Polska zobowiązała się do przyjęcia euro, ale przykład innych państw, np. Szwecji, która kryteria konwergencji spełnia, pokazuje, że decyzję musi podjąć samo państwo po rozważeniu argumentów za i przeciw. Trudno wyobrazić sobie jakąkolwiek presję na przyjęcie euro ze strony unijnych instytucji czy innych państw UE.

Doświadczenie pokazuje, że własna waluta nie jest żadną przeszkodą w bilateralnych kontaktach handlowych, np. z Niemcami, które rozwijały się ostatnio bardzo dynamicznie. Polska w 2020 r. była dla Niemiec ważniejszym partnerem handlowym niż Wielka Brytania czy Włochy.

Wejście Polski, szóstego co do wielkości państwa UE, do strefy euro byłoby bardzo pozytywnym sygnałem świadczącym o zaufaniu do integracji walutowej. Z drugiej strony miałoby w praktyce niewielkie znaczenie dla stabilności wspólnej waluty. Polska musiałaby automatycznie stać się członkiem Europejskiego Mechanizmu Stabilności, co jednak nie miałoby większego znaczenia dla działania tego instrumentu pomocy finansowej, bo jego wymogi nie są akceptowane politycznie przez największe państwa, jak np. Włochy. Dlatego dla stabilności strefy decydujące znaczenie mają działania Europejskiego Banku Centralnego.

Z punktu widzenia eurostrefy znaczenie przyjęcia wspólnej waluty przez Polskę mogłoby mieć charakter raczej polityczny niż gospodarczy, bo Polska mogłaby wpływać na funkcjonowanie różnych koalicji interesów. Np. dla Berlina Warszawa mogłaby stanowić istotną przeciwwagę dla państw południa. To szczególnie ważne po wzmocnieniu politycznej roli Włoch i zacieśnieniu relacji Rzym–Paryż.

Z drugiej strony zmiany reguł fiskalnych wymagają porozumienia nie tylko w strefie, ale w całym gronie 27 państw UE. A obecnej ekipie rządowej w Warszawie z polityką fiskalną bliżej do Rzymu niż do Berlina, z uwagi na kult transferów finansowych dla wybranych grup społecznych. Trudno wyobrazić sobie, aby po wyborach w 2023 r. jakakolwiek większość rządowa narzuciła kurs zaciskania pasa. Po oparciu zaś Funduszu Odbudowy na unijnym budżecie, obejmującym wszystkie 27 państw, raczej nieprawdopodobne jest powstanie węższego kręgu integracji europejskiej w strefie euro, w której Polska, jako zwolennik liberalnej gospodarki rynkowej, mogłaby być bardzo cennym sojusznikiem.

Najbardziej istotną zaletą wprowadzenia euro w Polsce byłoby silniejsze związanie kraju z UE. Priorytetem z punktu widzenia Berlina jest wzmocnienie praworządności w Polsce, zapobieżenie wywrócenia porządku prawnego UE i ewentualnemu polexitowi. Obecność w strefie euro oddaliłaby ryzyko polexitu, bo powrót do własnej, cieszącej się dużo mniejszym zaufaniem waluty byłby trudny do wyobrażenia, np. z powodu ryzyka runu na banki.

Doświadczenia państw z wprowadzaniem euro wskazują, że trzeba się do tego przygotować, aby odnieść korzyści polityczne i gospodarcze. W przypadku Polski, której model gospodarczy opiera się wciąż na niskich kosztach pracy, wejście do strefy wspólnej waluty powinno być zwieńczeniem wieloletniego programu reform, który obejmowałby: finanse publiczne, otoczenie regulacyjne i konkurencyjność.

Polska musi sobie odpowiedzieć na pytanie, czy obecne miejsce krajowych firm w łańcuchach produkcji europejskich koncernów jest korzystne w długim okresie. Skoro obecna ekipa rządząca niezdolna jest do rozwiązania problemów strukturalnych, warto, by polska opozycja wystąpiła ze wspólnym programem zmian. Bo bez reform niedługo może okazać się, że Polsce trudno będzie funkcjonować zarówno z własną walutą, jak i z euro.

dr Paweł Tokarski pracuje w Stiftung Wissenschaft und Politik, Niemieckim Instytucie Międzynarodowej Polityki i Bezpieczeństwa