Pandemia spowodowała, że klienci mają zupełnie inne potrzeby. Musiał na nie zareagować cały rynek nieruchomości. To przede wszystkim popularyzacja pracy zdalnej oraz wdrożenie rozwiązań dotyczących bezpieczeństwa pracowników w biurach. Biura elastyczne odnalazły się w tych okolicznościach bardzo dobrze. Zmieniająca się liczba pracowników w biurze – nawet z dnia na dzień, sprawia, że firmom może być trudno oszacować, ile tak naprawdę miejsc pracy muszą zagwarantować pracownikom.

W biurach elastycznych firmy płacą za tyle miejsc, ile faktycznie zajmują. To bardzo wygodne rozwiązanie, tym bardziej, że czas umowy może być krótko-, średnio- i długoterminowy, a nie jak w przypadku tradycyjnych biur – jedynie długoterminowy, gdzie zazwyczaj umowa podpisywana jest na ok. pięć lat.

Mniejsze powierzchnie sprawiają też, że łatwiej ograniczyć bezpośrednie kontakty w biurze. Biura mają wyznaczone miejsca spotkań, rozmów i pracy. Biura elastyczne są też przygotowane do pracy z dużą liczbą klientów. To jest nasza codzienność.

Przez pierwszy rok pandemii większość naszych klientów stanowiły małe i średnie firmy, które mogą szybko reagować na zmieniające się okoliczności, łatwo określać potrzeby operacyjne. W tym czasie klienci korporacyjni badali rynek, opracowywali nowe procedury, polityki wewnętrzne, także dotyczące kwestii pracy zdalnej. Dziś  nasi klienci to różne firmy – od startupów po duże, międzynarodowe biznesy.

Widzimy, że rynek wrócił do normalności. Nasze mniejsze biura wynajęły się już jakiś czas temu, natomiast większe – takie, które posiadają sektory na kilkadziesiąt osób, potrzebują jeszcze czasu, co wynika z dłuższych procesów podejmowania decyzji. Możemy jednak powiedzieć, że  sytuacja w większości biur wygląda podobnie jak pod koniec 2019 roku.

Potwierdza to tezy mówiące, że biura są potrzebne i ludzie chcą w nich pracować.