W skali dziesięciu miesięcy br. deweloperzy w całej Polsce ruszyli z budową 101 tys. lokali – podał GUS. To o 28 proc. mniej niż w analogicznym okresie zeszłego roku i o 4 proc. mniej niż w osłabionym pandemią 2020 r. Październik był czwartym miesiącem z rzędu, kiedy statystyki utrzymują się na niskim poziomie. Stygnie też zapał Kowalskich. W październiku rozpoczęli oni budowę 6,2 tys. domów, o 33 proc. mniej niż rok wcześniej.

– Październikowe dane GUS nie napawają optymizmem co do sytuacji na rynku mieszkaniowym. Liczba lokali, których budowę rozpoczęto, wyraźnie spadła już w lipcu i od tamtej pory utrzymuje się na poziomie odpowiednim dla środka zimy, a nie jesieni – komentuje Agnieszka Mikulska, ekspertka rynku mieszkaniowego CBRE. – Nie dziwi, że wielu deweloperów nie zdecydowało się w październiku na nowe budowy, skoro popyt jest minimalny, a przed nami trudne warunki pogodowe. Inwestorzy indywidualni z kolei coraz częściej muszą myśleć nie tylko o wysokich kosztach budowy, ale też rosnących kosztach utrzymania domówi – podkreśla.

Zdaniem ekspertki w kolejnych miesiącach liczba mieszkań rozpoczynanych będzie dalej zapewne malała. Zmniejszy to presję na spadek cen (na skutek ograniczenia dostępnej oferty) i w przyszłości ochroni rynek przed problemem z nadmierną liczbą relatywnie drogich pustostanów. Z drugiej strony, deweloperzy już teraz muszą podejmować decyzje, jak funkcjonować przy znacznie mniejszej skali działalności.

– Możliwości prowadzenia nowych inwestycji są nadal bardzo duże. W samym 2022 r. roku liczba mieszkań, na których budowę wydano pozwolenie, już przekroczyła o ponad 79 tys. liczbę mieszkań, których budowę rozpoczęto. Może dziwić, że mimo zastoju na rynku nadal pozyskuje się pozwolenia na budowę na poziomie porównywalnym m.in. z 2018 r., kiedy koniunktura była dobra. Prawdopodobnie jest to wynik pewnej bezwładności procesów inwestycyjnych i efekt znacznie wcześniej podejmowanych decyzji. Można tylko żałować, że w sytuacji, w której realny deficyt mieszkaniowy stał się jednym z istotnych problemów rynku, większość z tych zapasów pozwoleń nie zostanie w najbliższym czasie zrealizowana. W przypadku deweloperów mieszkaniowych część inwestycji z pozwoleniami na budowę może stać się przedmiotem oferty kierowanej do inwestorów instytucjonalnych – mówi Agnieszka Mikulska.

Podkreśla, że warto zwrócić uwagę na liczbę mieszkań oddawanych do użytkowania – parametr zwykle w analizach traktowany po macoszemu, bo odzwierciedla decyzje inwestorów sprzed kilku lat, a oddawane lokale są w większości sprzedane.

– Przekazanie ponad 20 tys. lokali w jeden miesiąc jest dobrą wiadomością. W najbliższym czasie można spodziewać się nawet wyższych rezultatów ze względu na zbliżanie się końca budów rozpoczynanych w okresie boomu w 2021 r. Przypuszczalnie część tych lokali trafi na rynek najmu, zmniejszając napięcia popytowo-podażowe – podsumowuje Agnieszka Mikulska.