Reklama
Reklama

Szalone i dramatyczne początki Red Hot Chilli Peppers z Hillelem Slovakiem

„Powstanie Red Hot Chili Peppers: nasz brat, Hillel”, poruszający dokument Bena Feldmana, pokazuje początki Papryczek, których nie byłoby bez tragicznie zmarłego gitarzysty Hillela Slovaka.
Hillel Slovak

Hillel Slovak

Foto: CC BY 2.0/John Coffey

Nie można pominąć faktu, że premiera tego dokumentu w Netfliksie była przedmiotem kontrowersji między zespołem a dystrybutorem.

Reklama
Reklama

Kiedis, Flea i Slovak

Netflix zapowiadał film z udziałem członków grupy jako jej historię, oni zaś, zgodnie z prawdą, zgodzili się na wywiady przed kamerami i film o prapoczątkach i początkach, by przypomnieć postać nieodżałowanego Hillela Slovaka, który był dla RHCP kimś takim jak Syd Barrett dla Pink Floyd. Tyle tylko, że Barrett, pierwszy lider Floydów, od nadużywania LSD zapadł na chorobę psychiczną. Slovak zaś, który zafascynował Fleę i Anthony’ego Kiedisa swoją twórczością i osobowością oraz wprowadził ich, jeszcze jako nastolatków, w świat muzyki – przedawkował heroinę po nagraniu trzeciej płyty Papryczek.

Jego miejsce zajął John Frusciante, wówczas osiemnastoletni fan stylu gry Slovaka i Red Hotów. Kończąc zaś wątek tytułu dokumentu – w anglojęzycznym Netfliksie mamy ukłon wobec oczekiwań muzyków i zaznaczono w tytule, że film mówi o powstaniu zespołu, w Polsce widzowie oglądają „historię RHCP”.

Najważniejsze jest to, że powstał znakomity, dramatyczny film o młodych ludziach, których muzyka i przyjaźń połączyły, gdy ich rodziny były rozbite – w każdej doszło do rozwodu bądź rozstania, wszyscy znaleźli się w nowej szkole, mieście, a nawet kraju, gdzie czuli się obco i samotnie. Różne losy kierowały ich do Los Angeles. Wokalista Anthony Kiedis przyjechał do ojca, który skończył dilować narkotykami i chciał się zająć aktorstwem, basista Flea urodził się w Australii, zaś rodzina Hillela, cudem uratowana z Holokaustu, miała epizod pobytu w Izraelu.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Pearl Jam zaopiekowali się porzuconym gitarzystą Red Hotów i nagrali dobry album

Wszyscy szukali swojej Ziemi Obiecanej – krokiem w jej stronę było Fairfax High School. Hillel grał już wtedy w rockowym zespole Anthym (potem What It Is), który w skali możliwości nastolatków miał już status pokoleniowej gwiazdy. Formacja okazała się niezwykle wpływowa: w niej rozpoczynał karierę perkusista Jack Irons, znany także z Pearl Jam, oraz Alain Johannes Mociulski, który w pierwszych latach swojej działalności rywalizację z Red Hotami w końcu przegrał, ale potem odcisnął swoje piętno na muzyce, firmując prestiżowe projekty i płyty z Queens of the Stone Age, Them Crooked Vultures, PJ Harvey, Chrisem Cornellem i Arctic Monkeys.

Red Hot Chili Peppers i ich początki

Z punktu widzenia Papryczek liczy się to, że Hillel jako gitarzysta Anthym zafascynował Flea i Kiedisa, dwójkę zwariowanych nastolatków, którzy nie wiedzieli, jak spożytkować nadmiar energii, i wciągnął ich w proces tworzenia Flea zaproponował, by zaczął grać na basie, zaś Kiedis debiutował przed mikrofonem – na początku jako charyzmatyczny konferansjer koncertowy.

To personalne i artystyczne decyzje Hillela sprawiły, że Flea i Kiedis najpierw weszli w krąg undergroundu w Los Angeles, a później swoimi wyborami, gustami i talentami wpływali na jego rozwój jako pełnoprawni artyści. To było coś w rodzaju burzy mózgów, wynikającej z nowych przyjaźni i tworzenia artystycznych komun, poszerzenia kręgów przyjaciół. Kiedis zafascynował się funkowym Grandmaster Flash, Flea czerpał inspiracje z punk rocka grupy Fear.

W orbicie przyjaciół, którzy non stop imprezowali, mieszkali razem i pracowali, gdzie popadnie, znalazł się też dawny kucharz Franka Zappy oraz Eltona Johna – Gary Allen, muzyk, znawca mody i miłośnik Warhola, performer i trendsetter. To on zauważył nowy potencjał muzyczny, jaki mają Flea, Kiedis, Slovak, Irons, sugerując im zagranie koncertu, choć mieli tylko jedną piosenkę. Był 16 grudnia 1982 r. Mamy szczęście, że kamery były wtedy obecne w Grandia Room na Hollywood Boulevard, a my słuchamy „Out in L.A.”, widząc, jak rodziło się nowe muzyczne tornado.

Reklama
Reklama

Obserwując zaś energię muzyków i gorącą atmosferę na koncertach – Allen zaproponował nazwę Red Hot Chili Peppers. Tamten show w Grandia Room był jak pierwsza noc romansu, od którego ostatecznie, jak się okazało, nie ma odwrotu, nawet jeśli późniejsze losy muzyków przez jakiś czas toczyły się osobno, bo Hillel i Irons starali się być lojalni wobec What It Is. Bo już tak bywa, że kiedy muzyczne historie muzyków były w powijakach – nie działo się nic, gdy jednak kariery nabrały przyspieszenia – zaczęło się dziać zgodnie z zasadą „wszystko wszędzie naraz”.

