Czy po wielu latach starań o siedzibę dla Sinfonii Varsovia widzi Pan już końcowe światełko w tunelu?
Tym światełkiem jest dla mnie oczywiście główna sala koncertowa, którą, co prawda, dopiero zaczniemy niebawem budować, ale szczęśliwie mamy całe finansowanie, wszystkie zgody i pozwolenia na budowę i mamy generalnego wykonawcę. A teraz czujemy radość, bo już coś oddajemy do użytku dla mieszkańców. Ona jest połowiczna, skoro międzynarodowy konkurs architektoniczny na salę koncertową miał miejsce w 2010 r., ale czujemy satysfakcję, że oddajemy pierwszą część naszej siedziby przy Grochowskiej, trzy wyremontowane zabytkowe budynki.
Muzyka w salach Instytutu Weterynarii
Po 16 latach projekt sali koncertowej w Warszawie nadal jest nowoczesny.
I to wspaniałe, że się nie zestarzał. Myślę, że to świadectwo jego wartości, bo jest na tyle mocny i wciąż aktualny, że już trochę sobie nie wyobrażamy, żeby można było go zmieniać. Bardzo się przyzwyczailiśmy i świetnie go poznaliśmy, bo przez 16 lat w pewien sposób współprojektowaliśmy wszystko ze zwycięzcą konkursu, architektem Thomasem Pucherem. Zgłaszaliśmy mu, czego dokładnie oczekujemy, chociażby to, że sale ćwiczeń dla smyczkowców wymagają innego skonstruowania niż te dla dętych blaszanych. Każdy element odnowy zabytkowych budynków i projektu głównej sali też był dokładnie przez nas weryfikowany, akceptowany.
Wasza siedziba na ulicy Grochowskiej to przykład połączenia zabytku z supernowoczesną architekturą. Jakie jednak niespodzianki kryły się w starych obiektach dawnego Instytutu Weterynarii?
Mogło się wydawać, że budynki stoją, mają dach, stropy, a my od razu rozpoczęliśmy tam organizowanie koncertów. Było też kilkadziesiąt wystaw, mnóstwo działalności edukacyjnej. Ale kiedy musieliśmy przekazać budynki wykonawcy remontu, dopiero wtedy poznaliśmy, co naprawdę dostaliśmy. W końcowym efekcie z oryginalnych budynków zostały ściany nośne oraz klatka schodowa w głównym budynku. Wszystko inne zostało wyprute i zbudowane na nowo. Ale to, co zostało zachowane, jest naprawdę z pietyzmem wyremontowane. Szczególnie dumny jestem, że fasada głównego budynku została odtworzona na podstawie jednego zdjęcia z 1901 r.. W PRL jej wszystkie ozdoby zostały skute, teraz je przywróciliśmy. Mój zastępca do spraw inwestycji Maciej Czeredys był konserwatorem wojewódzkim, to człowiek najbardziej odpowiedni, by z pietyzmem odtwarzać takie budynki. Niespodzianek było wiele, ale też mieliśmy świadomość, że chcemy uzyskać przestrzeń do pracy codziennej. I że wszystko musi być superbezpieczne, przyjazne, wygodne. W odremontowanych budynkach jest dużo światła, jest poczucie otwartości, a jednocześnie są izolacje akustyczne pomiędzy pomieszczeniami.
Dużo szkła i światła będzie też w nowej sali.
Wchodząc, od razu z foyer zobaczymy salę koncertową, bo to rzecz naprawdę unikatowa – pomiędzy foyer a salą nie będzie ściany z betonu czy z cegły. Powstanie gigantyczna szklana konstrukcja składająca się z dwóch warstw i przed samym koncertem będziemy opuszczali olbrzymią kutynę, żeby uzyskać wyciemnienie w sali koncertowej. A w ciągu dnia zapraszamy mieszkańców do napicia się kawy w foyer i do spoglądania na to, co ich orkiestra robi. Przecież w sumie to mieszkańcy z własnych podatków za to płacą.
Zaproszenie na festiwal otwarcia
11 września rusza festiwal nowego otwarcia Sinfonii Varsovii. Gdzie się odbędzie?
Oferujemy wyremontowane przestrzenie w budynku głównym i w dwóch oficynach, w jednej kiedyś była stajnia, w drugim sala operacyjna dużych zwierząt. A jednocześnie zaoferujemy koncerty symfoniczne w namiocie, który słuchacze znają od kilkunastu lat. Na festiwalu otwarcia będzie też okazja do poznania przeszłości tego miejsca na wystawie, a przed głównym budynkiem zaprezentujemy makietę akustyczną naszej sali koncertowej w skali 1:10.
Niebawem namiot zostanie rozebrany, więc w najbliższych latach na Grochowskiej będziemy słuchać przede wszystkim muzyki kameralnej.
