Podsumowania służą mi do uporządkowania wiedzy. Na dodatek mają to do siebie, że pozwalają spojrzeć na kończący się rok oczyma innych. Dzięki nim wiem, co dla nich było ważne, a czasami wręcz znajduję informacje, które mi umknęły. Dają też szansę, by jeszcze raz popatrzeć na jakieś zdarzenie i ponownie wyrobić sobie o nim opinię. Wcale mnie nie dziwi, gdy ta opinia jest diametralnie odmienna niż w chwili, gdy zdarzenie miało miejsce. Po prostu dziś wiemy więcej, np. co w międzyczasie się stało.

Wolę jednak prognozy. Jest w nich coś z hazardu. Autor zakłada się bowiem publicznie z rynkiem, że np. londyński indeks FTSE100 w 2014 roku dojdzie do 7400 pkt albo że ceny złota w przyszłym roku nadal będą spadały. Jednocześnie ekspert dodaje informację, że skala spadku będzie mniejsza niż w 2013 roku, gdy kruszec stracił 30 proc. swej wartości. Jak z poprzedniego zdania widać, w prognozach bywają też elementy podsumowań.

Czasami w prognozach jest też coś z kabaretu. Zwłaszcza gdy prognozujący mówi o rzeczach bardzo odległych od jego zainteresowań i nie wyjaśnia, czy to jego autorskie przewidywania, czy może kogoś cytuje. Dzięki takim prognozom wiem, na kogo w przyszłości należy patrzeć uważnie, a czyj głos w dyskusji mogę zignorować.

Oczywiste jest to, że nie wszystkie prognozy się sprawdzą oraz że w najbliższych miesiącach zdarzą się rzeczy, o których dziś nie mamy pojęcia i w efekcie nie są opisane jakimikolwiek przewidywaniami. I te zaskakujące wydarzenia będą zapewne najciekawsze. To one będą miały silny wpływ na zachowanie rynku. Wydarzenia oczekiwane są bowiem w mniejszym lub większym stopniu wliczone w ceny akcji.

Przygotowując się do napisania tego tekstu, czyli czytając prognozy i podsumowania, przypomniałem sobie, że znam kilka osób, które trudno jest czymkolwiek zaskoczyć. Wszelkie zdarzenia – czy to gospodarcze, czy to biznesowe, czy to giełdowe –  komentują zwrotami typu: „dokładnie taki scenariusz przewidywałem", „to było oczywiste", albo „to było od dawna wiadome". Inaczej rzecz ujmując, oni wiedzieli, że tak będzie i – to już hipoteza – zapewne na tym zarobili. Poprosiłem ich o prognozy na 2014 rok. Niestety, nie dostałem ani jednej. Troszkę żałuję, a z drugiej strony ich rozumiem. Wszak wiedzę o przyszłości zachowali dla siebie.

—Autor jest publicystą ekonomicznym