Zgrzytając zębami przy każdym odstępstwie serialowej „Lalki” od tej Prusowskiej, nie zapominajmy, że jej twórcy otwierają polskiej klasyce drzwi na świat. Być może po raz pierwszy tytuł najważniejszej polskiej powieści zagości w domach odległych od Warszawy o tysiące kilometrów.
Nie mam problemu z tym, że Paweł Maślona luźno trzyma się Bolesława Prusa. Niech się Izabela Łęcka wyemancypuje i ma kaca – proszę bardzo. Ale nie przekonuje mnie „Lalka” w stylu „1670”.