To będzie naszą ambicją, by stworzyć centrum muzyki kameralnej i mamy znakomite ku temu warunki, bo są dwie sale, jedna na 80 miejsc, druga na 160 miejsc. Będziemy organizowali koncerty, co najmniej trzy w tygodniu, chcemy zapraszać artystów na koncert symfoniczny z nami, a później na dwa kameralne na Grochowskiej, zawsze z takim ułożeniem programu, by ten artysta mógł zagrać z naszymi muzykami. Mamy naprawdę świetnych muzyków, dlaczego więc tego nie wykorzystać?
Na świecie instytucje filharmoniczne nie ograniczają się dziś do koncertów. Mają różne propozycje dla lokalnej społeczności, dla ludzi w różnym wieku. Często oferują też spotkania z innymi dziedzinami sztuki.
Przez wiele lat byliśmy bezdomną orkiestrą, ćwiczyliśmy w różnych miejscach, teraz wreszcie mamy swoje miejsce. Wiemy, że musimy dokonać zmiany zespołu muzycznego w instytucję z o wiele szerszą propozycją. Już mamy dużo różnych form aktywności dla mieszkańców. Od pewnego czasu jest program NaDęte, można uczyć się grać na instrumencie dętym, a później zagrać z zespołem. Jest program dla najmłodszych, realizowany wspólnie z Fundacją Muzyka dla Wszystkich. Ta Smykofonia cieszy się wielkim powodzeniem. Są inne programy, więc oprócz wielkiej symfoniki będzie naprawdę coś dla ludzi, by tworzyć świadomość mieszkańców, że to jest miejsce przyjazne, otwarte. Nie muszą od razu wybrać się na koncert, mogą przyjść na kawę lub przejść się po naszym parku. Z gigantycznych środków wyłożonych na naszą siedzibę nie może powstać wyłącznie luksusowe miejsce dla muzyków i dla muzyki na najwyższym poziomie. Poziom jest ważny, ale musimy realizować dużo innych zadań. A gdy robimy zajęcia smykofoniczne dla dzieci, które mają po trzy miesiące lub pół roku, to mamy nadzieję, że za pięć lat przyjdą do dużej sali koncertowej. To jest budowanie przyszłej publiczności.
Po co Warszawa nowa sala koncertowa
To miejsce będzie otwarte przez cały dzień?
Absolutnie tak. Nie musimy trzymać budynku zamkniętego i otwierać go na godzinę przed koncertem. Zresztą nowe sale w trzech pawilonach wręcz zachęcają do nietypowej aktywności. Rozpisując na potrzeby konkursu architektonicznego funkcje dla poszczególnych budynków, wiedzieliśmy, że chcemy mieć też przestrzeń do pracy z najmłodszym słuchaczem. W głównym budynku są trzy sale, w których będą się odbywały zajęcia z dziećmi szkół podstawowych. Trzeba je tylko w inteligentny i ciekawy sposób zaprogramować. Ale nasz Łukasz Strusiński naprawdę wie, co i jak programować. Jestem dumny, że udało się zbudować znakomity zespół ludzi. U nas każdy musi mieć świadomość, że jest najważniejszy, czy to dyrektor instytucji, czy pan, który sprząta ogród, bo ktoś, kto wchodzi do naszego parku, jego spotka przede wszystkim. Więc myślę, że taka identyfikacja, kim chcemy być, dla kogo i w jaki sposób chcemy coś zrobić, jest mocno zakorzeniona w naszych pracownikach. A możliwości wszyscy mają naprawdę kosmiczne, bo Warszawa, stolica Polski, nie ma nowoczesnej sali koncertowej, choć w tylu miastach zostały one zbudowane.
Można jednak usłyszeć opinie, że po co wydawać ogromne pieniądze na wielkie sale koncertowe dla muzyki poważnej, skoro to sztuka dla garstki odbiorców.
Atrakcyjne miejsce ma ogromną siłę przyciągania. Nie mam wątpliwości, że kiedy zbudujemy dużą salę koncertową, zagospodarujemy cały teren z promenadą wiszącą w powietrzu, z ramą, dzięki której będziemy mogli z wysokości 20 metrów patrzeć na Warszawę i na nasz obiekt, to przyjdzie bardzo dużo osób, by zobaczyć samo miejsce. A my zyskamy szansę na przyciągnięcie ich do muzyki. To nieprawda, że ludzie nie chcą muzyki klasycznej. Od 15 lat organizujemy Szalone Dni Muzyki i sprzedajemy 25 tysięcy biletów na tę trzydniową imprezę. Ludzie chcą słuchać muzyki, ale musi być przestrzeń i ciekawa propozycja. Musi być jakość i szczerość przekazu. Na Grochowskiej wszyscy spotkają się z przyjaznym przyjęciem, otwartością, różnorodnością propozycji i naszą chęcią, żeby wrócili.
Sinfonia Varsovia, projekt nowej sali koncertowej
Ale kiedy ogłoszono, że na Grochowie powstaje nowa sala koncertowa dla Warszawy, pytano, dlaczego nie w centrum, tylko daleko na Pradze?
