Cmentarze wiktoriańskie są w pełni wykorzystane. Także w wielu innych częściach świata powstaje problem, co robić z ciałami zmarłych. Rośnie presja na powiększanie przestrzeni na pochówki - piszą dziennikarze BBC. - Rewolucja przemysłowa XVIII i XIX wieku spowodowała masową migrację z małych wiosek i miasteczek do wielkich miast. Dawniej większość ludzi mieszkała na terenach wiejskich. Chowano ich na lokalnych cmentarzach przykościelnych.
Kosztowny obowiązek
Wraz ze wzrostem populacji miejskiej władze wiktoriańskiej Brytanii zakładały wielkie cmentarze, często na obrzeżach miast. Dziś brakuje tam miejsca. Szef Institute of Cemetery and Crematorium Management twierdzi, że kryzys narasta, mimo że większość Brytyjczyków wybiera kremację. - Dwie londyńskie gminy - Tower Hamlets and Hackney - zawiesiły świadczenie usług pogrzebowych - dodaje.
Twierdzi, że mieszkańcy muszą ich poszukiwać w sąsiednich gminach. Według niego miasta brytyjskie doświadczyły tego problemu jako pierwsze, ale rozlewa się on na inne części kraju.
- Lokalne władze mają obowiązek znaleźć ziemię pod nowe cmentarze, co jest kosztowne, a przy tym muszą ponosić koszty utrzymania starych cmentarzy - mówi dziennikarzom BBC szef Institute of Cemetery and Crematorium Management.
Julie Rugg z Cemetery Research Group uniwersytetu w Yorku, mówi dziennikarzom BBC, że pochówek w miejscach odległych od rodziny może przysparzać wielu problemów. - Będą kłopoty, gdy ludzie zechcą często odwiedzać groby, co wiąże się z daleką podróżą - tłumaczy.
Zarezerwowane miejsca
Badanie z 2013 roku wykazało, że na niemal połowie angielskich cmentarzy zabraknie miejsca w ciągu najbliższych 20 lat. Wenecki cmentarz na lagunie jest w pełni zarezerwowany.
Jednym z rozwiązań jest powtórne wykorzystanie mogiły przez usuwanie szczątków ze starszych grobów, grzebanie ich głębiej w tej samej mogile, następnie wykorzystanie przestrzeni na górze do nowego pochówku.
Inne kraje w Europie, jak na przykład Niemcy, po prostu wykorzystują ten sam grób po upływie kilku lat. Tymczasem rodziny w Hiszpanii i Grecji dzierżawią wybudowaną na ziemi kryptę, w której ciała leżą kilka lat. Kiedy ulegną rozkładowi, są przenoszone na cmentarz komunalny, a krypta może być użyta ponownie. Podobnie postępuje się na weneckiej wyspie San Michele.
Izrael zezwolił na budowę wielokondygnacyjnych grobowców, mimo sprzeciwu społeczności ortodoksyjnych Żydów. W najbardziej zaludnionych częściach świata normą jest kremacja, ale nawet znalezienie przestrzeni na urnę może być trudne.
W Hongkongu tysiące rodzin przechowuje prochy w workach w domach pogrzebowych, czekając latami na miejsce na cmentarzu publicznym bądź prywatnym. W Singapurze prywatna firma magazynuje 50 tys. urn, które mogą być automatycznie przesunięte za pomocą karty elektronicznej.
W Indiach, drugim najbardziej zaludnionym kraju świata, Hindusi rozsypują prochy zmarłych po kremacji, lecz muzułmanie i chrześcijanie, którzy grzebią ciała, mają problem ze znalezieniem odpowiedniego miejsca.
W innych regionach, jak na przykład amerykańskim stanie Minnesota, stosuje się resomację, nazywaną "zieloną kremacją".
Na popularności zyskują naturalne pochówki, gdzie zmarłych umieszcza w wiklinowych trumnach i lokuje w naturalnym lesie. Mogą być one jednak kosztowne.