Kamery przed wejściem do bloku, na klatce schodowej czy parkingu mają dbać o nasze bezpieczeństwo. W niektórych przypadkach jednak prywatne życie mieszkańców zaczyna przypominać reality show – a to nielegalne.

Są granice

W jednej z prywatnych kamienic w Toruniu pojawiły się kamery na zewnątrz budynku i na parterze. Miały powstrzymać kradzieże, wandali dewastujących domofon, z podwórka mieli zniknąć bezdomni, skończyć miało się podrzucanie śmieci. Przy okazji jednak oko kamery objęło wejście do jednego z mieszkań, co wywołało dyskomfort lokatora. Nikt go nie zawiadomił o planie instalacji monitoringu. Zwrócił się o wyjaśnienia do spółki, właścicielki kamienicy. Odpowiedziała, że miała do tego prawo i nie musiała o tym zawiadamiać lokatorów. Nagrania z kamer nie są rozpowszechniane, technologia przekazywania obrazu jest bezpieczna, a system chroniony hasłami i nie mają do niego dostępu osoby trzecie.

Sprawa miała finał w Sądzie Okręgowym w Toruniu. Ten nakazał usunięcie kamer. Zdaniem sądu zarząd spółki nie miał racji, że montaż monitoringu na podwórzu i klatce schodowej jedynie podniósł bezpieczeństwo i chroni własność. Spółka nie wykazała, że dochodziło do drastycznych i niebezpiecznych sytuacji, mogła też korzystać z mniej inwazyjnych środków ochrony.

Czytaj także:

RODO: kiedy osiedlowa kamera jest legalna

Zarządcy nieruchomości przyznają, że monitoring to dobry wynalazek. Ale trzeba korzystać z niego z głową.

– Kamery mamy zamontowane przed wejściami do bloków i na niektórych częściach wspólnych nieruchomości, bo dochodziło do dewastacji i kradzieży. Dzięki monitoringowi jest ich mniej. Oczywiście są tak zamontowane, że nie zaglądają w niczyje drzwi. Wiszą też tabliczki, że obiekty są monitorowane. Dostęp do nagrań ma tylko spółdzielnia. Nie udostępniamy ich mieszkańcom nawet w wypadku kradzieży czy bójek, chyba że zwróci się o to do nas policja – mówi Dariusz Śmierzyński, prezes Spółdzielni Mieszkaniowej Ruda w Warszawie.

A jak to wygląda w prawie?

Nie ma przepisów szczególnych ws. wizyjnego monitorowania nieruchomości przez spółdzielnie mieszkaniowe czy wspólnoty, jak np. w wypadku szkół, zakładów pracy czy samorządów terytorialnych. Stosuje się więc generalne rozwiązania z RODO, jeżeli utrwalony zapis ujawnia dane osobowe (np. wizerunki).

W spółdzielniach i wspólnotach, które są administratorami, nagranie musi mieć podstawę prawną (art. 6 ust.1 lit. f RODO), być proporcjonalne i niezbędne (np. do ochrony mienia czy zapewnienia porządku), ale też wyważone z prawami osób, które są nagrywane. Zagrożenie nie może być abstrakcyjne, tylko faktycznie musi dochodzić do niepokojących sytuacji, włamań, wandalizmu etc. Podjęte środki powinny być adekwatne, a nie na wyrost – mówi dr hab. Grzegorz Sibiga, adwokat, partner w kancelarii Traple, Konarski, Podrecki i Wspólnicy.

– Wspólnota lub spółdzielnia musi być w stanie udokumentować przeprowadzenie analizy w tej sprawie, czego często nie czynią. Monitoring powinien odbywać się transparentnie. Nie może więc zabraknąć tabliczek informacyjnych z podstawowymi informacjami. Pełna klauzula informacyjna powinna znajdować się w serwisie internetowym spółdzielni oraz w jej siedzibie. Nie wolno też nagrywać w sposób skryty, bo to zaprzecza transparentności, ani wieszać atrap, bo to z kolei wprowadza w błąd. Trzeba także określić okres przechowywania i odpowiednio zabezpieczyć nagrania, by nie dochodziło do wycieków danych – wylicza mec. Sibiga.

Natomiast właściciel prywatnej posesji czy mieszkania może zamontować kamerę i nagrywać bez rygorów przewidzianych w RODO, ale tylko gdy dotyczy to przestrzeni własnej posesji i jest wykorzystywane w celach osobistych lub domowych. Jeżeli jego nagrywany obszar obejmuje podwórko sąsiada, ulicę, a w bloku drzwi sąsiada, a wraz z nimi osoby tam przebywające, to mają do nich zastosowanie takie same zasady jak do spółdzielni czy wspólnot.

Sankcje z RODO

Co grozi za nielegalne przetwarzanie?

– Prezes UODO może nakazać zaprzestanie monitorowania, gdy następuje bez podstawy prawnej, ale też nałożyć karę administracyjną, nawet do równowartości 20 mln euro za naruszenie podstawowych zasad z RODO. Grozi też odpowiedzialność karna przewidziana w polskiej ustawie o ochronie danych osobowych za przetwarzanie danych, gdy jest to niedopuszczalne – tłumaczy mec. Sibiga.