Warszawa jest dużym miastem, a prawie wszystko działa w niej w centrum. Nasze miejsce jest bardzo atrakcyjne, w odległości 300-400 metrów powstają tu gigantyczne osiedla mieszkaniowe, więc nie można dyskryminować tej części stolicy. W Paryżu wybudowano nowoczesny gmach Filharmonii i jego odległość od wieży Eiffla jest dokładnie taka sama jak nasza od Pałacu Kultury. Nie wszystko zatem musi być umiejscowione w samym centrum. Mamy ambitną ideę, żeby po prawej stronie Wisły stworzyć centrum muzyki. I nie chodzi o żadną konkurencję w stosunku do Filharmonii Narodowej czy Teatru Wielkiego. Te wspaniałe instytucje mają swoich słuchaczy od dziesiątek, czy wręcz od setek lat.
Mamy ambitną ideę, żeby po prawej stronie Wisły stworzyć centrum muzyki. I nie chodzi o żadną konkurencję w stosunku do Filharmonii Narodowej czy Teatru Wielkiego.
Ale już mówi się, że na Grochowskiej, a nie w Filharmonii powinien odbyć się kolejny Konkurs Chopinowski.
Słyszę to bardzo często. Tak nie powinno być, ale można tu zrobić koncert inauguracyjny albo uroczyste rozdanie nagród. Jeżeli mamy być gotowi z salą na rok 2030, to czemu nie? Świadectwem naszej otwartości był choćby tegoroczny koncert jubileuszowy dla Jerzego Maksymiuka, na którym niektóre utwory Sinfonia Varsovia zagrała razem z Filharmonią Narodową. Podobną propozycję wspólnego wykonania IX Symfonii Beethovena mamy na przyszłoroczny festiwal Centralny Plac Muzyki. Kluczowy jest wzajemny szacunek. A w Konkursie Chopinowskim musimy wspólnie zastanawiać się, jak w pewnym sensie go wzmocnić, by większa liczba ludzi mogła go posłuchać na żywo. W erze sztucznej inteligencji i zapisu cyfrowego muzyki, kluczowe jest danie szansy muzyce na żywo. To jest zupełnie inny rodzaj odbioru. Pełnię radości, przeżycia, a może do końca zrozumienia, czym muzyka jest, zapewnia przeżycie jej na żywo. A poza tym nie chodzi tylko wyłącznie o dźwięk, który płynie do naszych uszu, ale też o to, kto siedzi obok i w jaki sposób wymieniamy się później uwagami. To jest budowanie wspólnoty, na której nam zależy.
Sinfonia Varsovia bez koncertowego namiotu
Wierzy Pan, że termin oddania do użytku sali koncertowej w 2030 roku jest realny?
Tak, ponieważ firma, która wygrała przetarg, czyli Warbud, zbudowała Muzeum Sztuki Nowoczesnej, buduje TR Warszawa, a wcześniej zbudowała NOSPR w Katowicach. To są specjaliści, którzy mają doświadczenie. My też jesteśmy o wiele bogatsi w wiedzę po zakończeniu pierwszego etapu, więc lepiej wiemy, na co trzeba zwracać uwagę.
A co przez cztery lata będzie robić Sinfonia Varsovia jako duża orkiestra, której za chwilę zlikwidują namiot do występów?
Będzie dalej intensywnie podróżowała. Niedawno wróciliśmy z Francji, z Festiwalu La Roque-d’Anthéron, graliśmy w Żelazowej Woli z Krzysztofem Jabłońskim, niebawem jedziemy do Nowego Jorku do Lincoln Center, potem nasz mały zespół wyjeżdża do Maroka. Bierzemy udział co roku w festiwalach, z którymi jesteśmy związani lub mamy wpływ na proponowanie pewnych projektów, jak choćby na festiwalu Centralny Plac Muzyki. Orkiestra będzie więc miała dużo pracy, ale też czeka ją zmiana mentalności i w przyzwyczajeniu samych artystów. Nagle zespół, który non stop wyjeżdża, będzie prezentował się regularnie we własnej sali. Oczywiście, chętnie zaprosimy do niej znakomite zespoły ze świata, ale o wiele częściej będziemy tu w Warszawie. Zyskamy trochę spokojniejsze życie i luksus pracy w znakomitej akustyce, dzięki czemu dopiero teraz, ćwicząc regularnie na miejscu, będziemy mogli się pokusić o to, by zbudować unikatowe brzmienie Sinfonii Varsovii. Nie oszukujmy się, jak gramy codziennie w salach o innej akustyce, to prawie nie ma takiej możliwości. Bardzo chcielibyśmy też na rok przed oddaniem sali mieć stałego dyrygenta. Już zaczynamy dyskusje i rozmowy. Myślę, że dla kandydatów będziemy mieli bardzo mocny argument. Powiemy: „Mistrzu, otworzysz największą salę w Polsce”.