W jednym tygodniu, zarówno Red Hot, jak i What It Is, otrzymali propozycję nagrania pierwszej płyty. Można sobie tylko wyobrazić rozdarcie Hillela i Ironsa, którzy postanowili grać z Mociulskim pod szyldem What It Is. Dla Ironsa sprawa była być może prostsza – awanturniczy styl życia Flei i Kiedisa mu nie odpowiadał. Nie kryje, że bał się miejsc, gdzie przebywali oraz ich „podejrzanego” towarzystwa. Nie da się ukryć: obaj panowie nie bali się eksperymentować. Flea opowiada, jak, pracując w przychodni weterynaryjnej, ukradł gastryczne lekarstwa dla psów, ułożył z nich piękną mozaikę, a gdy podczas imprezy oszołomieni nastolatkowie wszystko skonsumowali – toaleta nie mogła pomieścić chętnych, a z przyjęcia zrobiło się jedno wielkie szambo.

Czytaj więcej

Krzysztof Grabowski dla „Rzeczpospolitej": Młodzi wchodzą w neonazistowski sposób myślenia, bo nie widzą całości systemu

Mrok Hillela Slovaka

Hillel, choć pochodził z mieszczańskiej rodziny o artystycznych ambicjach – matka malowała, on sam rysował, pisał wiersze i prowadził dziennik, który jest też podstawą scenariusza oraz partii narracyjnych dokumentu – miał w sobie też miejsce na mrok i być może to kierowało go w stronę kolegów z RHCP. Zespół piął się w górę. O drugiej płycie „Freaky Styley” zrobiło się głośno, również dlatego, że wyprodukował ją George Clinton z Parliament-Funkadelic. Trzecia – „The Uplift Mofo Party Plan” była nadzieją EMI. Tymczasem właśnie w trakcie sesji Hillel i Kiedis ujawnili swoją skłonność do autodestrukcji, przechodząc z fazy imprez z lekkimi narkotykami w heroinowy nałóg.

Kiedis, wyrzucony z zespołu, przez 30 dni odwyku w klinice rehabilitacyjnej Armii Zbawienia odnalazł siłę do bycia całkowicie trzeźwym po raz pierwszy od 11. roku życia. Wyrazem tego stała się piosenka „Fight Like a Brave”, gdy ponownie zaczął nagrywać z zespołem. Dezintegracja Slovaka dokonywała się w bardziej dramatyczny sposób, bo w ukryciu. Potrafił się maskować i dopiero podczas przełomowego tournée po Europie, gdy zawalał koncerty, a w jego walizce znaleziono toksyczne substancje – koledzy zorientowali się, jak bardzo jest uzależniony.

Reklama
Reklama

John Frusciante o Hillelu Slovaku

Wtedy Hillel potrafił się zdyscyplinować, zaś Papryczki zbudowały na starym kontynencie liczący się przyczółek do późniejszej ekspansji. Ale Slovak nie był już jej uczestnikiem. Czas rozluźnienia w Los Angeles po powrocie z tournée okazał się zabójczy. Gdy Flea przygotowywał się do roli ojca, przyszła wiadomość, że Hillel nie żyje. U Kiedisa śmierć wywołała wieloletnie poczucie winy – tak wielkie, że nie pojawił się na pogrzebie i bał się spotkań z matką przyjaciela. Pojednał się z nią dopiero, gdy wezwała go krótko przed śmiercią. Opowiada o tym brat Slovaka, James – pomysłodawca filmu. Flea pomimo upływu czasu wciąż bywa na grobie Hillela, pozostaje z nim w duchowym kontakcie, a przed kamerami kilka razy nie może ukryć łez: są wyrazem wdzięczności za to, że przyjaciel zaprosił go do muzycznego świata.

Czytaj więcej

Supergrupa muzyków TSA, Proletaryat, Piersi i Armia, czyli Kosmici w natarciu

Niesamowita jest historia Johna Frusciante. Sam należę do tej grupy fanów RHCP, którzy cenią najbardziej albumy nagrane dopiero po przyjściu Johna, poczynając od „Mother’s Milk” (1989). Tymczasem Frusciante mówi, że jako gitarzysta i kompozytor odnalazł odpowiedni dla siebie i zespołu ton, gdy po pierwszych miesiącach w grupie podążył drogą wytoczoną przez Hillela. Dzięki temu osiemnastoletni muzyk – tyle miał w momencie przyjścia do grupy – dojrzewał do bycia nieformalnym liderem formacji i głównym kompozytorem.

Hillel Slovak zmarł 25 czerwca 1988 r. w wieku 26 lat.

Muzyka popularna
„Moja krew, twoja krew: MG x Jarocin”. Specjalny projekt łączy pokolenia na Jarocin Festiwal 2026
Materiał Promocyjny
Jedna rata i większa kontrola nad budżetem domowym?
Materiał Promocyjny
Centra danych to kwestia całego ekosystemu
Muzyka popularna
Alicja wygrała preselekcje Eurowizji i to ona zaśpiewa w Wiedniu
Muzyka popularna
Powrót Houk po 30 latach i jubileusze legend. Nowe ogłoszenia Jarocin Festiwal 2026
Muzyka popularna
Wielkie wątpliwości przed polską preselekcją Eurowizji po zaskakujących zmianach
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama