Warszawa wprowadza nowe zasady współpracy z deweloperami przy inwestycjach drogowych. Chodzi o zarządzenie prezydenta miasta z 19 października. Zgodnie z jego założeniami zawieranie umów drogowych ma być prostsze, szybsze i rządzić się transparentnymi zasadami. Ma zostać powołany specjalny zespół, a deweloper już nie będzie zobowiązany do budowy drogi, ale do kontrybucji pieniężnej. Jej wysokość będzie zależna od wielkości planowanej inwestycji. W zależności od rodzaju i położenia inwestycji stawki wyniosą od 125 do 200 zł za metr kwadratowy nowej inwestycji. W przypadku niektórych z nich trzeba będzie dopłacić od 10 do 20 tys. zł za miejsce postojowe.

Z założenia inicjatywa wydaje się jak najbardziej słuszna. Dziś zawieranie umów drogowych trwa miesiącami, a nierzadko latami. Z kolei ich zawarcie często determinuje uzyskanie pozwolenia na budowę. Wpływa to negatywnie na termin realizacji inwestycji, co przekłada się na wyższe ryzyko oraz koszt budowy, a tym samym ostatecznie na cenę (np. mieszkań). Problem jednak w tym, że treść zarządzenia nie daje gwarancji ani nadziei realnego wprowadzenia usprawnień, a nadto zryczałtowana „danina drogowa" wydaje się nie mieć podstaw i być niezgodna z art. 16 ustawy o drogach publicznych.

Zgodnie z treścią powołanego przepisu budowa lub przebudowa dróg publicznych spowodowana inwestycją niedrogową należy do inwestora tego przedsięwzięcia, natomiast szczegółowe warunki budowy lub przebudowy dróg określa umowa z zarządcą drogi. Chodzi przede wszystkim o to, aby budżet publiczny nie był obciążany kosztami inwestycji drogowych, które są spowodowane przedsięwzięciami prywatnymi. Z reguły są to sytuacje, w których do właściwej obsługi komunikacyjnej planowanej inwestycji konieczne jest wybudowanie nowego odcinka drogi czy przebudowa już istniejącego. Nie każda jednak inwestycja wiąże się koniecznością budowy lub przebudowy drogi, a zakres tego obowiązku jest każdorazowo inny. Miasto chce tę zasadę zmienić i wprowadzić zryczałtowaną „daninę drogową".

Koncepcja bardzo słuszna i obopólnie korzystna. Dla inwestorów dlatego, że powinna znacznie przyspieszyć zawieranie umów drogowych oraz zmniejszyć niepewności co do wysokości świadczeń, jakie mogą być na inwestora nałożone.

Problem w tym, że te rozwiązania powinny być wprowadzone na poziomie ustawowym. Aktualnie brak podstaw, aby wychodzić poza ramy określone w art. 16 ustawy o drogach publicznych. Przepis ten nie zezwala na nałożenie na inwestora obowiązku w zakresie szerszym, niż wynika to z faktycznego wpływu konkretnej inwestycji na konieczność budowy czy przebudowy dróg. Innymi słowy, nie jest możliwe nałożenie na inwestora zryczałtowanej „daniny drogowej" w oderwaniu od zbadania, czy jego inwestycja powoduje konieczność budowy lub przebudowy drogi, a jeżeli tak, to w jakim zakresie.

Niezależnie od tego z powołanego zarządzenia nie wynika wiele dla zapowiadanego usprawnienia procesu zawierania umów. Mimo że mowa w nim o stworzeniu specjalnej procedury, to próżno jej tam szukać. Traktuje ono przede wszystkim o powołaniu zespołu konsultacyjno-negocjacyjnego, trudno jednak odnaleźć reguły, wedle których zespół miałby procedować, czy narzędzi, które pozwolą na przyspieszenie zawierania umów.

Oczywiście czas pokaże, jak zarządzenie będzie stosowane w praktyce. Na razie jednak można się spodziewać kolejnych obstrukcji. Wprowadzenie nowych zasad zaabsorbuje wiele czasu i energii, której na pewno zabraknie na sprawy w toku.

—oprac. ak