Wyjściem z impasu staje się ucieczka do przodu: tworzenie nowych wersji albo poszukiwanie sposobu na całkowitą transformację i odnalezienie kolejnej dyscypliny, w której można stać się numerem jeden. Biznes wydaje wielkie pieniądze i zatrudnia wielu ludzi, by tę ucieczkę zorganizować. Aż przychodzi moment, w którym inwestycje poszły daleko, a efekty są mizerne. Trzeba wycofać się na z góry upatrzone pozycje: do „pewniaków” z oferty, tnąc projekty, które okazały się drogą donikąd; oddziały, do których nie zagląda żaden klient; produkty, od których odwrócił się użytkownik, idąc do tańszych lub oferujących lepsze rezultaty.

Czytaj więcej

Konkurencyjny rynek sprzyja doświadczonym freelancerom

I takie cięcia przetaczają się dziś przez biznes. Czasem – jak u globalnego przewoźnika Maersk, który urósł mocno na kłopotach światowego handlu podczas pandemii, a dziś wraca do poziomów sprzed 2019 r. – to redukcja miejsc pracy o 10 tys. osób. Czasem to jak w Spotify (1500 zwolnionych): globalny serwis streamingowy przewrócił muzyczny biznes do góry nogami, ale nie na tyle, by całkowicie odciąć artystów od alternatyw – i te dziś okazują się nierzadko korzystniejsze dla artystów. Sieci handlowe zamykają sklepy, których bilans się nie dopinał, firmy ze świata nowych technologii lub o wysokim stopniu „nasycenia” technologiami zastępują setki pracowników botami i systemami AI.

Polski rynek pracy wygląda na bezbronny

W obliczu tych procesów polski rynek pracy wygląda na bezbronny. Z jednej strony udało nam się wykształcić niemałą grupę specjalistów, którzy najczęściej po prostu zmienią pracę lub zmodyfikują swoje kwalifikacje na potrzeby nowych rynkowych okoliczności. Ale mamy też całą rzeszę pracowników, której kluczowym atutem były niskie koszty pracy.

Wraz z systematycznym wzrostem tych kosztów w ostatnich latach ta grupa pracowników znalazła się w nieciekawej sytuacji. W czasach, gdy obsługę online w języku angielskim może wykonywać pracownik w dowolnym niemal kraju na świecie, wygrają najtańsi. A my już do nich nie należymy. Teraz będziemy musieli wymyślić się na nowo.

Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Gospodarka wciąż w strefie cienia
Opinie Ekonomiczne
Piotr Skwirowski: Nie czarne, ale już ciemne chmury nad kredytobiorcami
Ekonomia
Marek Ratajczak: Czy trzeba umoralnić człowieka ekonomicznego
Opinie Ekonomiczne
Krzysztof Adam Kowalczyk: Klęska władz monetarnych
Opinie Ekonomiczne
Andrzej Sławiński: Przepis na stagnację