Grzymalitów na Białołęce to wąska ulica, przy której stoją domy jednorodzinne. Jest jednak jeden wyjątek: kilkupiętrowy blok składający się z dwóch części. Między nim a jednym z domów, na działce, którą dziś zdobi stary dąb, może stanąć kolejny budynek wielorodzinny.
[srodtytul]Co obok domu[/srodtytul]
– Wniosek o wydanie decyzji o warunkach zabudowy wpłynął do urzędu w czerwcu ubiegłego roku – informuje Bernadeta Włoch-Nagórny, p.o. naczelnika wydziału promocji i komunikacji społecznej w białołęckim urzędzie. – Postępowanie w tej sprawie wszczęto dopiero w grudniu. Decyzji jeszcze nie ma – dodaje.
Wniosek złożyło małżeństwo G. – prywatni inwestorzy. Jak ustaliliśmy, budynek ma mieć pięć kondygnacji naziemnych i jedną podziemną. Łączna powierzchnia mieszkań wyniosłaby 1,2 tys. mkw.
Plany budowy kilkupiętrowego bloku przeraziły właścicieli okolicznych domów.
– W sąsiedztwie znajdują się wyłącznie budynki jednorodzinne, z wyjątkiem jednego bloku. Zgodnie z zasadą dobrego sąsiedztwa obok domu powinien stanąć dom – podkreśla nasz czytelnik z ul. Grzymalitów (nazwisko do wiadomości redakcji).
– Tymczasem pięciokondygnacyjny blok ma być oddalony od granic sąsiednich działek zaledwie o cztery metry – dodaje.
Blok zasłoni więc całą stronę najbliżej stojącego domu. Także właściciele budynków stojących naprzeciwko obawiają się, że sąsiedzi z nowego bloku będą im zaglądać do okien. – Tak wielka kubatura musi się wiązać z potężnymi uciążliwościami dla nas – mówią sąsiedzi.
[srodtytul]Korki na ulicy[/srodtytul]
Według naszego czytelnika dokumentacja, jaką inwestorzy złożyli w urzędzie, jest nie do przyjęcia. – Przedstawiony szkic planowanego budynku, jaki nam pokazano, nie zawiera konkretów. Wiemy jedynie, że blok ma mieć kształt prostokąta, na którym nawet nie zaznaczono okien. Nie ma pewności, z której strony miałyby się one znajdować. Trudno odnieść się do tego typu dokumentacji – mówi czytelnik.
Mieszkańcy z ul. Grzymalitów obawiają się też, że kiedy do nowego budynku wprowadzi się kilkadziesiąt osób, wąska ulica stanie się całkiem nieprzejezdna.
– Nie wyobrażamy sobie swobodnych manewrów. Poza tym będziemy narażeni na fetor spalin z samochodów parkujących przed blokiem, czyli obok naszych domów – obawiają się. – Wszystko to obniży wartość rynkową naszych nieruchomości – mówią.
Dodają, że na działce, na której ma stanąć wielorodzinny budynek, rośnie wieloletni dąb o trzymetrowym obwodzie, który zostałby wycięty. – Same straty – podsumowują.
Czy dzielnicowi urzędnicy przyjmą dokumenty, które kwestionują mieszkańcy z Grzymalitów? Jak wyobrażają sobie dojazd do nowych mieszkań? – Wydział Architektury i Budownictwa dopiero przystąpi do analizy wniosku – tak na nasze pytania odpowiada Bernadeta Włoch-Nagórny. Dokumenty zostały jednak złożone w połowie 2008 roku.
O plany budowlane chcieliśmy zapytać samych inwestorów. Telefon był jednak nieczynny, a w domu nikogo nie było.
[ramka][b]Co to znaczy dobre sąsiedztwo na Białołęce[/b]
Podobny problem jak mieszkańcy z ul. Grzymalitów mają właściciele domów przy ul. Mehoffera. O sprawie pisaliśmy na łamach „Nieruchomości” 15 grudnia ub.r. w artykule pt. „Nie chcą bloków za oknami”.
Przypomnijmy. Miejscy urzędnicy zgodzili się, by obok willi w tej części Białołęki stanęły kilkukondygnacyjne bloki. – Miasto, wydając decyzję o warunkach zabudowy, powołało się na zasadę dobrego sąsiedztwa. Szukali go jednak w promieniu 500 i tysiąca metrów od planowanej inwestycji, nie uznając za sąsiednie działek, które są położone najbliżej – alarmowali mieszkańcy z ul. Mehoffera. Miasto broni jednak swoich decyzji, uznając, że wszelkie wymogi zostały spełnione.[/ramka]