Piątkowy protest przed Ministerstwem Zdrowia zorganizował ojciec chłopca chorującego na zapalenie stawów. Jego zdaniem ustawa refundacyjna, która zakłada, że NFZ dopłaca do leków wtedy, gdy są przepisywane zgodnie z dokumentami rejestracyjnymi (a nie zgodnie z wiedzą medyczną) jest szkodliwa dla chorych. Niektóre powszechne zastosowania leków nie są zapisane w dokumentach rejestracyjnych. Domaga się też szybszego włączania do leczenia nowoczesnych preparatów. Protest, któremu nadał nazwę "Porozumienie 1 czerwca", poparli lekarze.
Ich zdaniem oparcie refundacji na dokumentach rejestracyjnych spowodowało, że lekarze nie przepisują refundowanych leków, a pacjenci płacą więcej: - Przykładem są antybiotyki. Lekarz, który chciałby je przepisać zgodnie z prawem, musiałby przy każdym zapaleniu gardła zlecać badania laboratoryjne - tłumaczył "Rz" Konstanty Radziwiłł, członek Naczelnej Rady Lekarskiej. Dlatego lekarze podkreślają, że coraz częściej przepisują antybiotyki na pełnopłatne recepty.
Ministerstwo Zdrowia twierdzi, że jest inaczej: - W trakcie najostrzejszego protestu lekarzy w styczniu około 10 proc. recept na refundowane leki było przepisywanych pacjentom bez refundacji - uspokaja Jakub Szulc, wiceminister zdrowia odpowiadający za leki.
Jak jest naprawdę? Firma badająca rynek farmaceutyczny IMS Health szacuje, że tylko w ciągu roku wydatki NFZ na leki spadną o1,5 mld zł.
Ministerstwo Zdrowia jest przekonane, że NFZ wyda mniej, bo spadły zyski firm farmaceutycznych, aptek i hurtowni. - Pacjenci za te zmiany nie zapłacili - przekonuje Szulc. Jego zdaniem pacjenci powoli zmieniają leki dotąd używane na takie, do których jest najwyższa dopłata państwa. - Na początku roku, gdy wchodziła w życie ustawa refundacyjna, firmy badawcze szacowały, że w ciągu roku pacjenci dopłacą do leków w sumie ponad 300 mln złotych. Ostatnie analizy mówią już o 100 milionach rozłożonych na cały rok - mówi Szulc.
Ostatnie statystyki są jeszcze bardziej optymistyczne: - Oceniamy, że w ciągu całego roku pacjenci zapłacą za leki 50 mln złotych mniej niż dotychczas - mówi Michał Pilkiewicz z firmy IMS Health. - Statystyki są jednak złudne. To, że statystyczny Polak zapłaci za leki refundowane mniej, nie oznacza, że konkretna osoba nie będzie miała wyższego rachunku - zastrzega.
Zdaniem ekspertów są grupy pacjentów, które na zmianie przepisów refundacyjnych wyraźnie straciły. - Zyskali np. chorzy na nadciśnienie, bo ceny leków przez nich stosowanych wyraźnie spadły. Ale już chorzy na cukrzycę zapłacą więcej: o kilkadziesiąt milionów rocznie więcej za leki, o około 200 mln zł więcej za paski do mierzenia poziomu cukru we krwi - mówi Pilkiewicz.
Więcej za dotychczas używane leki płacą też chorzy na schizofrenię. - Jeśli będą chcieli zmienić lek na tańszy, muszą to robić w porozumieniu z lekarzem, czasem nawet spędzić kilka tygodni w szpitalu - mówi Pilkiewicz.
Resort zdrowia tłumaczy, że część podwyżek dla pacjentów to efekt zlikwidowania promocji, adresowanych w sposób szczególny do chorych na cukrzycę.
- Nie ma już leków za grosz i zdajemy sobie sprawę z tego, że osoby, które z tych promocji korzystały, są z tego niezadowolone - mówi Jakub Szulc. - Uważamy jednak, że była to patologia, którą należało zlikwidować.
Innego zdania jest Polskie Towarzystwo Diabetologiczne. "Jesteśmy oburzeni konsekwentnym lekceważeniem przez władze problemów chorych na cukrzycę" - napisali lekarze w apelu do rządu RP. Domagają się lepszego finansowania, poprawienia dostępu do specjalistów i właśnie do nowoczesnych leków.