Reklama

Pieniędzy całe stosy, a atrakcyjnych gruntów coraz mniej

Parcele znikają w mgnieniu oka, inwestorzy muszą być kreatywni.

Aktualizacja: 09.02.2018 07:33 Publikacja: 09.02.2018 07:26

Wielofunkcyjny kompleks EC Powiśle w Warszawie – gruntów pod tego typu projekty inwestorzy będą posz

Wielofunkcyjny kompleks EC Powiśle w Warszawie – gruntów pod tego typu projekty inwestorzy będą poszukiwać coraz częściej.

Foto: materiały prasowe

Cena zakupu ziemi to jeden z kluczowych parametrów decydujących o rentowności projektu deweloperskiego. Boom na polskim rynku nieruchomości zachęca do kolejnych przedsięwzięć deweloperów i fundusze zarówno obecne tu od dawna, jak i dopiero przymierzające się do wejścia. Inwestorzy opływają w tani pieniądz, a podaż gruntów jest w relacji do tego kapitału mała. Ma to swoje konsekwencje.

O skokowym wzroście aktywności inwestorów świadczą liczby. Wartość nieruchomości będących w trakcie przygotowania do sprzedaży przez dział gruntów inwestycyjnych JLL to aktualnie 1,2 mld zł. Rok wcześniej firma podawała w raporcie kwotę 700 mln zł, a na początku 2016 r. – tylko 400 mln zł.

– W segmencie gruntów inwestycyjnych, zdecydowanym liderem w ubiegłym roku był rynek mieszkaniowy, tu zanotowano rekordową liczbę oraz wartość umów kupna i sprzedaży – komentuje Daniel Puchalski, dyrektor działu gruntów inwestycyjnych w JLL. – Wysokie tempo utrzymał również sektor gruntów pod biurowce i obiekty hotelowe, co potwierdzają zrealizowane transakcje sprzedaży kilkudziesięciu nieruchomości na takie cele na terenie całego kraju – szacuje. W segmencie handlowym było natomiast stabilnie.

Z danych JLL wynika, że w śródmieściu Warszawy średnie ceny wyniosły 3–5 tys. w przeliczeniu na mkw. PUM (powierzchni użytkowej mieszkań możliwej do wybudowania na działce). Dolny zakres wzrósł więc o 36 proc., a górny o 25 proc. wobec stabilnych lat 2015–2016. W przypadku pozostałych dzielnic ceny wyniosły 1–2,5 tys. zł – o ile górny zakres się nie zmienił, to dolny wzrósł o 54 proc.

W miastach powyżej 400 tys. mieszkańców ceny sięgnęły 0,65–2,5 tys. zł. Dolny zakres wzrósł o 18 proc. względem dwóch poprzednich lat, a górny – o 25 proc. wobec 2016 r. i 56 proc. wobec 2015 r. Eksperci wskazują, że w pojedynczych przypadkach, w najlepszych lokalizacjach w Warszawie, ceny potrafiły być i o 80 proc. wyższe niż rok wcześniej.

Reklama
Reklama

Zdaniem Daniela Puchalskiego, wysokie tempo sprzedaży mieszkań, a także perspektywa wejścia do Polski inwestorów zainteresowanych budową dużych portfeli lokali na wynajem, może spowodować, że wzrostowy trend cen gruntów utrzyma się w tym roku. Wiele będzie zależało od ostatecznego kształtu przepisów, głównie kodeksu budowlanego.

Drugie życie biur

W 2017 r. tendencję wzrostową widać było także w segmencie biurowym, chociaż nie tak drastyczną jak w przypadku gruntów pod mieszkania.

Podrożały parcele w stołecznym Centralnym Obszarze Biznesu i na jego obrzeżach. Średnie ceny ziemi w ścisłym centrum Warszawy wyniosły 2,2–4 tys. zł na mkw. PUB (powierzchnia użytkowa biur), górny zakres był wyższy o ponad 14 proc. niż rok wcześniej. Ceny terenów wokół COB wyniosły 1,3–2,3 tys. zł. Górna granica widełek jest o 9,5 proc. wyższa niż rok wcześniej, ale dolna systematycznie spada – jest o 21 proc. niższa niż dwa lata temu.

W pozostałych częściach stolicy i w miastach powyżej 400 tys. mieszkańców ceny są stabilne, w przedziałach odpowiednio 0,6–1,3 tys. zł i 0,6–1,5 tys. zł. Warto pamiętać, że ziemia pod biurowce poza Warszawą bardzo podrożała w 2016 r., według danych JLL był to skok rzędu 50–60 proc.

Inwestorzy i deweloperzy już jakiś czas temu zauważyli, że w przypadku inwestycji biurowych w Warszawie zaczyna się robić ciasno, dlatego chętnie realizowane są projekty w pozostałych aglomeracjach – zwłaszcza że popyt na powierzchnie tam sprzyja. W czołówce znajdują się pod tym względem Kraków i Wrocław, a za nimi Trójmiasto, Poznań, Łódź i Katowice.

