Robert Plant deklaruje upodobanie do spokoju i ciszy. Jednak uwielbia być w oku cyklonu.
To tylko pozorna sprzeczność. Refleksyjną, akustyczną muzykę potrafi wyposażyć w energię bomby jądrowej i jeszcze się uśmiechać w stylu: „Ja? Przecież nic specjalnego nie zrobiłem!".
Jimmy czy Alison
Ten patent przećwiczył już w 2007 r. W kolejce po bilety na pierwszy od blisko trzech dekad koncert Led Zeppelin 10 grudnia w londyńskiej hali O2 zalogowało się wtedy w sieci 25 mln fanów z całego świata. Mogliby wypełnić setki stadionów. Show był wydarzeniem roku i padła podobno propozycja 800 mln dolarów za tournée.
– Gdy pomyślałem, że powróci szaleństwo, jakie towarzyszyło dekadzie Led Zeppelin, uciekłem z garderoby do pubu za rogiem – powiedział Plant. I realizował „plan B".
27 października 2007 r. wydał, wydawałoby się, skierowaną do niszowej publiczności płytę „Raising Sand", nagraną z bluegrassową gwiazdą Alison Krauss. Niszową, bo przy 300 mln albumach, jakie sprzedał Plant, Krauss mogła się pochwalić sprzedażą 10 mln.
Alternatywna wobec Led Zeppelin kariera Planta rozwijała się jednak dynamicznie. W listopadzie 2007 r., w pierwszym tygodniu sprzedaży, duet cieszył się drugim miejscem w notowaniu „Billboardu" i stu tysiącami sprzedanych egzemplarzy. Tylko Plant wie, czy wpisał londyński koncert Zeppelinów w promocję sprzedaży płyty z Krauss. Ale gdy koledzy z Led Zeppelin liczyli na światowe tournée – w marcu 2008 r. Plant odbierał z Krauss Platynową Płytę za milion CD „Raising Sand".
Tytuł to dobry komentarz do wydarzeń. Tłumacząc dosłownie – chodzi o zbieranie ziarenek piachu, czyli o syzyfową pracę. To jednak idiom oznaczający wywoływanie zamieszania. Plant wywołał je idealnie. A w lutym 2009 r. na gali Grammy wciąż pozycjonował się w oku cyklonu, zdobywając sześć statuetek, pokonując Coldplay, rapera Lil Wayne'a i młodziutką Adele, z którą teraz też staje w szranki, bo wydaje płytę tego samego dnia co ona.
Czytaj więcej
Album "Led Zeppelin IV" ukazał się dokładnie 50 lat temu, 8 listopada 1971 roku. Zasłynął nie tylko kompozycją "Stairway To Heaven"
Czytaj więcej
Czy nabycie samochodu może być tak proste, jak zamówienie sprzętu online? O tym, jak wygląda transformacja tego sektora oraz jak należy odpowiedzie...
Pikanterii dodaje fakt, że Grammy w kategorii nagranie roku otrzymał dzięki piosence „Please Read The Letter", którą zaczął komponować z Jimmym Page'em. A dokończył z Alison.
By zrozumieć postawę Planta, warto wsłuchać się w to, co mówił, pytany o comeback Led Zeppelin. Podkreślał, że trzecia część nagrań grupy nie była hardrockowa, tylko akustyczna. Mówił, że minął czas machania głową i woli, by temperatura emocji była wysoka, ale emocje przemyślane. Dlatego wszystkie zespoły Planta – Strange Sensation, Saving Grace czy Band of Joy – grały kameralnie i akustycznie. Z żadnym też nie wiązał się na dłużej, ironizując, że najwyższą formę muzycy uzyskiwali na pożegnalnych koncertach. Bo nic tak nie podgrzewa emocji jak perspektywa rozstania. Tę zasadę zastosował również w relacjach z Alison, choć z wywiadu udzielonego „The New York Times" było wiadomo, że druga płyta jest planowana.
– Gdybyśmy wiedzieli, co mamy zrobić, prawdopodobnie skończyłoby się muzyczną powtórką – powiedział „New York Times" T Bone Burnett, niegdyś gitarzysta Boba Dylana, producent obu płyt duetu. – A przecież nigdy nie mieliśmy żadnego planu. Po prostu wygłupialiśmy się w studiu, dobrze się bawiliśmy.
Teraz też musieli poczekać, aż sytuacja będzie wolna od presji wygórowanych oczekiwań. Ale nagraniami wymieniali się od dziesięciu lat.
I tym razem duet połączył różne wokalne stylistyki. Krauss lubi śpiewać precyzyjnie i trzymać się w rytmie, zaś Plant raz zwolnić, raz przyspieszyć.
– To sprawia, że czujesz się, jakbyś wisiał na krawędzi urwiska – ocenia Krauss. W studio poza producentem pojawili się znakomici gitarzyści: Bill Frisell, Marc Ribot i David Hidalgo z Los Lobos. Znamienne, że tytuł drugiej płyty nawiązuje do pierwszej – eskalując emocje, a oznacza doping tak głośny, że aż unosi się dach. Płyta jest dynamiczniejsza. Już w pierwszej kompozycji „Quattro" przyciszony folkowy duet wzmacniają niemal afrykańskie rytmy. „The Price of Love" The Everly Brothers jest feerią melancholijnych uczuć. Zaś śpiewane przez Roberta „Go Your Way" ma coś z nastroju „Thank You" Led Zeppelin.
Dobra i zła droga
Także soulowe w oryginale „Searching For My Love" przypominają liryzm w stylu rocka lat 60. Z kolei „Trouble With My Lover" przenosi nas w aurę muzyki Toma Waitsa, zaś „Can't Let Go" – Rya Coodera.
Popisem folkowego śpiewu Krauss stało się „It Don't Bother Me" i „Last Kind Words Blues". Jedyną autorską piosenką Planta jest „High And Lonesome" – mistrzostwo świata w budowaniu napięcia, zmiany rytmów i muzycznej barwy.
Plant raz napomyka o Led Zeppelin. W przepięknym bluesie „You Led Me To The Wrong".
Oczywiście, to żart.