Tanie mieszkania czynszowe dla najmniej zamożnych Polaków. Tak w skrócie można przedstawić założenia programu Mieszkanie +. Tanie, bo zgodnie z obietnicami rządu mówimy o miesięcznej opłacie w wysokości nawet zaledwie 10 zł za mkw. Czy to dobry pomysł?

- Mamy za mało danych, by o tym mówić. Mogę jednak powiedzieć, że cieszę się że rząd zabrał się do realizowania programu wspierania budownictwa mieszkaniowego, gdyż w Polsce cały czas brakuje lokali i inicjatywy tego typu są nam potrzebne - mówił Henryk Urbański, prezes spółki deweloperskiej Budimex Nieruchomości wskazując, że nie obawia się rządowej koncepcji.

- Przeżyliśmy już wiele rożnych programów. Była "Rodzina na Swoim". Mamy Mieszkanie dla Młodych. Nie sądzę więc, by ten program w jakikolwiek sposób namieszał na rynku - wyjaśniał.

Pozostaje tylko pytanie, czy ten program uda się zrealizować. Rynek budownictwa czynszowego w Polsce był i pozostaje bardzo słaby. Dlaczego teram miałoby się to zmienić?

- Najważniejszą sprawą jest finansowanie. Bez pieniędzy nie da się zrealizować tak ambitnego programu - wyjaśniał.

- Inna sprawą jest realizacja. Obecnie jest tak, że za budowanie zabiera się coraz więcej firm. Firm, które się na tym nie znają. Nowe spółki pojawiają się na fali hossy wierząc, że to świetny i prosty biznes. Tak jednak nie jest - tłumaczył.

Deweloperzy nie boją się nowego programu? Jego start i realizacja może mocno namieszać na rynku.

- Nie oceniam tego programu jako zwarcia z deweloperami, ale jako poszerzenie rynku. Sama koncepcja - budowa tanich mieszkań - jest słuszna - wyjaśniał.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

- Trzeba pamiętać, że lokale o których mówimy kierowane są do osób o niskich dochodach, czyli tych, których nie stać na oferowane przez nas mieszkania. Mówimy więc o osobach, które raczej nigdy nie będą naszymi klientami - mówił.

Inna kwestia to fakt, że rządowy program okaże się zaledwie kroplą w morzu potrzeb.

- Szacunki rządowe wskazują, że w Polsce brakuje około 1 mln mieszkań. Inne wyliczenia mówią nawet o liczbie 4 mln. Poruszamy się w tym przedziale i tyle lokali brakuje, by rynek się zrównoważył. Oznacza to, że koncepcja budowy nawet kilkudziesięciu tysięcy tanich mieszkań czynszowych nie zatrzęsie rynkiem - wyjaśniał.

Czy to jedyne argumenty, które uspokajają deweloperów? Okazuje się że nie. Urbański tłumaczył, że kluczowa jest także wiarygodność rządu.

- Mieliśmy różne obietnice, które nigdy nie zostały spełnione. Mielimy trzy miliony mieszkań, mieliśmy projekt zakładający udział BGK i koncepcję tanich lokali z jego pośrednictwem - mówił.

- Budowa mieszkań za cenę od 2,5 do 3 tys. za mkw tzw. pum-u (powierzchnia użytkowa mieszkania - red.) - i mówimy tutaj o mieszkaniach wykończony - to jest to założenie bardzo optymistyczne. Czy realne? Około 20 proc. końcowej wartości ceny za mkw pum-u to wartość gruntu. Ten czynnik nam odpada. Odchodzi także np. koszt marketingu. To duże oszczędności, ale i tak obiecany wynik będzie trudny do osiągnięcia - mówił.

Jak zejść do takiej ceny?

- To jest możliwe. Trzeba tylko zapomnieć np. o wymogach planistycznych, jakie obecnie obowiązują np. w Warszawie. Mieszkanie to nie tylko lokal, ale także cala infrastruktura dookoła. Trzeba zrobić przyłącza, kanalizacje, drogi dojazdowe czy parkingi - wyjaśniał.

- Jeśli będziemy budować bez piwnic, bez parkingów, bez dróg wewnętrznych to można się pokusić o stwierdzenie, że da się to zrobić. Możemy się nawet pokusić o wykończenie - wyjaśniał.

- Podstawa są pieniądze. Jak poznamy więcej szczegółów, to zderzymy się z rzeczywistością i będziemy mogli więcej powiedzieć o ty programie - podsumował.