Puchalski wskazuje, że wobec kurczących się zasobów wolnych działek w centrach miast inwestorzy i deweloperzy będą coraz bardziej interesowali się zakupem parceli z obiektami, które mogłyby zostać zrewitalizowane lub wyburzone, by zwolnić plac pod efektywniejszą zabudowę.

Reklama
Reklama

Mniej wielkich galerii

W segmencie nieruchomości handlowych panuje pełna stabilizacja. Trzeci rok z rzędu górny zakres cen za grunty pod handel wielkopowierzchniowy w Warszawie to 5 tys. zł na mkw. PUU (użytkowej powierzchni usługowej), pod parki i budynki wolno stojące w stolicy to 2 tys. zł, a w miastach powyżej 400 tys. mieszkańców to 1,2 tys. zł.

W 2017 r. wciąż najwięcej obiektów handlowych powstało w aglomeracjach i miastach liczących 100–200 tys. mieszkańców. Niemniej nasycenie powierzchnią handlową w największych ośrodkach jest już relatywnie duże, co sprzyjało popytowi na mniejsze parcele – pod parki handlowe rzędu 6–10 tys. mkw. Według JLL, trend poszukiwania białych plam na mapie Polski będzie postępować, a inwestorzy i deweloperzy będą obniżać swoje kryteria w zakresie wielkości miasta, w którym będzie realizowana inwestycja. – Dużo emocji wywołuje handel w niedzielę, a przecież to Polska jest ewenementem, z wszystkimi niedzielami handlowymi – zauważa Puchalski.

Ekspert zwraca również uwagę na boom na rynku hotelowym w 2017 r. Inwestorzy wykazywali największe zainteresowanie centrami dużych miast, ale też działkami w pasie nadmorskim i w górskich kurortach.

Szybkie transakcje

Eksperci JLL zaobserwowali kilka trendów charakterystycznych dla rynku gruntów inwestycyjnych.

– Gorączka przejawia się nie tylko wzrostem cen. Widoczna jest tendencja szybkiego zamykania transakcji. Badanie due diligence (kwestii finansowo-prawnych) jest krótsze, strony rezygnują z wielu warunków zawieszających. Właściwie tylko w kwestiach podatkowych panuje największy rygor, obie strony występują o wspólną interpretację do organów skarbowych, a to zabiera miesiąc, czasem kilka – mówi Puchalski.

Cechą charakterystyczną jest także zmiana struktury po stronie podaży. O ile zazwyczaj ziemię sprzedawali prywatni inwestorzy i banki, to teraz są to również fundusze i... deweloperzy. Nierzadko chodzi o parcele kupowane podczas hossy sprzed dekady, ich obecna wartość jest wciąż niższa od cen zakupu.

Reklama
Reklama

Puchalski podkreśla, że wobec kurczących się zasobów atrakcyjnych wolnych gruntów w najlepszych lokalizacjach inwestorzy i deweloperzy muszą wykazywać się większą kreatywnością. Co to znaczy?

– Dziesięć lat temu wystarczyło mieć odpowiednie zasoby finansowe. Dziś to nie wystarczy. Słowem kluczem staje się wielofunkcyjność projektów deweloperskich, co z jednej strony umożliwia optymalne wykorzystanie działki, a z drugiej może przyspieszyć sprzedaż – mówi Puchalski. Takie podejście wynika też z preferencji nowej grupy konsumentów: pokolenia milenialsów, które nie chce funkcjonować w jednolitych przestrzeniach.

Coraz większe znaczenie zyskują parcele zabudowane, które można wykorzystać pod nowe przedsięwzięcia. JLL zidentyfikowało w samej tylko Warszawie ponad 100 działek z budynkami, które – w perspektywie dekady czy kilkunastu lat – mogłyby zostać poddane „recyklingowi" – nie tylko w sensie przebudowy, ale wyburzenia i postawienia nowych obiektów, niekoniecznie o tych samych funkcjach.

W tegorocznej edycji raportu nie ma informacji o gruntach rolnych – jak tłumaczy Puchalski wynika to z braku szerszego zainteresowania inwestorów tego rodzaju aktywami.

masz pytanie, wyślij e-mail do autora: a.roguski@rp.pl

Nieruchomości
Deweloper obiecał mieszkanie za złoty medal w igrzyskach. Zmienia zasady dla Kacpra Tomasiaka
Nieruchomości
Rejestr Cen Nieruchomości otwarty. Rynek bardziej przejrzysty, ale są hamulce
Nieruchomości
Lublin, drony, obligacje. Interbud planuje ekspansję do nowych miast
Nieruchomości
Parki handlowe dojrzewają, galerie zyskują drugie życie
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama