Minister infrastruktury podpisał w ubiegłym tygodniu rozporządzenia dotyczące wprowadzenia od nowego roku certyfikatów energetycznych dla budynków. Przedstawiciele branży odetchnęli z ulgą, że przepisy są, ale wciąż mają do nich wiele zastrzeżeń.
Najwięcej emocji budzi ostatnie rozporządzenie „w sprawie metodologii obliczania charakterystyki energetycznej budynku i lokalu mieszkalnego...”, począwszy od nazwy, a na szczegółach technicznych skończywszy.
Inżynier Jan Król, prowadzący szkolenia na temat metodologii obliczania świadectw energetycznych, twierdzi, że ostateczna wersja przyjętej metody obliczeniowej roi się od odnośników do norm, z których podstawowa, PN EN ISO 13790:2008 – „Obliczanie zużycia energii do ogrzewania i chłodzenia”, właściwie nie istnieje, ponieważ nie została przetłumaczona na język polski.
– Przyjęta metoda wymaga bardzo pracochłonnych obliczeń współczynnika EP (zmniejszenia zysków ciepła w zależności od akumulacyjności budynku, które można uzyskać w prostszy sposób). Aby promować ideę w społeczeństwie, trzeba ją uczynić jak najbardziej zrozumiałą. Będzie to trudne w oparciu o jeden wskaźnik będący całkowicie wirtualną wartością mającą niewiele wspólnego z tym, co przeciętny obywatel może odczytać z urządzenia pomiarowego zainstalowanego w jego domu – mówi Jan Król.
Czy przepisy w ostatecznym kształcie są dobre? Zdaniem Marcina Piotrowskiego z Konfederacji Budownictwa i Nieruchomości ogromnym błędem nowych przepisów jest eliminacja klas energetycznych.
– Sprawdzone w AGD klasy energetyczne były najlepszym rozwiązaniem, tymczasem suwak energetyczny jest całkowicie nieczytelny dla inwestorów i ogranicza znacząco skalę porównań, ale może właśnie o to chodziło – mówi Marcin Piotrowski.
Maria Dreger z Rockwool Polska także żałuje, że zrezygnowano z klas energetycznych, gdyż byłyby one czytelniejsze dla użytkowników, dla których przecież wymyślono świadectwa. Chodzi o to, aby nawet niefachowcy mogli dostrzec różnice w jakości energetycznej budynków i wynikające z nich konsekwencje.
– Szkoda, że wprowadzając po raz pierwszy w Polsce metodologię kompleksowego obliczania zapotrzebowania na energię przez budynki, nie skorzystano z szansy przyjęcia metody nowocześniejszej, rozwojowej i, co ważne, pozwalającej na wyraźniejsze zróżnicowanie budynków, a było to w wersji konsultowanej przez MI w zimie 2008 r. Zamiast tego mamy przechodzone rozwiązanie niemieckie – mówi Maria Dreger. – Mam jednak nadzieję, że energooszczędność się wybroni, gdyż od kilku lat większość indywidualnych inwestorów buduje lepiej, niż oczekuje państwo, bo to się po prostu opłaca – dodaje Dreger.
[ramka][b]Warto wiedzieć[/b]
Od stycznia 2009 r. wszystkie lokale, które będą sprzedawane lub wynajmowane, a także nowe oddawane do użytku będą musiały mieć świadectwo energetyczne.
Taki dokument wykaże, jakie są rzeczywiste koszty ogrzewania, klimatyzowania i oświetlania nieruchomości.
Do wprowadzenia certyfikacji energetycznej budynków zobowiązuje nas dyrektywa Parlamentu Europejskiego, której celem jest promowanie oszczędności energii.
Dostosowanie polskiego prawa do unijnego ma zapewnić nowelizacja ustawy – Prawo budowlane oraz trzy rozporządzenia ministra infrastruktury dotyczące: warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki, przepisów o projekcie budowlanym oraz metodzie obliczeń wskaźników określających jakość energetyczną budynku.[/ramka]