Odejściem z podkomisji, która zajmuje się najważniejszą spośród ustaw reformujących służbę zdrowia, posłowie lewicowi i PiS grozili już tydzień temu. Wczoraj ich odejście zostało formalnie zatwierdzone. Przegłosowała je Komisja Zdrowia.
Poszło o tryb prac: do każdej poprawki zgłoszonej do ustawy można było wypowiadać jeden głos za, jeden przeciw (potem dopuszczono po dwa głosy za i przeciw).
Wszyscy odchodzący posłowie w rezygnacji napisali to samo: taki tryb prac uniemożliwia dyskusję nad projektem. – Nigdy się z czymś takim nie spotkałem – mówi Ludwik Dorn z PiS.
– Faktycznie każdy, kto chce się wypowiedzieć, ma taką możliwość. Trzeba było tak pracować, by wrócić do rozmowy merytorycznej, a nie skupiać się na rozgrywkach politycznych – ripostuje Jarosław Katulski z PO, szef podkomisji.
Podkomisja jednak pracuje, bo posłów koalicji jest wystarczająco wielu, by miała kworum. I choć oficjalnie opozycja zapowiada, że nadal będzie szukać sposobu wyjścia z impasu, w kuluarach posłowie PiS zapowiadają: – Nie wrócimy do podkomisji, nie ma po co. Będziemy przedstawiać swoje stanowisko, gdy ustawa trafi pod obrady Komisji Zdrowia – mówią nieoficjalnie. – Liczymy się z tym – przyznaje Katulski.
Posłowie Platformy zarzucali kolegom z opozycji, że urządzają sobie spektakl medialny. – Chodzi tylko o to, że na posiedzenia Komisji Zdrowia przychodzą dziennikarze, a na podkomisji nie – mówił jeden z nich. Rząd chce, żeby prace nad projektem skończyły się do jesieni, tak by od nowego roku przepisy weszły w życie. – Podkomisja opracowała już połowę artykułów – mówi Katulski.