Rz: W czerwcu zeszłego roku w życie weszła nowa ustawa o biegłych rewidentach. Wprowadziła m.in. przepis zakazujący świadczenia usług doradczych u audytowanych klientów. Jak branża to ocenia?

To temat kontrowersyjny, na co wskazuje chociażby zróżnicowane podejście większości krajów do regulowania tej kwestii. Przy czym tylko niektóre przyjęły tak rygorystyczne podejście jak w Polsce. Wynika to z faktu, że nie ma takiej potrzeby, gdyż kwestia konfliktu interesów (samooceny) jest uregulowana w standardach rewizji finansowej już od ponad 15 lat.

Jakie efekty przynoszą nowe regulacje – czy rzeczywiście zmuszają klientów do szukania kilku dostawców usług naraz?

Przyjęcie tego rozwiązania powoduje wzrost cen większości usług doradztwa. Kwestie z zakresu rachunkowości, finansów i podatków są ze sobą ściśle powiązane. To trochę tak, jakbyśmy zamówili obiad na jednym talerzu, a jadły go trzy osoby.

Ustawodawca argumentował, że zakaz świadczenia usług doradczych przez firmy audytorskie ma służyć wzmocnieniu obiektywizmu i niezależności biegłych rewidentów oraz prowadzić do ograniczania konfliktu interesów.

Tak jak nadmieniłem, przepisy regulujące konflikt interesów zostały uregulowane już dawno.

Jak z tym zagadnieniem radzą sobie inne państwa?

Inne kraje, na przykład Stany Zjednoczone, mają bardzo restrykcyjne przepisy, ale też w bardzo wąskim zakresie z dużymi karami finansowymi w przypadku naruszenia tych zasad. Praktyka pokazała, że jest to najbardziej efektywne rozwiązanie.

W Polsce natomiast przyjęliśmy inną koncepcję. Na czym ona polega? Odpowiadając dość kolokwialnie: zakaz wszystkiego, a czas pokaże, jak będzie działać w praktyce – w międzyczasie niech klient płaci.

Czyli skutkiem wprowadzonych zmian (m.in. zakazu łączenia usług oraz skróconej rotacji) jest wzrost cen za badanie sprawozdań finansowych w Polsce. Ale pytanie, czy dotyczy to tylko segmentu jednostek zainteresowania publicznego (m.in. spółek giełdowych), bo to tam przepisy są najbardziej restrykcyjne?

To przyczyni się do wzrostu cen generalnie, gdyż praktyka – w odniesieniu do jednostek zainteresowania publicznego – z upływem czasu przenosi się również na inne jednostki. Tak było zawsze, na przykład w przypadku zmian zasad rachunkowości czy standardów rewizji finansowej. Prawdopodobnie tak samo będzie i teraz.

W założeniu ustawodawcy celem zmian ustawy o biegłych rewidentach była dekoncentracja rynku audytu. Czy rzeczywiście takie zmiany zachodzą, czy też efekt jest odwrotny?

Rzeczywiście. Taki był cel ustawodawcy. Natomiast zarówno praktyka w Polsce, jak i w Europie wskazuje na zupełnie inną sytuację.

Najbardziej wyrazistym przykładem z ostatnich dwóch tygodni jest rezygnacja z badania największych spółek giełdowych w Wielkiej Brytanii przez firmę Grant Thornton, która doszła do wniosku, że nie ma szans pozyskania zleceń w segmencie tego rynku w aktualnych okolicznościach. To oznacza, że zamiast sześciu największych firm na rynku brytyjskim, zostało tylko pięć, a chyba nie o to chodziło ustawodawcy.

Przeciwna rozdzieleniu doradztwa i audytu była Polska Izba Biegłych Rewidentów (PIBR), która argumentowała, że taka zmiana nie uderzy w tzw. wielką czwórkę (Deloitte, EY, KPMG i PwC), ale w średnich i małych audytorów. Przestrzegała też, że pozbawianie przedsiębiorców jakiegokolwiek wsparcia doradczego ze strony audytorów pozbawi gospodarkę ważnego mechanizmu bezpieczeństwa i że zostanie on przekazany w ręce doradców podatkowych. Czyli profesji – zdaniem PIBR – z definicji nastawionej na optymalizację podatkową. Czy rzeczywiście obawy Izby są uzasadnione?

Oceniając całość regulacji, trzeba podkreślić, że najbardziej stracą najmniejsze firmy audytorskie. Przyczyna jest dość prosta. Po pierwsze, w branży zachodzą naturalne zjawiska – automatyzacji i digitalizacji procesów księgowych.

Po drugie, mamy do czynienia z ciągłymi zmianami w standardach rachunkowości i rewizji finansowej, które wymagają dużych nakładów finansowych. I do tego dochodzi nowa ustawa o biegłych rewidentach, która z jednej strony nakłada wiele nowych obowiązków administracyjnych, a z drugiej zawęża zakres świadczonych usług, co w konsekwencji uszczupla zasoby finansowe. Ta sytuacja najbardziej dotyka właśnie jednostek, które tych zasobów mają najmniej.

Jak duża będzie skala tego zjawiska?

Moim zdaniem ono będzie się pogłębiać i będziemy je obserwować w kolejnych latach. Jego skutkiem będzie drastyczny spadek liczby firm audytorskich, jak i osób zainteresowanych zawodem biegłego rewidenta.

I co najważniejsze, przy ocenie tego zjawiska trzeba wziąć pod uwagę specyfikę branży, w której ustawodawca zakłada, że firmy audytorskie biorą na siebie cały ciężar szkolenia przyszłych audytorów. To aspekt, który jest najważniejszym czynnikiem, prowadzącym do poprawy jakości usług audytorskich i zwiększenia bezpieczeństwa gospodarczego. Tymczasem w nowej ustawie – niestety – został on całkowicie pominięty. Uszczuplanie zasobów finansowych na edukację biegłych to błąd. Ustawodawca powinien pomyśleć o kroku w tył.