Od I kwartału 2021 r. nastąpił bardzo gwałtowny wzrost cen gazu ziemnego i innych surowców energetycznych na rynkach światowych. Rządy wielu krajów podjęły działania w celu nie tyle zahamowania wzrostu cen, ile pomocy najsłabszym ekonomicznie obywatelom (w Europie 45 proc. domostw ogrzewa się gazem). Warto więc dokonać szerszej analizy i zrozumieć korzenie niespodziewanego (?) kryzysu gazowego.

Eksplozja cen

W ubiegłych 12 miesiącach ceny surowców energetycznych istotnie podrożały: ropa o 74,75 proc., gaz ziemny o 120,4 proc. (ale holenderski TTF Gas o 356,72 proc., a UK Gas o 288,69 proc.), węgiel kamienny o 185,71 proc.

Analiza dostępnych materiałów analitycznych oraz statystyk podaży i popytu surowców energetycznych wskazują, na następujące przyczyny szybkiego wzrostu ich cen:

1) pobudzenie gospodarek wychodzących ze spowolnienia pandemicznego na świecie;

2) dłuższa i ostrzejsza zima 2019/2020 w Europie i wzrost popytu na gaz w Azji Południowo-Wschodniej.

3) stopniowe odchodzenie od węgla i spadek wydobycia gazu w Europie, np. zamykanie pola gazowego w Groningen w Holandii;

4) spadek zapasów gazu w Europie;

5) duże uzależnienie od importu gazu z Rosji (w 2019 i 2020 roku to około 40 proc. całego importu);

6) Rosja dostarcza mniej gazu do Europy w związku z przygotowaniami do przesyłania go przez Nord Stream 2 i zmniejszeniem dostaw przez Ukrainę;

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ

7) europejski miks energetyczny, w którym gaz to 20 proc. surowca do produkcji prądu i aż 45 proc. do ogrzewania;

8) gaz stanowi drugi po ropie naftowej nośnik energii w UE.

Czy można było przewidzieć tak gwałtowny wzrost cen? Było to możliwe, ale prawdopodobnie politycy nie zwracali uwagi na opinie ekspertów, bo byli zajęci wyborami w Niemczech, Francji, Norwegii. Z kolei Komisja Europejska zajęta była zmierzającymi w kierunku autorytaryzmu Węgrami i Polską, a przede wszystkim pandemią.

Nietrudno przecież było zauważyć, że zapasy gazu spadły do niespotykanie niskiego poziomu już w okresie ma–czerwiec, a dostawy z Rosji się zmniejszyły. I było widać, że dostawy LNG z USA i Kataru przekierowano do Azji, co pogłębiło zależność UE od Rosji. Na początku października zapasy gazu były następujące: cała UE 77,36 proc., Austria 56,99 proc., Niemcy 70,9 proc., Francja 95,41 proc., Polska 96,8 proc., Szwecja 66,42 proc.

Wspólne zakupy

W tym kontekście warto przypomnieć zgłoszoną przez Hiszpanię propozycję pilnego utworzenia centralnej platformy zakupów gazu w UE. Platforma taka była już sugerowana w czasie uruchamiania Nord Stream 1, ale ze względu na narodowe egoizmy nie doczekała się realizacji. Wyrazem tego są konkluzje szczytu Unii z 21–22.10.2021, które stwierdzają enigmatycznie, że do sprawy średnio- i długofalowych kroków dotyczących cen energii Komisja i Rada Europy powrócą w grudniu.

Z ruchów cenowych skorzystały fundusze hedgingowe i wysokiego ryzyka. Komisja ma analizować rynek gazu i elektryczności oraz EU ETS z pomocą European Securities and Markets Authority, co wskazywałoby na spekulacyjny w jakiejś mierze charakter ruchów cen. Analitycy przewidują spadek cen na marzec–maj 2022, po zakończeniu okresu grzewczego w Europie.

W kontekście uzależnienia UE od dostaw gazu z Rosji warto przypomnieć, że potrzeby Unii wyniosły w ub.r. 522 mld m sześc. gazu, w 2021 r. są szacowane na 545 mld m sześc. Rosja ma następujące moce przesyłowe gazu do UE: Nord Stream 1 to 55 mld m sześc., gazociągi przez Ukrainę 120 mld, Jamał 33 mld, Turk Stream 16 mld, razem 224 mld m sześc. Gdy dodać Nord Stream 2 (55 mld) to razem będzie 279 mld m sześc., a więc ponad 50 proc. rocznego popytu Unii na gaz. Jeśli Rosja przestanie przesyłać gaz przez Ukrainę (a ten gazociąg zaopatruje m.in. Węgry i Austrię), to i tak dostawy potencjalnie wyniosą 159 mld m sześc., a więc będą wystarczające na zaspokojenie potrzeb UE. Przy tym uruchomienie Nord Stream 2 ciągle stoi pod znakiem zapytania...

Podsumowując, wzrost cen gazu w UE można było z dużym prawdopodobieństwem przewidzieć na początku 2021 r. i podjąć kroki w celu stabilizacji cen, m.in. poprzez systematyczny wzrost zapasów oraz podjęcie inicjatywy budowy wspólnej platformy zakupowej gazu, która mogłaby w średnim i długim okresie wpływać na ceny importowanego gazu.

Z polskiej perspektywy można dodać, że dzięki budowie magazynów i terminalu przeładunkowego dla LNG zainicjowanych przez rząd Tuska oraz budowie Baltic Pipe od początku 2023 r. będziemy w dużej mierze uniezależnieni od importu gazu z Rosji (możliwości Baltic Pipe to 10 mld m sześć. gazu, LNG 8,6 mld, a własne wydobycie 3,8 mld m sześc. przy zapotrzebowaniu 19 mld m sześc.), co też wpłynie na poziom cen.

Dane użyte w tekście pochodzą z Eurostatu, IEA, Pekao Analizy, GUS, EU, ICE, Index mundi

Hubert A. Janiszewski, ekonomista, członek Polskiej Rady Biznesu i rad nadzorczych spółek z GPW