Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak rozwija się rynek mobilnej gastronomii i co napędza ten wzrost w Polsce.
  • Ile w rzeczywistości kosztuje start w branży, od zakupu pojazdu po ukryte opłaty na festiwalach.
  • Jakie czynniki decydują o rentowności biznesu i dlaczego imprezy plenerowe są kluczowe.

Codziennie powstają kolejne restauracje na kółkach, ich liczba na koniec czerwca wynosiła już ponad 7 tys. – food trucków w dwóch pierwszych kwartałach br. przybyło blisko 700, to niemal tyle, ile w całym 2025 r. Oznacza to, że w pierwszych sześciu miesiącach 2026 r. każdego dnia na polskim rynku food trucków powstawały średnio cztery nowe firmy na kółkach – mówi Tomasz Starzyk z Dun & Bradstreet.

Szczególnie ważny jest dla nich sezon letni i imprezy plenerowe, dlatego przyglądamy się, jak wygląda prowadzenie takiego biznesu oraz jakie inwestycje są wymagane na początek.

Duże inwestycje w food trucka

Food truck kosztuje od 35 tys. do nawet 300 tys. zł, choć górnej granicy właściwie nie ma, wszystko zależy od budżetu założyciela i jego fantazji. Dochodzi jeszcze wyposażenie, na które trzeba wyłożyć co najmniej kilkadziesiąt tysięcy złotych i łatwo przekroczyć granicę 100 tys. Koszty można obniżyć, idąc – podobnie jak w innych punktach gastronomicznych – w sprzęt używany, ale wtedy może on szybciej wymagać wymiany. – Na początek to dobra opcja, jeśli biznes nie wypali, nie wydamy tak dużo, a chętnych na sprzęt zawsze się znajdzie – mówi jeden z operatorów punktów z burgerami.

Wiele zależy od tego, jakie produkty chcemy sprzedawać, łatwiej jest prowadzić punkt z lodami niż taki, gdzie na bieżąco trzeba przygotowywać i wydawać nawet setki dań dziennie, jak frytki, zupy, wspomniane burgery czy kebab.

Opłaty za prąd to poważny koszt, stacjonarny wynajem miejsca z licznikiem to koszt od kilkudziesięciu do 150 zł dziennie, do tego dochodzi opłata za prąd zgodnie ze wskazaniem licznika. Z kolei zasilanie z agregatu na imprezie masowej pożera 3-7 litrów paliwa na godzinę (25-70 zł/h), a ryczałtowe „podpięcie” do organizatorów eventu to zazwyczaj 50-200 zł za dobę.

Dochodzi paliwo, bo food trucki zazwyczaj się często przemieszczają, ale są też opcje bardziej stabilnego zarobku w jednym miejscu – w okolicach biurowców, szkół, parków.

Stałe są też koszty osobowe. Zazwyczaj to umowy zlecenia. Stawka? Właściciele food trucków mówią o widełkach 30-40 zł brutto za godzinę dla sprzedawcy. Osoba umiejąca też gotować może liczyć na nawet 50 zł za godzinę. Oczywiście wszystko zależy od miasta i doświadczenia. Na dużych wydarzeniach stawki się zmieniają, ponieważ godziny pracy oczywiście są dłuższe, często taki bar na kółkach pracuje do późnych godzin nocnych.

Czytaj więcej

Badania: pizza daniem narodowym Polaków. Cena nadal decyduje o wyborze lokalu

Kosztowne festiwale

Boomu na food trucki nie byłoby bez mody na muzykę w plenerze, jaka opanowała cały świat. Ciągną one na festiwale, ponieważ to doskonałe miejsce na zarobek. Wymaga jednak wielu kosztów – sam udział w festiwalu zależy od opłaty organizacyjnej, która wynosi zazwyczaj od 900 do 2 tys., a nawet 3 tys. zł netto za weekend. Do tego operatorzy muszą zapłacić organizatorowi prowizję od obrotu wynoszącą 5-10 proc. Dochodzą też koszty prądu i mediów, logistyki, a także surowców i pracy personelu.

Zwyczajem jest także, że to operatorzy food trucków fundują posiłki personelowi festiwalu, np. ochronie. To kilka czy kilkanaście porcji dziennie.

Zyski zależą od sprzedaży, firmy mówią, że 100 klientów dziennie to zdrowy poziom. Festiwal pozwala sprzedać więcej, podobnie różne wydarzenia plenerowe. Z drugiej strony wszystkie plany może zniszczyć kiepska pogoda. 

Właściciel food trucka może też zarabiać na wynajmie pojazdu np. na imprezy firmowe – zazwyczaj może wtedy liczyć na kilku tysięcy złotych do 10 tys. zł za dzień, w zależności od czasu trwania, rodzaju kuchni i liczby przygotowanych posiłków.

Skomplikowana jest sprawa z alkoholem, polskie prawo nie przewiduje obwoźnych koncesji dla food trucków. Aby legalnie sprzedawać alkohol z tego typu pojazdu, trzeba uzyskać standardowe stałe zezwolenie z urzędu na konkretny, stały punkt, traktowany jak ogródek gastronomiczny. Są także zezwolenia jednorazowe, które można dostać na maksymalnie dwa dni, ale może o nie wystąpić przedsiębiorca posiadający już stałą koncesję na handel alkoholem. Choć ogólnie sprzedaż alkoholu spada, to jednak na festiwalach zainteresowanie jest duże.